30.09.2025, 20:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.09.2025, 20:34 przez Anthony Shafiq.)
To było dziwne.
Oczywiście, rozmawiali ze sobą już wcześniej. Afera w Magicznym Urzędzie Celnym zcementowała ich układ, w którym Anthony był bardzo wartościowym informatorem, nawet jeśli od czasu przejęcia władzy przez Jenkins stał się gorszym informatorem. Osiągnął to co chciał, osiadł, okrzepł. Jego stronnictwo wygrało, miał ciepłą posadę, nikogo nie trzeba było wygryzać, bo Jenkins robiła to sama. Ciekawe czy Spalona Noc zmieni ją tak samo jak zmieniła jego?
Szczerze wątpił.
Niespiesznie żuł plaster mięsiwa, sprawnie nadziewając na widelec drugą porcję. Nie był głodny, ale musiał coś zrobić z rękoma. Jakkolwiek speóbować zapanować nad nerwowym stukaniem w blat. Dwa talerze, dwa komplety sztućców, dwa kieliszki. Dwa krzesła. Dwóch mężczyzn. Rozmowa o północy.
Bletchley mógł mieć bardzo ciekawą perspektywę na zaistniały problem. Anthony mógły powiedzieć, że idealną, bo w gruncie rzeczy osoby nieznajomej, nie będącej w temacie, znającego Jonathana jeśli już to tylko przelotnie. Zwierzanie się wymagało pewnego skoku wiary ze strony Anthony'ego. Nie była to praca, nie byla to znana szachownica, tylko zapraszanie mężczyzny do nomen omen sswojeg domu i pokazywanie mu niektórych trupów ukrytych w szafie.
Zaufanie - to była bardzo cenna waluta. Anthony rozpaczliwie potrzebował sojuszników w tym trudnym czasie, a auror mugolak zdawał się bezpieczniejszym wyborem niż którykolwiek z jego czystokrwistych ministerialnych przyjaciół. Z drugiej strony cóż to za przyjaźń wykupczona osobistymi dramatami.
Westchnął i skupił się na winie. Tam leżała prawda.Nie powinno go dziwić, że zaczął od tego. Kłótnie z przyjaciółmi powinny być najprostszymi do rozwiązania problemami. Wystarczyło się pogodzić. Zjeść własną dumę i wyciągnąć rękę.
- Znamy się... od zawsze. Zawsze myślałem, że będę pierwszą, no może drugą osobą do której zwróci się o pomoc jeśli będzie miał problemy lub gdyby groziło mu jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Odkryłem, że według wszelkiego prawdopodobieństwa nie było mnie w ogóle na tej liście i bardzo mnie to dotknęło. - Mógł to oczywiście powiedzieć krócej. Spojrzał na wąsatego Juliana i zastanowił się czy nie umknie mu rdzeń problemu. - Ma we mnie wyjebane. Ukrywa przede mną rzeczy i jak go z tym skonfrontowałem to nawrzeszczał na mne, że do niczego się nie nadaje. Z resztą... podczas tego przeklętego pożaru mówił to samo. - krzyk Selwyna, który próbował go zmuszić, żeby wrócił do Ministerstwa odbijał mu się echem w czaszce. Jego pogardliwa mina wykrzywiona wściekłym grymasem. Płomienie odbijały się w jego ciemnych oczach, a Anthony'emu absolutnie nic nie wyszło tamtej nocy. Był balastem, który włóczył się za nimi jak cień. Same wspomnienia sciagały mu barki w ochronnym geście, pochylały głowę, a umniejszający mu głos zawsze punktujący jego niedostateczność teraz nabrał barwy kogoś, kogo przed kilkoma dniami zaliczał do swojego najbliższego grona. - Może miał rację. - powiedział dużo, dużo ciszej bardziej do wina, niż do mężczyzny z którym to wino pił.
Oczywiście, rozmawiali ze sobą już wcześniej. Afera w Magicznym Urzędzie Celnym zcementowała ich układ, w którym Anthony był bardzo wartościowym informatorem, nawet jeśli od czasu przejęcia władzy przez Jenkins stał się gorszym informatorem. Osiągnął to co chciał, osiadł, okrzepł. Jego stronnictwo wygrało, miał ciepłą posadę, nikogo nie trzeba było wygryzać, bo Jenkins robiła to sama. Ciekawe czy Spalona Noc zmieni ją tak samo jak zmieniła jego?
Szczerze wątpił.
Niespiesznie żuł plaster mięsiwa, sprawnie nadziewając na widelec drugą porcję. Nie był głodny, ale musiał coś zrobić z rękoma. Jakkolwiek speóbować zapanować nad nerwowym stukaniem w blat. Dwa talerze, dwa komplety sztućców, dwa kieliszki. Dwa krzesła. Dwóch mężczyzn. Rozmowa o północy.
Bletchley mógł mieć bardzo ciekawą perspektywę na zaistniały problem. Anthony mógły powiedzieć, że idealną, bo w gruncie rzeczy osoby nieznajomej, nie będącej w temacie, znającego Jonathana jeśli już to tylko przelotnie. Zwierzanie się wymagało pewnego skoku wiary ze strony Anthony'ego. Nie była to praca, nie byla to znana szachownica, tylko zapraszanie mężczyzny do nomen omen sswojeg domu i pokazywanie mu niektórych trupów ukrytych w szafie.
Zaufanie - to była bardzo cenna waluta. Anthony rozpaczliwie potrzebował sojuszników w tym trudnym czasie, a auror mugolak zdawał się bezpieczniejszym wyborem niż którykolwiek z jego czystokrwistych ministerialnych przyjaciół. Z drugiej strony cóż to za przyjaźń wykupczona osobistymi dramatami.
Westchnął i skupił się na winie. Tam leżała prawda.Nie powinno go dziwić, że zaczął od tego. Kłótnie z przyjaciółmi powinny być najprostszymi do rozwiązania problemami. Wystarczyło się pogodzić. Zjeść własną dumę i wyciągnąć rękę.
- Znamy się... od zawsze. Zawsze myślałem, że będę pierwszą, no może drugą osobą do której zwróci się o pomoc jeśli będzie miał problemy lub gdyby groziło mu jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Odkryłem, że według wszelkiego prawdopodobieństwa nie było mnie w ogóle na tej liście i bardzo mnie to dotknęło. - Mógł to oczywiście powiedzieć krócej. Spojrzał na wąsatego Juliana i zastanowił się czy nie umknie mu rdzeń problemu. - Ma we mnie wyjebane. Ukrywa przede mną rzeczy i jak go z tym skonfrontowałem to nawrzeszczał na mne, że do niczego się nie nadaje. Z resztą... podczas tego przeklętego pożaru mówił to samo. - krzyk Selwyna, który próbował go zmuszić, żeby wrócił do Ministerstwa odbijał mu się echem w czaszce. Jego pogardliwa mina wykrzywiona wściekłym grymasem. Płomienie odbijały się w jego ciemnych oczach, a Anthony'emu absolutnie nic nie wyszło tamtej nocy. Był balastem, który włóczył się za nimi jak cień. Same wspomnienia sciagały mu barki w ochronnym geście, pochylały głowę, a umniejszający mu głos zawsze punktujący jego niedostateczność teraz nabrał barwy kogoś, kogo przed kilkoma dniami zaliczał do swojego najbliższego grona. - Może miał rację. - powiedział dużo, dużo ciszej bardziej do wina, niż do mężczyzny z którym to wino pił.