Nie do końca przemawiało do niej tłuczenie się dla zabawy. Jako były uzdrowiciel widziała naprawdę sporo. Prawie nic nie było w stanie jej zdziwić, siniaki, rany po spotkaniu z niebezpiecznymi stworzeniami, czy też ludźmi, bo przecież to właśnie z ludzi były najgorsze zwierzęta, nie robił na niej wrażenia widok krwi, czy pokiereszowanego ciała, to nie o to jej chodziło. Rozumiała, że niektóre specjalności niosły ze sobą większe ryzyko, nie było tu szczególnie wiele do rozkładania na czynniki pierwsze, ale właśnie, musiała się oswoić z tym, że dla niektórych było przyjemnością dostanie po mordzie od przyjaciela. Na pewno niosło to ze sobą coś więcej, gdyby miała chwilę dłużej zapewne byłaby w stanie znaleźć jakieś pozytywy, ale w tamtym momencie reagowała odruchowo, teraz wiedziała, że niepotrzebnie. Cóż, trudno, nie chciała nikogo wkurzyć, czy skrzywdzić swoim słowem, raczej dać upust swoim emocjom, chociaż bardzo rzadko robiła to w ten sposób, rzadko kiedy pozwalała sobie na komentarze, gdy nikt nie pytał jej o zdanie.
Widok krwi na twarzy Benjy'ego jej nie ruszał, widziała ludzi w gorszym stanie, dużo gorszym, ba od kilku lat codziennością dla niej było oglądanie trupów, zimnych ciał, które trafiały do nich bardzo różne. Niektóre nienaruszone, a inne... inne nie. Po prostu świadomość tego, w jaki sposób do nich doszło była dla niej czymś innym, zupełnie nowym. Musiała to przetrawić, bo nie wątpiła w to, że to nie był pierwszy raz, a na pewno też nie ostatni.
Próbowała logicznie wytłumaczyć swoje wybory, starała mu się pokazać, jak to wyglądało jej oczami, czy jednak miało to coś zmienić? Nie wydawało jej się, ale nie mogła sobie zarzucić, że tego nie zrobiła. Sięgała po szczerość, chociaż wcale nie tak łatwo przychodziło jej formowanie swoich myśli w słowa, od zawsze miewała z tym problem, pewnie każdy by miał, gdyby w jego głowie działo się tak wiele.
Dostała potwierdzenie na swoje słowa, całkiem jasne, nie musiał jej powtarzać, dotarło do niej, co miał na myśli, właściwie to przecież sama to ubrała w słowa. Radził sobie sam, nie potrzebował jej do niczego, proste, może nieco chłodne, ale prawdziwe, nie wydawało jej się, aby powinna to negować. Zmiana przyzwyczajeń bardzo często nie była możliwa, zresztą po co je zmieniać, skoro za chwilę, dłuższą, czy krótszą będą musiały znowu zostać przywrócone. Nie chciał korzystać nawet z chwilowego wsparcia, dotarło to do niej, może w dość nieprzyjemny sposób, ale właśnie dzięki temu pewnie zapamięta to na dłużej.
Starała się nie pokazywać, że nieco w nią to uderzyło, skoro nie mogła się bowiem wykazać w czymś, w czym faktycznie bez mniejszego problemu by się odnalazła, a on ją wspierał tak po prostu w wielu innych rzeczach, to nie do końca jej to grało, ale najwyraźniej tak to miało wyglądać, może kiedyś się przekona, że to dla niej nie było nic wielkiego.
Zmrużyła na moment oczy, kiedy usłyszała kolejne pytanie. Widocznie postanowił jednak pozwolić jej nieco nadszarpnąć jego przyzwyczajenia, inaczej pewnie nie zapytałby się o to, czy to było aktualne. - Tak. - Powiedziała krótko, nie było się nad czym jakoś szczególnie rozwodzić.
- Wejdźmy do środka, tam mam jakieś podstawowe medykamenty. - Mimo tego, że od lat nie pracowała w Mungu, to jednak nadal nosiła przy sobie jakąś drobną, część ekwipunku. - Możesz usiąść na krześle. - Wydawało jej się to najlepszą opcją z innych możliwych w tej nieprzystosowanej do przyjmowania pacjentów sypialni. Być może nie była jakoś szczególnie aktywna zawodowo jako medyk w ciągu ostatnich lat, nie robiła tego na etacie, jednak zdarzało się jej udzielać pomocy medycznej mętom z Nokturnu, wiec nie można by rzec, że była zupełnie zardzewiała.
Sama zaś odwróciła się na pięcie i bardzo powolnym krokiem ruszyła w stronę drzwi, miała ochotę chwycić go za dłoń i zaprowadzić go za sobą, jednak tego nie zrobiła, nie wydawało jej się, aby to był na to odpowiedni moment.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control