30.09.2025, 10:21 ✶
Oczywiście, że Faye korzystała z zaklęć - i to bardzo często. Jednak to, żeby w ogóle sięgnąć po różdżkę, często przerastało dziewczynę, której bałagan najzwyczajniej w świecie nie przeszkadzał. Po co sprzątać coś, co może leżeć i się piętrzyć w górę, skoro można poczekać i potem zrobić wszystko za jednym zamachem?
Gdy Faye wróciła i zobaczyła ubrania, które były idealnie poskładane, roześmiała się cicho. Rodzeństwo powinno być do siebie podobne, prawda? A tymczasem ona i Nicholas dobitnie pokazywali, że rodzeństwo może być jak ogień i lód. Jak jesień i zima. Jak prawo i lewo. W teorii jedno nie mogło istnieć bez drugiego, a na dodatek różnili się od siebie praktycznie na każdym kroku. Nicholas był wysoki, Faye: niska. On miał lodowatoblond włosy, ona - kasztanowe, wpadające w rudy. On był zimą, ona: jesienią. On był zły, ona: dobra. On był chłodny, ona ciepła. Nick się dystansował od wszystkich, a Faye skracała ten dystans z każdym wypowiedzianym słowem.
- W zasadzie to odkupiłam od niej to piętro - odpowiedziała, wzruszając ramionami. Ostrożnie dmuchnęła na taflę herbaty, marszcząc nosek. Kakofonia woni bolała w nos, ale była konieczna. Taki pożar zostawiał po sobie ślady, które niełątwo wietrzały. - Czemu tak nalegasz na to, by znaleźć mi inne mieszkanie? Sam mówisz, że twoje w Londynie oberwało klątwą. Swoją drogą to niedopuszczalne, żeby atakowali nas... i kogokolwiek.
Powiedziała poważnie, nie biorąc nawet łyka herbaty. Odstawiła kubek na stolik i spojrzała na brata poważnie.
- Nie popieram tego, co się stało, ale jeszcze bardziej nie rozumiem, co tu się stało. Ogień zniszczył mieszkania tak mugolaków, jak i czystokrwistych. Po co? Dlaczego? - zastanawiała się głośno, odruchowo nawijając kasztanowe pasmo włosów na palec wskazujący. - Nigdzie nie jest bezpiecznie, Nick. Nie mam już pieniędzy, żeby nawet wynająć coś nowego. A tego mieszkania nikt już nie kupi. Nie po tym, co się stało. Nie wrócę do rodziców, nie mam już piętnastu lat, wiesz?
Może i nie miała tylu lat, ale tak się zachowywała. Co nie zmieniało faktu, że była dorosłą czarownicą, która nie pasowała do rodziny pod kątem charakteru. Z rodzicami by się pozabijali, gdyby mieli mieszkać na jednym kawałku ziemi dłużej niż tydzień.
Gdy Faye wróciła i zobaczyła ubrania, które były idealnie poskładane, roześmiała się cicho. Rodzeństwo powinno być do siebie podobne, prawda? A tymczasem ona i Nicholas dobitnie pokazywali, że rodzeństwo może być jak ogień i lód. Jak jesień i zima. Jak prawo i lewo. W teorii jedno nie mogło istnieć bez drugiego, a na dodatek różnili się od siebie praktycznie na każdym kroku. Nicholas był wysoki, Faye: niska. On miał lodowatoblond włosy, ona - kasztanowe, wpadające w rudy. On był zimą, ona: jesienią. On był zły, ona: dobra. On był chłodny, ona ciepła. Nick się dystansował od wszystkich, a Faye skracała ten dystans z każdym wypowiedzianym słowem.
- W zasadzie to odkupiłam od niej to piętro - odpowiedziała, wzruszając ramionami. Ostrożnie dmuchnęła na taflę herbaty, marszcząc nosek. Kakofonia woni bolała w nos, ale była konieczna. Taki pożar zostawiał po sobie ślady, które niełątwo wietrzały. - Czemu tak nalegasz na to, by znaleźć mi inne mieszkanie? Sam mówisz, że twoje w Londynie oberwało klątwą. Swoją drogą to niedopuszczalne, żeby atakowali nas... i kogokolwiek.
Powiedziała poważnie, nie biorąc nawet łyka herbaty. Odstawiła kubek na stolik i spojrzała na brata poważnie.
- Nie popieram tego, co się stało, ale jeszcze bardziej nie rozumiem, co tu się stało. Ogień zniszczył mieszkania tak mugolaków, jak i czystokrwistych. Po co? Dlaczego? - zastanawiała się głośno, odruchowo nawijając kasztanowe pasmo włosów na palec wskazujący. - Nigdzie nie jest bezpiecznie, Nick. Nie mam już pieniędzy, żeby nawet wynająć coś nowego. A tego mieszkania nikt już nie kupi. Nie po tym, co się stało. Nie wrócę do rodziców, nie mam już piętnastu lat, wiesz?
Może i nie miała tylu lat, ale tak się zachowywała. Co nie zmieniało faktu, że była dorosłą czarownicą, która nie pasowała do rodziny pod kątem charakteru. Z rodzicami by się pozabijali, gdyby mieli mieszkać na jednym kawałku ziemi dłużej niż tydzień.