29.09.2025, 21:22 ✶
Gryzący dym tytoniowej fajki Ceolsige nie był jedynym powodem, dla którego atmosfera w pokoju na poddaszu była ciężka. Ten dziwny zapach ryb towarzyszył jej od przyjazdu z Londynu, a Brynja odnosiła wrażenie, że ów zapach przybrał kształt, zmaterializował się w niewidzialną obecność i usiadł obok nich na krześle. Sączył się przez ściany, powietrze oraz samą skórę selkie.
Na słowa przyjaciela, dziewczyna odsunęła od siebie jedną z pożółkłych kartek, powiodła spojrzeniem po twarzach zgromadzonych. Płomień lampy zadrżał w kącie pieszczenia.
— Okonie morskie mają oczy tam, gdzie nie powinny — powiedziała krótko. Taką odpowiedź dała tym, którzy pytali o powód jej obecności. Listy, sieci, skrzynie pełne ryb… Jednak to nie same ryby były najgorsze, w związku z czym zaczęła tłumaczyć: — Z reguły rybacy łowią to, co daje Morze. Raz dostatek, raz głód. Tak było od zawsze, prawda? Ale Morze nie kpi. Nigdy nie dawało stworzeń z trzecim okiem ani płetwami, które przeczą samej naturze — głos selkie stwardniał. — Od dawna przyjmuję dostawy, w których mięso pachnie… czymś… — czymś starszym.
Czymś, co nie powinno mieć imienia.
Czymś, co może nie miało imienia ludzkiego. Brynja natomiast wyczuwała obecność wrogą i słyszała mocniej prośbę o pomoc. — Trudno mi to opisać. Nie jest to zapach ani zgnilizny ani czarnej magii.
Przyciąganie i odpychanie, a Morze nie było zwykłym morzem. Oparła się wygodniej na krześle, przesuwając spojrzeniem jeszcze raz po listach Poppy. — Mam adres naszego dostawcy. Niedaleko muzeum. To on był głównym celem mojej podróży tutaj… zanim spotkałam was.
Poza tym musiało to dziwnie zabrzmieć z jej ust. Jak słowa szaleńca, który rozmawiał z falami, ale czy nie o tym właśnie mówiła Ceolsige? O pieśniach, które wabiły i przeklinały? Brynja uświadomiła sobie, że dłonie trzymała mocniej splecione na kolanach. Rozluźniła je, a następnie odchrząknęła, aby przerwać własne zamyślenie. — Jeśli chcemy dowiedzieć się, co tu naprawdę się dzieje, musimy iść na brzeg. Może tam znajdziemy trop, który wyjaśni te listy. Ale na pewno nie samemu — spojrzała wymownie na Henry’ego, potem na kuzynkę.
Na słowa przyjaciela, dziewczyna odsunęła od siebie jedną z pożółkłych kartek, powiodła spojrzeniem po twarzach zgromadzonych. Płomień lampy zadrżał w kącie pieszczenia.
— Okonie morskie mają oczy tam, gdzie nie powinny — powiedziała krótko. Taką odpowiedź dała tym, którzy pytali o powód jej obecności. Listy, sieci, skrzynie pełne ryb… Jednak to nie same ryby były najgorsze, w związku z czym zaczęła tłumaczyć: — Z reguły rybacy łowią to, co daje Morze. Raz dostatek, raz głód. Tak było od zawsze, prawda? Ale Morze nie kpi. Nigdy nie dawało stworzeń z trzecim okiem ani płetwami, które przeczą samej naturze — głos selkie stwardniał. — Od dawna przyjmuję dostawy, w których mięso pachnie… czymś… — czymś starszym.
Czymś, co nie powinno mieć imienia.
Czymś, co może nie miało imienia ludzkiego. Brynja natomiast wyczuwała obecność wrogą i słyszała mocniej prośbę o pomoc. — Trudno mi to opisać. Nie jest to zapach ani zgnilizny ani czarnej magii.
Przyciąganie i odpychanie, a Morze nie było zwykłym morzem. Oparła się wygodniej na krześle, przesuwając spojrzeniem jeszcze raz po listach Poppy. — Mam adres naszego dostawcy. Niedaleko muzeum. To on był głównym celem mojej podróży tutaj… zanim spotkałam was.
Poza tym musiało to dziwnie zabrzmieć z jej ust. Jak słowa szaleńca, który rozmawiał z falami, ale czy nie o tym właśnie mówiła Ceolsige? O pieśniach, które wabiły i przeklinały? Brynja uświadomiła sobie, że dłonie trzymała mocniej splecione na kolanach. Rozluźniła je, a następnie odchrząknęła, aby przerwać własne zamyślenie. — Jeśli chcemy dowiedzieć się, co tu naprawdę się dzieje, musimy iść na brzeg. Może tam znajdziemy trop, który wyjaśni te listy. Ale na pewno nie samemu — spojrzała wymownie na Henry’ego, potem na kuzynkę.
i wish you a kinder sea