29.09.2025, 15:20 ✶
Coś było nie tak z morzem i najwyraźniej koncentrowało się w tej wiosce. Czy każdy rozsądny czarodziej w tym wypadku wezwałby aurorów? Zapewne. Jednak miejsce to nasuwało na myśl przeróżne scenariusze. Przecież gdyby pojawili się tu aurorzy, to coś, co czuli z Brynją, mogłoby się zakamuflować. Być może to ich więź skłaniała ich do głębszej percepcji Dunwich. Wzajemne poczucie niebezpieczeństwa, zupełnie jak lustro, w którym dopiero można było zobaczyć straszliwą prawdę.
Nie spodziewał się Ceolsige Burke, rozpromienionej tak, jakby miasteczko nie zrobiło na niej wrażenia. Szczęściara. A może to Nokturn przyzwyczaił ją do tego poczucia niepokoju w tym stopniu, że przestała w ogóle je zauważać? Tak, jakby to był jak szum pieca lub przelatujące nad domem samoloty. Dla niedoświadczonych stanowiły niedogodność, dla przywykłych zaś normę. Jednak nie... w jej głosie było coś poza tym. Nuta niepewności, powagi, wszystko jednak skryte pod maską.
Przeszli do pokoju Burke, a po drodze Henry podrzucił bagaże do własnego lokum. Dziewczyna dostała pokój na strychu, on natomiast był piętro pod nią. Dostał mały pokoik z odłażącą ze ścian tapetą i skrzypiącą podłogą. W całym muzeum czuło się wilgoć, również w samych kwaterach dla gości. Coś od tego musiało już zgnić w tych ścianach, a pleśń zatruwała płuca nie mniej niż dym Spalonej Nocy.
Ogień i woda. Znów przeciwieństwa niebezpiecznie zbliżały się do siebie.
Usiadł na krześle w pokoju Burke, wysłuchał jej historii. Listy wysyłane z miejsca, którego nie było, a ich treść... niepokojąca. Mrożąca krew w żyłach. Na pierwszy rzut oka można by było to uznać za notatki dziewczyny szalonej. Niespełna rozumu. Teraz jednak sytuacja wyglądała inaczej. W Dunwich szaleństwo stanowiło przykrą normalność.
– Ja jestem tu w pracy. Zastępuję kolegę, który miał zbadać to miejsce, napisać coś o nim – wzruszył ramionami. – Wielka szansa na dziennikarskie wybicie się, nie? No, ale nie może być łatwo. Nie wiem, czy wy też to czujecie.... Ten niepokój. Jakby zaraz miało się coś stać. I to, że jednocześnie chciałoby się stąd uciec i zostać tu na zawsze – może on też oszalał? Nie wiedział, czy nawet da się tak szybko... – No dobrze, Brynju... Mówiłaś coś o Morzu. Jeśli złożymy nasze informacje razem, może dowiemy się choć odrobinę więcej.
Nie spodziewał się Ceolsige Burke, rozpromienionej tak, jakby miasteczko nie zrobiło na niej wrażenia. Szczęściara. A może to Nokturn przyzwyczaił ją do tego poczucia niepokoju w tym stopniu, że przestała w ogóle je zauważać? Tak, jakby to był jak szum pieca lub przelatujące nad domem samoloty. Dla niedoświadczonych stanowiły niedogodność, dla przywykłych zaś normę. Jednak nie... w jej głosie było coś poza tym. Nuta niepewności, powagi, wszystko jednak skryte pod maską.
Przeszli do pokoju Burke, a po drodze Henry podrzucił bagaże do własnego lokum. Dziewczyna dostała pokój na strychu, on natomiast był piętro pod nią. Dostał mały pokoik z odłażącą ze ścian tapetą i skrzypiącą podłogą. W całym muzeum czuło się wilgoć, również w samych kwaterach dla gości. Coś od tego musiało już zgnić w tych ścianach, a pleśń zatruwała płuca nie mniej niż dym Spalonej Nocy.
Ogień i woda. Znów przeciwieństwa niebezpiecznie zbliżały się do siebie.
Usiadł na krześle w pokoju Burke, wysłuchał jej historii. Listy wysyłane z miejsca, którego nie było, a ich treść... niepokojąca. Mrożąca krew w żyłach. Na pierwszy rzut oka można by było to uznać za notatki dziewczyny szalonej. Niespełna rozumu. Teraz jednak sytuacja wyglądała inaczej. W Dunwich szaleństwo stanowiło przykrą normalność.
– Ja jestem tu w pracy. Zastępuję kolegę, który miał zbadać to miejsce, napisać coś o nim – wzruszył ramionami. – Wielka szansa na dziennikarskie wybicie się, nie? No, ale nie może być łatwo. Nie wiem, czy wy też to czujecie.... Ten niepokój. Jakby zaraz miało się coś stać. I to, że jednocześnie chciałoby się stąd uciec i zostać tu na zawsze – może on też oszalał? Nie wiedział, czy nawet da się tak szybko... – No dobrze, Brynju... Mówiłaś coś o Morzu. Jeśli złożymy nasze informacje razem, może dowiemy się choć odrobinę więcej.