29.09.2025, 10:53 ✶
- Nie drap się, nie trzyj oczu... Bli bli bla. Nic już nie wolno - powiedział naburmuszony, kiedy został powstrzymany przed przetarcie sobie oczu, ale nie walczył. Skoro pan magomedyk tak mówił, to nie będzie się kłócił, wiedział kiedy nie upierać się i nie stawiać na swoim za wszelką cenę - miał w tym niesamowite doświadczenie bo przecież praktycznie nigdy nie bronił swojego zdania jakoś zaciekle. - Ale jak nie przejdzie to składam reklamację - zastrzegł sobie po słowach Prewetta, że jutro powinno być już w porządku z jego wzrokiem.
Już miał wyjawić nadzieję, że karty z tą zmianą mówią o przyszłości, a nie przeszłości. I zaczął się zastanawiać nad tym kto normalny daje śmierć jako symbol zmian? chyba, że chodzi o nieuniknione zmiany tak jak śmierć jest nieunikniona? Ale końcówka jej wyjaśnienia aż wymagała się riposty natychmiastowej.
- Nie byłbym taki optymistyczny, moja droga. Bycie mądrym jeszcze nigdy nie powstrzymało mnie przed byciem kompletnym kretynem - powiedział z dumą, zupełnie jakby kto był powód do dumy, a ludzie zaraz przez to by mu stawiali pomniki i pisali o nim chwalebne pieśni. A Thomas po prostu wiedział w jakich butach mu przyszło chodzić, dlatego codziennie przywdziewał je, by dzwonić podczas każdego kroku - bycie błaznem nie było łatwe. Tak łatwiej było ignorować głos w głowie, który nękał go tym, że zmiana nie oznaczała na lepsze i przecież może jeszcze bardziej zniszczyć swoją duszę, żeby "bronić" innych, czy nie tego chciał? Nie to go kusiło? Poddanie się tej pokusie, aby z ogniem walczyć ogniem a z śmierciożercami walczyć ich bronią i zadawać cierpienie.
- Kot w wianku z monetami... Koci hazardzista... To przepowiednia! Jak przegrasz w karty to będziesz przez tydzień musiał chodzić w wianku, który Ci przygotujemy - dorzucił jeszcze po tym jak skończone zostało im objaśnianie znaczeń wyciągniętych przezeń kart.
- Czyli, Basilius wyciągnął lepszą kartę... - zawiesił głos z bardzo ,ale to bardzo niewinnym uśmieszkiem. - Czyli to znaczy, że lepiej ciągniesz - zakończył wyskakując z łóżka, tylko metaforycznie, bo jeszcze nie czuł się zbyt pewnie ze swoim wzrokiem. Wyciągają z kieszeni paczkę fajek, jedną wsadził sobie w gębę i podszedł do okna.
- Ale gdzie my będziemy trzymać te zwierzęta? Tutaj w Stawie? Nie wiem czy ryba tam przeżyją w tym stawie - zapytał wysuwając głowę przez framugę na rześkie wrześniowe powietrze. - I to pomówienia, ja nawet za rybami specjalnie nie przepadam - dodał wsadzając sobie fajka w gębę i już chciał go odpalić, bo sięgał po zapalniczkę. Chciał też jej zapytać czy się dobrze czuje, bo gdzie baran, ryby i pegaz blisko siebie, chyba w jakimś magicznym zoo, chyba wczorajsza noc i dzisiejszy dzień zmęczył ją mocniej niż była w stanie to przyznać.
Ale nic z tego nie zrobił, bo zaatakował go nagły napad kaszlu - dlatego zamiast odpalenia papierosa, dał koncert którego nie powstydziłby się nałogowy palacz chory na gruźlicę. Papieros spadł mu gdzieś na dół, a on sam zawisł przewieszony przez framugą ciężko oddychając. Na razie darował sobie palenie.
Tak, pół stojąc, a pół wisząc zerknął w bok na Millie, wyciągając rękę po butelkę whisky, zaschło mu w gardle od tego kaszlenia.
- A jaką kartę ty wylosowałaś? - w sumie jako jedyna nie pochwaliła się tym co wylosowała, więc dostawał kociej mordy, ciekaw co też wyciągnęła. Pociągnął solidny łyk z butelki po zadaniu pytania.
Już miał wyjawić nadzieję, że karty z tą zmianą mówią o przyszłości, a nie przeszłości. I zaczął się zastanawiać nad tym kto normalny daje śmierć jako symbol zmian? chyba, że chodzi o nieuniknione zmiany tak jak śmierć jest nieunikniona? Ale końcówka jej wyjaśnienia aż wymagała się riposty natychmiastowej.
- Nie byłbym taki optymistyczny, moja droga. Bycie mądrym jeszcze nigdy nie powstrzymało mnie przed byciem kompletnym kretynem - powiedział z dumą, zupełnie jakby kto był powód do dumy, a ludzie zaraz przez to by mu stawiali pomniki i pisali o nim chwalebne pieśni. A Thomas po prostu wiedział w jakich butach mu przyszło chodzić, dlatego codziennie przywdziewał je, by dzwonić podczas każdego kroku - bycie błaznem nie było łatwe. Tak łatwiej było ignorować głos w głowie, który nękał go tym, że zmiana nie oznaczała na lepsze i przecież może jeszcze bardziej zniszczyć swoją duszę, żeby "bronić" innych, czy nie tego chciał? Nie to go kusiło? Poddanie się tej pokusie, aby z ogniem walczyć ogniem a z śmierciożercami walczyć ich bronią i zadawać cierpienie.
- Kot w wianku z monetami... Koci hazardzista... To przepowiednia! Jak przegrasz w karty to będziesz przez tydzień musiał chodzić w wianku, który Ci przygotujemy - dorzucił jeszcze po tym jak skończone zostało im objaśnianie znaczeń wyciągniętych przezeń kart.
- Czyli, Basilius wyciągnął lepszą kartę... - zawiesił głos z bardzo ,ale to bardzo niewinnym uśmieszkiem. - Czyli to znaczy, że lepiej ciągniesz - zakończył wyskakując z łóżka, tylko metaforycznie, bo jeszcze nie czuł się zbyt pewnie ze swoim wzrokiem. Wyciągają z kieszeni paczkę fajek, jedną wsadził sobie w gębę i podszedł do okna.
- Ale gdzie my będziemy trzymać te zwierzęta? Tutaj w Stawie? Nie wiem czy ryba tam przeżyją w tym stawie - zapytał wysuwając głowę przez framugę na rześkie wrześniowe powietrze. - I to pomówienia, ja nawet za rybami specjalnie nie przepadam - dodał wsadzając sobie fajka w gębę i już chciał go odpalić, bo sięgał po zapalniczkę. Chciał też jej zapytać czy się dobrze czuje, bo gdzie baran, ryby i pegaz blisko siebie, chyba w jakimś magicznym zoo, chyba wczorajsza noc i dzisiejszy dzień zmęczył ją mocniej niż była w stanie to przyznać.
Ale nic z tego nie zrobił, bo zaatakował go nagły napad kaszlu - dlatego zamiast odpalenia papierosa, dał koncert którego nie powstydziłby się nałogowy palacz chory na gruźlicę. Papieros spadł mu gdzieś na dół, a on sam zawisł przewieszony przez framugą ciężko oddychając. Na razie darował sobie palenie.
Tak, pół stojąc, a pół wisząc zerknął w bok na Millie, wyciągając rękę po butelkę whisky, zaschło mu w gardle od tego kaszlenia.
- A jaką kartę ty wylosowałaś? - w sumie jako jedyna nie pochwaliła się tym co wylosowała, więc dostawał kociej mordy, ciekaw co też wyciągnęła. Pociągnął solidny łyk z butelki po zadaniu pytania.