Tak. Mówiła mu. Opowiadała jak dotrzeć do swojego nowego miejsca zamieszkania. Czy to osobiście, czy nawet w listach. Wspaniały z niego brat, który ani razu jej nie odwiedził, jak i nie zapamiętał dokładnego adresu zamieszkania swojej siostry. Bądź, nie chciał zapamiętać. Sytuacja jednak odrobinę wymusiła na nim, aby jednak tego dnia sprawdzić, czy sobie dziewczyna radzi. Mógłby ojcu skłamać, że Faye ma się dobrze i żyje. Lecz nim jakikolwiek do niego list wyśle, musiał się upewnić. Gdyby okazało się, że śmierć postanowiła zabrać ją w inną drogę, nie mógłby po prostu skłamać rodzicom.
Travers zatrzymał nieopodal jednego z domów, w którym ktoś sprzątał. Część rzeczy została wyniesiona na zewnątrz. Wnętrze od parteru zdawało się wyglądać fatalnie, dotknięcie ogniem. Ale gdy podniósł wzrok wyżej, zmarszczył brwi. Piętro wyglądało na ocalałe. "Szczęście, albo zaklęcie ochronne…" – zastanowił się w myślach. Wrócił spojrzeniem na parter, po czym ruszył w stronę tego domu, gdyż zdawało mu się, że widział siostrę. Krzątającą się, sprzątającą? Rękoma?
Stanął w wejściu, rozglądając się po spalonym wnętrzu parteru. Wzrokiem odszukując Faye, wrzucającą jakieś spalone kawałki drewna do wiadra.
Rzucił od tak z siebie, jakby ją upominał, aby nie zniżała się do poziomu mugola. Rejestrując, że takowego w pobliżu nie było, aby go usłyszał. Ale też dał jej znać, że pojawił się. Może nie w odpowiedniej okoliczności, ale stał tutaj. Ubrany w bardziej czyste czarne szaty, niż jej szmaty, w jakich chodziła. Zlustrował ją, jakby oceniająco. Ale też zastanawiał się, czy czasem ten poziom mieszkania, nie był jej. Patrząc na straty. Właścicielką tego miejsca na razie nie interesował się. Przyszedł tutaj po to, aby zobaczyć, czy Faye żyje. Czy jest cała. I jak widać, miała się całkiem dobrze?