28.09.2025, 20:03 ✶
— Oczywiście, że jesteśmy — poparł automatycznie słowa Brenny, mimowolnie również ją obejmując. — Skoro tak mówisz, to musi to być prawda. Masz dużo lepszy instynkt ode mnie, więc...
Musiał jej wierzyć. Bo musiał komuś wierzyć. W kogoś. Spalona Noc i zniszczenie Warowni... Te dwa wydarzenia zdecydowanie poddały próbie jego wiarę w efektywność Ministerstwa Magii a nawet i Zakonu Feniksa. Coraz częściej miał wrażenie, że błądzili we mgle jak małe dzieci, które zabłądziły w nieodpowiedniej dzielnicy. A jednak trzymał się jednego: Brenna zawsze miała jakiś plan.
Dotychczas nazywał to jej czarnowidztwem, z jednej strony szanując jej poświęcenie dla sprawy i obecnego konfliktu, z drugiej żałując, że wydarzenia ostatnich lat popchnęły ją w tym kierunku. Że mimo wszystko musiała dać się zahartować wydarzeniom w kraju. A teraz? Teraz zaczynał mieć wrażenie, że była najmądrzejsza z nich wszystkich. Może nawet od samego Dumbledore'a, który na co dzień działał z murów Hogwartu. Erik wypuścił powoli powietrze przez usta.
Czy faktycznie jej wierzył? Spalona Noc i zniszczenie Warowni... Te dwa wydarzenia zdecydowanie poddały jego wiarę próbie. Bo jak można było być przygotowanym na to, że z nieba w każdej chwili może zacząć sypać ogień, a z cieni wyłoni się armia czarnoksiężników gotowa uczynić z pozoru przypadkowy dzień jednym z najgorszych w twoim życiu?
— Więc na pewno żadna ulewa nam nie zagrozi — dokończył, przesuwając się niedługo później bliżej stołu. Po chwili zwrócił się ku ciotce. — Nie wybiegałbym tak daleko w przyszłość — skomentował Erik z minimalnym uśmiechem na ustach, zerkając kątem oka na ciotkę Quintessę. Zamarł na moment z rozchylonymi ustami, jakby na końcu języka zatańczył mu komentarz co do którego się wahał. Zaraz jednak uśmiechnął się szerzej. — To jest... W okolicy Yule wszyscy możemy zatęsknić za tymi przysmakami. Tęskni się za tym na co trzeba najdłużej czekać, prawda?
Pokiwał głową na słowa Dory. Jak do tej pory Samhain kojarzyło mu się dość pozytywnie z racji tego, że obchodził urodziny w okolicy głównych obchodów, jednak teraz... Ugh, nawet nie miał siły myśleć o własnych urodzinach. O imprezie, którą... Chyba zaczął planować jakiś czas przed pożarami? Nawet spotkał się z pewną artystką, która miała tam wystąpić, jednak z tego, co się orientował niedługo później... Odeszła. Definitywnie. Z tego świata. Erik pokręcił gwałtownie głową, odsuwając od siebie tę myśl.
— Prawie żałuję, że nie dzielę waszych umiejętności — rzucił niespodziewanie Erik, wzdychając cicho. Zerknął na Morfeusza i Brennę do których zresztą odnosił się ich komentarz. — Jedno z was przynosi wieści z przeszłości, drugie z przyszłości... Z moim szczęściem robiłbym na ludzką stację radiową, gdyby i mi otworzyło się trzecie oko. Reputacja Longbottomów stałaby się jeszcze bardziej spektakularna.
Zatrzymał na dłużej spojrzenie na siostrze, przypominając sobie, jak to parę tygodni temu kłócili się o ''wyimaginowane'' wizje Erika, jakich ten doznał na zaklętej wyspie. Skrzywił się na to wspomnienie, chociaż z tyłu głowy zaświtały mu strzępki jego własnych słów, kiedy to zarzekał się, że to mógł być jakiś znak. Sygnał ostrzegawczy od Trzeciego Oka, które (o ile w ogóle kiedykolwiek u niego istniało) zostało zapewne wypalone przez ugryzienie wilkołaka wiele lat temu.
Gdy Godryk zaczął swoją przemowę, Erik zajął swoje miejsce i w ciszy wysłuchał wznoszonych ku Matce modłów, pochylając czoło nad łączącym ich tego dnia stołem.
Musiał jej wierzyć. Bo musiał komuś wierzyć. W kogoś. Spalona Noc i zniszczenie Warowni... Te dwa wydarzenia zdecydowanie poddały próbie jego wiarę w efektywność Ministerstwa Magii a nawet i Zakonu Feniksa. Coraz częściej miał wrażenie, że błądzili we mgle jak małe dzieci, które zabłądziły w nieodpowiedniej dzielnicy. A jednak trzymał się jednego: Brenna zawsze miała jakiś plan.
Dotychczas nazywał to jej czarnowidztwem, z jednej strony szanując jej poświęcenie dla sprawy i obecnego konfliktu, z drugiej żałując, że wydarzenia ostatnich lat popchnęły ją w tym kierunku. Że mimo wszystko musiała dać się zahartować wydarzeniom w kraju. A teraz? Teraz zaczynał mieć wrażenie, że była najmądrzejsza z nich wszystkich. Może nawet od samego Dumbledore'a, który na co dzień działał z murów Hogwartu. Erik wypuścił powoli powietrze przez usta.
Czy faktycznie jej wierzył? Spalona Noc i zniszczenie Warowni... Te dwa wydarzenia zdecydowanie poddały jego wiarę próbie. Bo jak można było być przygotowanym na to, że z nieba w każdej chwili może zacząć sypać ogień, a z cieni wyłoni się armia czarnoksiężników gotowa uczynić z pozoru przypadkowy dzień jednym z najgorszych w twoim życiu?
— Więc na pewno żadna ulewa nam nie zagrozi — dokończył, przesuwając się niedługo później bliżej stołu. Po chwili zwrócił się ku ciotce. — Nie wybiegałbym tak daleko w przyszłość — skomentował Erik z minimalnym uśmiechem na ustach, zerkając kątem oka na ciotkę Quintessę. Zamarł na moment z rozchylonymi ustami, jakby na końcu języka zatańczył mu komentarz co do którego się wahał. Zaraz jednak uśmiechnął się szerzej. — To jest... W okolicy Yule wszyscy możemy zatęsknić za tymi przysmakami. Tęskni się za tym na co trzeba najdłużej czekać, prawda?
Pokiwał głową na słowa Dory. Jak do tej pory Samhain kojarzyło mu się dość pozytywnie z racji tego, że obchodził urodziny w okolicy głównych obchodów, jednak teraz... Ugh, nawet nie miał siły myśleć o własnych urodzinach. O imprezie, którą... Chyba zaczął planować jakiś czas przed pożarami? Nawet spotkał się z pewną artystką, która miała tam wystąpić, jednak z tego, co się orientował niedługo później... Odeszła. Definitywnie. Z tego świata. Erik pokręcił gwałtownie głową, odsuwając od siebie tę myśl.
— Prawie żałuję, że nie dzielę waszych umiejętności — rzucił niespodziewanie Erik, wzdychając cicho. Zerknął na Morfeusza i Brennę do których zresztą odnosił się ich komentarz. — Jedno z was przynosi wieści z przeszłości, drugie z przyszłości... Z moim szczęściem robiłbym na ludzką stację radiową, gdyby i mi otworzyło się trzecie oko. Reputacja Longbottomów stałaby się jeszcze bardziej spektakularna.
Zatrzymał na dłużej spojrzenie na siostrze, przypominając sobie, jak to parę tygodni temu kłócili się o ''wyimaginowane'' wizje Erika, jakich ten doznał na zaklętej wyspie. Skrzywił się na to wspomnienie, chociaż z tyłu głowy zaświtały mu strzępki jego własnych słów, kiedy to zarzekał się, że to mógł być jakiś znak. Sygnał ostrzegawczy od Trzeciego Oka, które (o ile w ogóle kiedykolwiek u niego istniało) zostało zapewne wypalone przez ugryzienie wilkołaka wiele lat temu.
Gdy Godryk zaczął swoją przemowę, Erik zajął swoje miejsce i w ciszy wysłuchał wznoszonych ku Matce modłów, pochylając czoło nad łączącym ich tego dnia stołem.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞