28.09.2025, 18:35 ✶
- A niedługo jeszcze Samhain. Dynie pewnie wydawać się o wiele bardziej straszniejsze w tym roku - uśmiechnęła się w odpowiedzi na słowa Quintessy i Morpheusa, poprawiając jedną z serwetek ułożonych przy talerzach. Ona sama mogłaby się zajadać dynią w opór; dyniowy sok, dyniowe ciasto, dyniowa zupa, dynia w formie potrawki i wiele, wiele więcej na co tylko można było wpaść. Chociaż biorąc pod uwagę ogólny zestaw dań, który został faktycznie wystawiony na biesiadny stół, nikomu nie groziło przejedzenie i znudzenie danym warzywem.
Patrzyła na wszystkich z pewną troską, widząc w każdym znamiona traum, które przyniosła im Spalona Noc. W zasięgu wzroku nie dało się uświadczyć żadnego ogienka i nawet jeśli jej samej było ciężko i Brennie tak samo, nie wyobrażała sobie co dodatkowo przeżywał Morpheus i Tessa, których tak często można było zastać z papierosem.
- Kozy Sama zjedzą - mruknęła do Brenny, bo za miedzą mieli przecież idealne miejsce do oddawania wszystkiego, co było w jakiejś formie jadalne ale niekoniecznie dla ludzi. Nasiona zawsze można było wybrać i zasadzić na nowo, ale pajęczaste wnętrza dyń nadawały się idealnie na pożywkę dla głodnych zwierzaków. Mogły też trafić na kompost, ale Dora miała w tym komentarzu ukrytą agendę, bo przecież wycinanie dyń było takim świetnym zajęciem.
Dora zajęła swoje miejsce, w ciszy pochylając się nad modlitwą, którą zaraz wzniósł Godryk, prosząc o spokój i odnowę. Było krótko, ale jej się to podobało - bo tak bardzo chciała spokoju i czasu na zregenerowanie i odbudowę.
- Ja poproszę - podstawiła talerz kiedy zabrzmiało wezwanie na ziemniaka.
Patrzyła na wszystkich z pewną troską, widząc w każdym znamiona traum, które przyniosła im Spalona Noc. W zasięgu wzroku nie dało się uświadczyć żadnego ogienka i nawet jeśli jej samej było ciężko i Brennie tak samo, nie wyobrażała sobie co dodatkowo przeżywał Morpheus i Tessa, których tak często można było zastać z papierosem.
- Kozy Sama zjedzą - mruknęła do Brenny, bo za miedzą mieli przecież idealne miejsce do oddawania wszystkiego, co było w jakiejś formie jadalne ale niekoniecznie dla ludzi. Nasiona zawsze można było wybrać i zasadzić na nowo, ale pajęczaste wnętrza dyń nadawały się idealnie na pożywkę dla głodnych zwierzaków. Mogły też trafić na kompost, ale Dora miała w tym komentarzu ukrytą agendę, bo przecież wycinanie dyń było takim świetnym zajęciem.
Dora zajęła swoje miejsce, w ciszy pochylając się nad modlitwą, którą zaraz wzniósł Godryk, prosząc o spokój i odnowę. Było krótko, ale jej się to podobało - bo tak bardzo chciała spokoju i czasu na zregenerowanie i odbudowę.
- Ja poproszę - podstawiła talerz kiedy zabrzmiało wezwanie na ziemniaka.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.