• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Whitecroft Street [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny)

[Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny)
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#9
26.09.2025, 20:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.12.2025, 22:08 przez Lorraine Malfoy.)  
Lorraine Malfoy pochyliła głowę, kryjąc się za złożonymi do modlitwy rękoma. Potrzebowała chwili. Łatwo było zanosić modły do Matki, przed Staruchą również klękała z pokorą, prosząc o mądrość, a jednak to wzgardzona Dziewica objawiła jej swoją twarz na święcie Lithy. "A ty z tego złączenia z boginią wynosisz pretensję", stwierdził lekko Peregrinus, podczas wspólnej przechadzki po lesie, "i jakże to ludzkie". Lorraine po raz pierwszy w życiu pozwoliła sobie wtedy pomyśleć, że jej pretensja nie jest oznaką zepsucia, o jakie zwykła oskarżać ją macocha, lecz oznaką człowieczeństwa. Czy małe dziewczynki nie buntowały się przeciwko swym mamom? Czy nie tupały ze złością nóżką, gdy mówiło się im, że nie mogą nałożyć na nabożeństwo ulubionych kaloszów w groszki? Czy nie uderzały dziecięcym modlitewnikiem o ławkę, gdy msza się zbytnio przedłużała? "Złóż ładnie łapki, żeby podziękować Matce za wszystkie łaski", poprosiła Fridę na początku nabożeństwa, wiedząc, że prędzej czy później zacznie się wiercić. Posłała ostrzegawcze spojrzenie córeczce, którą Baldwin zdążył schwycić i posadzić sobie na kolanach, zanim wyrwała się z wąskiej ławki, którą zajmowali we troje. W wykrzywionych w podkówkę usteczkach szukała przez chwilę podobieństwa do dziecinnej twarzy bogini Dziewicy. Czy dzisiaj schyliłaby się, aby zaszyć jej rozerwaną sukienczynę, tak, jak zaszywała dziury w sukienkach Fridy?
Zamknęła oczy, bo wiedziała, że Baldwin zajmie się Fridą, która, obrażona, zasiadła na powrót przy Lorraine. Przy mamie. Lorraine zaczęła wołać po kolei Dziewicę, Matkę i Staruchę, wspominając, jak w wieku Fridy sama klękała z mamą przy łóżku i odmawiała pacierze, w tym samym rytmie słów. W tym samym rytmie oddechów. Ich ciche głosy przenikały się ze sobą w modlitwie. Miranda wciąż żyła w sposobie, w jakim Lorraine odmawiała litanię. Czasem rozmyślnie zmieniała jej rytm, czując się wówczas tak, jak gdyby popełniała bluźnierstwo wobec pamięci macochy, gdy kładła akcent inaczej niż ona. Nigdy nie wymagała, aby Frida modliła się tak samo. Była przecież dzieckiem. Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie, a reszta sama się dokona, mówił posąg łagodnie uśmiechniętej Matki, wznoszący się ponad wiernymi. Teraz widziała, że się uśmiecha, ale w dzieciństwie nie sięgała wzrokiem do twarzy posągu. Widziała tylko surową twarz Mirandy. Dzieciństwo Lorraine składało się z kolan zdartych na kowenowych klęcznikach. Rąk załamywanych przed ołtarzem Dziewicy, która zawsze wydawała się odwracać wzrok. W końcu przestała się do niej modlić.

Teraz jednak modliła się właśnie do niej.

Otocz opieką tych, których kocham. Zawsze strzeż ich od złego. Zapomnij o ich przewinach, a jak zabłądzą, nie odtrącaj ich od swego łona. W swej dobroci przygarnij ich wtenczas bliżej. Przyjmij do swego serca tych, za których oddałabym własne. I przebacz mi, jeżeli moje serce nie wystarczy, aby kochać ich tak, jak należy.

Wykonany wspólnie z Fridą stroik był niewielki, liczyło się bowiem to, że pracowały nad nim razem. Na bardziej skomplikowane projekty Lorraine nie miała czasu. Razem wybrały się więc na przechadzkę po Lesie Wisielców. Razem pozbierały gałązki, które Lorraine starannie oczyściła, dbając o to, żeby w małe rączki nie wbił się żaden zadzior. Zakonserwowała zwieszające się z nich czerwone kuleczki jarzębiny i leśnych jagódek, które błyszczały w uplecionej w kolisty kształt wieńca gęstwinie niby malutkie rubiny. Zadaniem Fridy było powtykać w złączenia zielone gałązki bukszpanu, którego pozostałości Lorraine wyrwała spod spalonej chaty ojca w Little Hangleton. Za niego też się przecież modliła, a że ofiar Matce bezbożnym nawykiem nie składał, zrobiła to w jego imieniu. Wreszcie, Lorraine przewiązała grubą ciemnozieloną wstążką, podobną do otrzymanej w prezencie od Baldwina aksamitki, która teraz wieńczyła jej szyję. Wstążka była jej osobistym darem dla Matki. Zapisała na niej prostą melodię, wpisaną we wzór pięciolinii. Nieśmiała próbę powrotu do komponowania, jaką podjęła po latach, choć więcej zapożyczyła ze znanych sobie utworów, aniżeli wymyśliła samodzielnie. Wciąż jeszcze nie czuła się z tym pewnie. Ułożyła jednak podkład pod prosty psalm, jeden z jej ulubionych. Wszystko utrzymane było w smutnej tonacji molowej, więc będący tercją małą tryton rozwiązała, bardzo klasycznie, w sekstę wielką. Wynoszący trzy całe tony interwał symbolizować miał troistość natury bogini, zawsze objawiającej się swym wyznawcom w trzech osobach. Gdy Frida przywiązywała do gałązek krzywe, zielone kokardki z tej samej zielonej wstążki, Lorraine wstawiła w środek stroika świecę od Helloise, z którą nawiązała współpracę po tym, jak Necronomicon zerwał umowę na dostawy od Mulciberów. Zaklęła ją tak, aby za każdym razem, gdy zapalony został knot świecy, otwierały się przypominające kielichy czerwone kwiaty miechunki. Zaczynała z nich wówczas grać melodia, której zapis znajdował się na wstążce. Na prośbę Fridy, która zapałała świecę, żeby usłyszeć zaklętą w kwiatach melodię tak często, że zużyła zarówno świecę, jak i zaklęcie, zrobiła kilka takich grających stroików. Jeden z nich ledwie już zipiał, aż musiała zatykać uszy, gdy słyszała zniekształconą melodię. Najważniejsze, że podobał się Fridzie, prawda? Lorraine nie miała zbyt wielkiej nadziei, że spodoba się Matce, ale chciała, mimo wszystko, złożyć na ołtarzu coś od siebie.

Mój rachunek: +5 za 1 kropkę w rzemiośle, +10 za 1 kreskę wagi w przypadku przewagi Muzyka, czyli razem +15.
Rzut 1d100+15 - 4 +15 = 19

Kładąc stroik na ołtarzu, przestraszyła się, że wetknięte weń kwiaty przywiędły po drodze do kowenu. Dokonała więc ostatnich poprawek. Nieco wyprostowała kokardki, zaklęła też kwiaty, żeby wyglądały na świeżo zerwane.

Rzut 1d100+15 - 60 +15 = 75

No, od razu lepiej.

Skinęła tylko głową na słowa Baldwina, wzrokiem szukając Fridy, którą dostrzegła u boku Helloise. W tym roku rzeczywiście było bardzo wiele samoróbek. Pokłosie Spalonej Nocy. Nie przeszkodziło jej to jednak zacisnąć obleczone w rękawiczki dłoni na torebce, gdy zerknęła w stronę własnego stroika, tak niepozornego w obliczu bogatszych, dalece wspanialszych darów. Szybko skupiła się jednak na powrót na tym, co było najważniejsze, czyli na ołtarzu. Uspokajała ją myśl, że Matka miłosiernie spojrzy na każdy dar, nieważne, czy ubogi, czy płynący obfitością. Poprawiła gruby, wełniany szal, spod którego wyglądała jedna z najlepszych sukien, jakie znajdowały się w jej posiadaniu. Nic frywolnego, ale zdecydowanie była ubrana bardziej elegancko i fantazyjnie niż zwykle. Na święto godziło się w końcu ubrać odświętnie. Fridę szykowała na poranne nabożeństwo dłużej niż samą siebie, a Baldwinowi wyprasowała nawet szatę wyjściową, bo zbliżała się przecież pełnia. Wolała, aby nie gmerał magią przy swoim najlepszym ubraniu w tym stanie. Chciała, żeby wszyscy wyglądali... Dobrze. Dumnie. Tak, jak należało się Malfoyom. Baldwin miał na sobie nową koszulę, do której przyszyła zdobione guziki, odprute ze starej, dawno przetartej: srebrne, tłoczone "M" połyskiwało dumnie spod kamizelki jej brata, podobnie jak i na rodowym pierścieniu na jego dłoni. Fridzie sprawiła zmyślną tiarę, bo jakkolwiek bezpiecznym by nie było towarzystwo wiernych kowenu, w trakcie większych obchodów wolała, aby jej córeczka nie przyciągała nieprzychylnych spojrzeń. Nie wszyscy potrafili zaakceptować obecność ghouli. Wymownie zacisnęła wcześniej usta na widok starej panny Plinth, unosząc wysoko swój ostry podbródek. Patrzyła jednak prosto przed siebie. Lorraine jak zawsze chwytała się resztek godności, prychając wyniośle, gdy czuła na sobie krzywe spojrzenia, tak jak i prychały błąkające się po ulicach bezdomne koty, śladami pazurów znacząc ręce, które próbowały je skrzywdzić. Wątpiła jednak, by jej prychnięcie usłyszał ktokolwiek poza siedzącym obok Baldwinem.

Twarz Lorraine złagodniała, dopiero gdy podeszły do nich Helloise z Fridą. Dostrzegła w rękach Fridy drewnianą wiewióreczkę, wyrzeźbioną, jak się domyśliła, właśnie przez Helloise. Jej kuzynka była nader zręczna w podobnych robótkach, nie pozwalając, aby na marność poszło cokolwiek, co otrzymała w darze od kniei. Nawet z żołędzi robiła nalewkę! Z kawałków dębowego drewna rzeźbiła natomiast śliczne figurki, fantazyjne ptaki, które potrafiły machać skrzydłami, jak prawdziwe... Wykonywała też przedmioty codziennego użytku, takie jak moździerz w kształcie grzybka, stojący w jednej z kuchennych szafek w Necronomiconie. Zebrane jesienią grzyby suszyła z kolei na zimę, podobnie jak i lecznicze byliny, które nazywała imionami, jakich używał chyba tylko wiatr. Elszolcja była marzymiętą, tanacet – wrotyczem albo powrotnikiem, zaś akonit, porastający skaliste zbocza – pantofelkiem Matki boskiej. Lorraine znajdowała w słowach Helloise wiele poezji. A co było piękniejsze od poezji? Helloise przypominała jej prześwit słońca przez korony wysokich drzew w lesie. Niespodziewanie raził w oczy, gdy stawiało się stopy między korzeniami zdradliwie przebijającymi się przez runo, a jednak przyjemnie grzał w twarz. Lorraine pozwoliła więc sobie na ciepły uśmiech w jej obecności, bo czemu by i nie uśmiechać się, gdy grzeje na ciebie słońce? Gdy Helloise wzięła Fridę w ramiona, ta uśmiechnęła się w podobny sposób, i przytuliła się do niej, zaplatając dziecinne łapki wokół szyi kobiety. Nie otaczały ją już długie nogasy dorosłych, nie musiała więc zadzierać głowy, żeby spojrzeć w twarz nie-mamy Heli, której włosy pachniały tak, jak nie-mamy Mewki: kwiatkami, i jakimś takim słodkawym dymem, przypominającym kadzidła zapalane z mamą i tatą w domowej kapliczce. Wtulała się zachwycona w Helloise, wreszcie mogąc przyjrzeć się ozdobom złożonym na ołtarzu. Tata powiedział, że wszystkie będą mogli obejrzeć potem, po nabożeństwie, więc zrozumiałym było, że Frida okropecznie się na tę chwilę niecierpliwiła. Msza się dłużyła i dłużyła, ale wiedziała przecież, że tata w końcucusadzi ją sobie na ramionach, żeby mogła patrzeć na wszystko i na wszystkich z góry, tak jak lubiła... Chociaż mama mówiła, że Frida jest już duża, i tata nie da rady jej dźwigać zbyt długo. Ale zaraz potem mówiła też, że Frida nie może sama wychodzić z domu, bo jest za mała, więc już Frida sama nie wiedziała, czy jest mała, czy duża. Może po prostu była w sam raz? No dobrze, może i była mała, ale z wysokości ramion taty czuła się... Może nie taka znowu duża, ale na pewno gotowa na spotkanie z dużym światem, o! Frida przycisnęła policzek do policzka Helloise zanim dała jej do zrozumienia, że chce z powrotem na ziemię.

– W tym roku przeszłaś samą siebie – skomplementowała Helloise Lorraine, przyklęknąwszy na chwilę obok Fridy, która wyglądała na bardzo przejętą prezentem od Helloise. Wiewiórka została zaprezentowana Lorraine i Baldwinowi z ogromnym namaszczeniem, więc musiał być to specjalny prezent. Jeszcze o tym nie wiedzieli, ale ghoulka, której poprawiła delikatnie tiarę, była bardzo zdeterminowana, aby pomóc swemu nowemu wiewiórczemu przyjacielowi. Bo taka wiewiórka, to prawie jak nie mama-Scarlett. Oczywiście, Scarlett nie była ruda i nie jadła orzeszków (przynajmniej Frida sobie nie przypominała, żeby jadła), nie spała też w dziupli, tylko w łóżeczku, ale pewnego dnia zamieszkała u nich w domu... I teraz to był też jej dom. A Frida nie pytała dlaczego. Był i już. – A podziękowałaś cioci Helloise? – Lorraine spytała z powagą małą, jak zawsze niewiele robiąc sobie z tego, że Frida... Mówić nie mogła. Bo brak głosu nigdy nie stanowił dla Fridy ograniczenia.

– Wpadniesz do nas na obchody Mabon, Helloise? – zapytała, podnosząc się na nogi w akompaniamencie miękkiego szelestu sukien.


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2053), Anthony Shafiq (1588), Astoria Avery (1771), Baldwin Malfoy (1793), Brenna Longbottom (332), Cameron Lupin (2261), Cathal Shafiq (609), Ceolsige Burke (1634), Christopher Rosier (269), Deirdre Malfoy (1666), Dora Crawford (544), Eutierria (196), Geraldine Greengrass-Yaxley (1569), Guinevere McGonagall (785), Heather Wood (1738), Helloise Rowle (868), Leviathan Rowle (1543), Lorien Mulciber (492), Lorraine Malfoy (1710), Pan Losu (80), Robert Albert Crouch (485), Savaš Gregorovitch (934), Victoria Lestrange (368)




Wiadomości w tym wątku
[Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Eutierria - 20.03.2025, 17:32
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Baldwin Malfoy - 19.09.2025, 08:06
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Helloise Rowle - 20.09.2025, 01:42
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Dora Crawford - 22.09.2025, 03:27
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Pan Losu - 22.09.2025, 03:27
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Brenna Longbottom - 24.09.2025, 15:36
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Pan Losu - 24.09.2025, 15:36
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Dora Crawford - 25.09.2025, 04:53
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Lorraine Malfoy - 26.09.2025, 20:54
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Cameron Lupin - 29.09.2025, 23:11
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Heather Wood - 30.09.2025, 10:44
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Cameron Lupin - 12.10.2025, 19:38
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Savaš Gregorovitch - 02.11.2025, 13:15
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 05.11.2025, 15:49
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.11.2025, 17:49
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.11.2025, 16:08
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.11.2025, 22:31
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.11.2025, 14:36
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.11.2025, 22:59
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Heather Wood - 07.11.2025, 23:32
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Cameron Lupin - 10.11.2025, 21:51
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Heather Wood - 19.11.2025, 01:38
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Cameron Lupin - 23.11.2025, 23:05
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Heather Wood - 09.12.2025, 00:30
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Cathal Shafiq - 10.12.2025, 10:32
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Guinevere McGonagall - 10.12.2025, 23:53
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Cathal Shafiq - 11.12.2025, 10:43
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Guinevere McGonagall - 11.12.2025, 22:44
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Baldwin Malfoy - 25.12.2025, 13:08
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Leviathan Rowle - 08.01.2026, 21:41
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Deirdre Malfoy - 11.01.2026, 17:19
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Astoria Avery - 17.01.2026, 03:40
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Christopher Rosier - 19.01.2026, 11:47
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Leviathan Rowle - 20.01.2026, 04:21
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Deirdre Malfoy - 21.01.2026, 19:42
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Astoria Avery - 29.01.2026, 00:36
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Leviathan Rowle - 31.01.2026, 04:11
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Deirdre Malfoy - 22.02.2026, 18:31
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Astoria Avery - 03.03.2026, 03:04
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Leviathan Rowle - 04.03.2026, 19:19
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Anthony Shafiq - 12.03.2026, 15:53
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Ceolsige Burke - 14.03.2026, 10:33
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Anthony Shafiq - 16.03.2026, 23:55
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Robert Albert Crouch - 19.03.2026, 09:30
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Ceolsige Burke - 20.03.2026, 15:26
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Lorien Mulciber - 24.03.2026, 13:30
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Victoria Lestrange - 26.03.2026, 23:36
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Anthony Shafiq - 07.04.2026, 13:06
RE: [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny) - przez Ceolsige Burke - 12.04.2026, 10:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa