25.09.2025, 08:00 ✶
Wspomnienie o fascynacji, wywołało ciepły uśmiech na twarzy, gdy Anthony obracał wciąż w swoich długich palcach male drewniane zwierzątko, jakby po stokroć chcial się upewnić, że nie będzie w nim ani jednej choćby jakmniejszej drzazgi.
– Na cóż mi kupne, skoro mogę mieć własne co 28 dni zgodnie z cyklem? Nie chciałbyś czuć tego przyjemnego mrowienia obcowania z ujarzmionym potworem? – Przechyliłby się ku niemu, oparł na dłoni i przekrzywił drwiąco głowę. Gest jednak byłby nader mało subtelny, wciąż wiec bawił się nie swoim prezentem, utrzymując ton nader lekki i niezobowiązujacy. Nawet nie patrzył się na Jonathana, a przynajmniej nie wprost. Chciał podbić stawkę? Niech mu będzie. – To w końcu Ty mnie tak solennie przekonywałeś, że miłość idzie w parze z ugryzieniem. Nie chciałbym Cię rozczarować moje mon sucre d’orge. – upił dwa łyki, łagodnym gestem podkręcając głośność mugolskiego radia. Rozmowy wzmogły dając im przestrzeń do dalszej gry.
I jakże Jonathan był skory, jego oczy iskrzyły tak, że Anthony miał bardzo duży problem utrzymać pozę. Bylejaką a jednak niezbędną.
– Małżeństwo – powtórzył za nim oddając brzmienie głosu i intonację tego mocniejszego akcentu, ale było w tym pytanie. Bardzo ważne, bardzo istotne pytanie. Bo o ile Anthony Shafiq w głębokiej pogardzie miał wszystkich wróżbitów Anglii i okolic, o tyle słowo Somni było prawdziwie traktowane przez niego z pełnią powagi. Musiał być powód dla którego o tym nie wiedział, a ową wróżbą nie pochwalił się ani jeden ani drugi. Przyjaciele… Oczywiście mógł drapać dalej swoje dąsy na kłótnie sprzed Spalonej Nocy, ale czy był sens, skoro tak słodko się ona zdezaktualizowała? – Potrzebuję więcej detali. Okoliczności. Jakie pytanie mu zadałeś? – To wszystko było bardzo ważne i choć próbował, to trudno było mu uniknąć powagi w głosie. I tak. Był zazdrosny. Kto by nie był, o najcudniejszą istotę, którą nosiła ta nieszczęsna ziemia?
– Na cóż mi kupne, skoro mogę mieć własne co 28 dni zgodnie z cyklem? Nie chciałbyś czuć tego przyjemnego mrowienia obcowania z ujarzmionym potworem? – Przechyliłby się ku niemu, oparł na dłoni i przekrzywił drwiąco głowę. Gest jednak byłby nader mało subtelny, wciąż wiec bawił się nie swoim prezentem, utrzymując ton nader lekki i niezobowiązujacy. Nawet nie patrzył się na Jonathana, a przynajmniej nie wprost. Chciał podbić stawkę? Niech mu będzie. – To w końcu Ty mnie tak solennie przekonywałeś, że miłość idzie w parze z ugryzieniem. Nie chciałbym Cię rozczarować moje mon sucre d’orge. – upił dwa łyki, łagodnym gestem podkręcając głośność mugolskiego radia. Rozmowy wzmogły dając im przestrzeń do dalszej gry.
I jakże Jonathan był skory, jego oczy iskrzyły tak, że Anthony miał bardzo duży problem utrzymać pozę. Bylejaką a jednak niezbędną.
– Małżeństwo – powtórzył za nim oddając brzmienie głosu i intonację tego mocniejszego akcentu, ale było w tym pytanie. Bardzo ważne, bardzo istotne pytanie. Bo o ile Anthony Shafiq w głębokiej pogardzie miał wszystkich wróżbitów Anglii i okolic, o tyle słowo Somni było prawdziwie traktowane przez niego z pełnią powagi. Musiał być powód dla którego o tym nie wiedział, a ową wróżbą nie pochwalił się ani jeden ani drugi. Przyjaciele… Oczywiście mógł drapać dalej swoje dąsy na kłótnie sprzed Spalonej Nocy, ale czy był sens, skoro tak słodko się ona zdezaktualizowała? – Potrzebuję więcej detali. Okoliczności. Jakie pytanie mu zadałeś? – To wszystko było bardzo ważne i choć próbował, to trudno było mu uniknąć powagi w głosie. I tak. Był zazdrosny. Kto by nie był, o najcudniejszą istotę, którą nosiła ta nieszczęsna ziemia?