24.09.2025, 20:45 ✶
Jakąż bezgraniczną radość przyniosłoby Woody’emu oglądanie Jonathana Selwyna rozpłaszczonego w błotnej kałuży. Longbottom go niestrudzenie ciąga po leśnych torach przeszkód i wsiach, a i tak najbardziej umorusanego ogląda go potem dwoje urzędników. Rażąca niesprawiedliwość.
Tymczasem ofiarę znów zrobił z siebie przed Selwynem sam Tarp — konkretnie ofiarę miłosnego rytuału wróżebnego, przed którym jednak zdążył jeszcze uściślić:
— Mieszkałeś kiedy na Nokturnie, cwniuro? Otwierasz okno, to powietrzem ze swojej sypialni wietrzysz ulice. Dziękuję bardzo za takie coś. — Prychnął pogardliwie. — Mural? To by ktoś musiał narysować, no a kto. — Skrzywił się, tym razem bez rozbawienia, bo zakonowe waśnie wcale go nie cieszyły. Całkiem możliwe, że parę dni wcześniej to właśnie on rozpętał burzę. Tego nie wie jeszcze nikt.
— Niech się pan nie daje prosić! — wołały tymczasem damskie głosiki zabarwione jak nic spożytym wcześniej winem. Nikt tak nie umiał wychwycić alkoholowych nut z głosu, jak znany barman i alkoholik.
Dziabnięcie gąsiora nie było dotkliwe, a przynajmniej nie na tyle, aby ów dyskomfort wybił się ponad irytację w kierunku Jonathana, którą tylko wzmocniło pojawienie się rozchichotanego stadka mugolskich dziewuszek. W mugolski zabobon Woody nie wierzył, co to to nie. Wróżby przyjmował jedynie od osób, co miały na to jakieś papiery czy inne poświadczenia wróżbickie — jak Morpheus Longbottom dla przykładu. Oj, ten potrafił tak powieszczyć, że aż w pięty szło, co wszyscy mogli ostatnio odczuć nader boleśnie.
— Drogie panie. — Uchylił kurtuazyjnie kapelusza. — Zobaczymy, co da się zrobić.
Bo całkiem mu się ta dziewczęca atencja podobała, nie ma co kłamać. Mugolki czy nie, dawno za nim chichoczące laseczki nie biegały i było to całkiem urocze, trochę połaskotało mu ego, nawet jeśli śmiały się z komizmu jego sytuacji. Ostatnio takie traktowanie otrzymywał w szkole, gdy wymiatał w quidditcha, ho-ho i szmat czasu. Ministerialne biurwy nie wyrażały do niego takiego entuzjazmu, choćby nie wiadomo jakie skomplikowane sprawy rozwiązał — oczywiście. Na Nokturnie z kolei co najwyżej mogła na niego zarzęzić prostytutka z przepalonym fajami gardłem.
— Oczywiście, ja umiem zadowolić kobietę. Zastanów się nad sobą — syknął do Johnny’ego, kiedy go mijał, ruszając w pogoń za gąsiorem.
Krzepę miał całkiem-całkiem, kondychę nie najgorszą i wyciągnął się już po dole Spalonej Nocy. Na coś się w końcu może zda, że regularnie w Rejwachu trenowali różnorakie dyscypliny: pranki, grę w rzutki i wpierdol rekreacyjny.
Co więc było robić? Poleciał za ptakiem, sadząc długie susy na piaszczystej ścieżynie.
wymagany rzut na AF
zapomniałam również o:
!Trauma Ognia
Tymczasem ofiarę znów zrobił z siebie przed Selwynem sam Tarp — konkretnie ofiarę miłosnego rytuału wróżebnego, przed którym jednak zdążył jeszcze uściślić:
— Mieszkałeś kiedy na Nokturnie, cwniuro? Otwierasz okno, to powietrzem ze swojej sypialni wietrzysz ulice. Dziękuję bardzo za takie coś. — Prychnął pogardliwie. — Mural? To by ktoś musiał narysować, no a kto. — Skrzywił się, tym razem bez rozbawienia, bo zakonowe waśnie wcale go nie cieszyły. Całkiem możliwe, że parę dni wcześniej to właśnie on rozpętał burzę. Tego nie wie jeszcze nikt.
— Niech się pan nie daje prosić! — wołały tymczasem damskie głosiki zabarwione jak nic spożytym wcześniej winem. Nikt tak nie umiał wychwycić alkoholowych nut z głosu, jak znany barman i alkoholik.
Dziabnięcie gąsiora nie było dotkliwe, a przynajmniej nie na tyle, aby ów dyskomfort wybił się ponad irytację w kierunku Jonathana, którą tylko wzmocniło pojawienie się rozchichotanego stadka mugolskich dziewuszek. W mugolski zabobon Woody nie wierzył, co to to nie. Wróżby przyjmował jedynie od osób, co miały na to jakieś papiery czy inne poświadczenia wróżbickie — jak Morpheus Longbottom dla przykładu. Oj, ten potrafił tak powieszczyć, że aż w pięty szło, co wszyscy mogli ostatnio odczuć nader boleśnie.
— Drogie panie. — Uchylił kurtuazyjnie kapelusza. — Zobaczymy, co da się zrobić.
Bo całkiem mu się ta dziewczęca atencja podobała, nie ma co kłamać. Mugolki czy nie, dawno za nim chichoczące laseczki nie biegały i było to całkiem urocze, trochę połaskotało mu ego, nawet jeśli śmiały się z komizmu jego sytuacji. Ostatnio takie traktowanie otrzymywał w szkole, gdy wymiatał w quidditcha, ho-ho i szmat czasu. Ministerialne biurwy nie wyrażały do niego takiego entuzjazmu, choćby nie wiadomo jakie skomplikowane sprawy rozwiązał — oczywiście. Na Nokturnie z kolei co najwyżej mogła na niego zarzęzić prostytutka z przepalonym fajami gardłem.
— Oczywiście, ja umiem zadowolić kobietę. Zastanów się nad sobą — syknął do Johnny’ego, kiedy go mijał, ruszając w pogoń za gąsiorem.
Krzepę miał całkiem-całkiem, kondychę nie najgorszą i wyciągnął się już po dole Spalonej Nocy. Na coś się w końcu może zda, że regularnie w Rejwachu trenowali różnorakie dyscypliny: pranki, grę w rzutki i wpierdol rekreacyjny.
Co więc było robić? Poleciał za ptakiem, sadząc długie susy na piaszczystej ścieżynie.
wymagany rzut na AF
Rzut Z 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!
zapomniałam również o:
!Trauma Ognia
piw0 to moje paliwo