24.09.2025, 20:38 ✶
Mama śpiewała zawsze, kiedy była smutna.
Mama śpiewała zawsze, kiedy jej spojrzenie zatrzymywało się dłuższą chwilę na jedenastoletniej dziewczynce. Wtedy w młodziutkim umyśle Brynki powstawał prosty oraz bezlitosny w swojej logice rachunek. Jeśli mama śpiewała to znaczyło, że w jej sercu czaił się smutek, a skoro śpiewała, patrząc na nią, czy to oznaczało, że to właśnie Brynka była przyczyną tego smutku?
Czy Urd, jej Urd, była smutna, kiedy patrzyła na nią tak jak mama? Czy wolałaby, żeby jej wzrok mijał ją obojętnie, aby nie musieć śpiewać? Dziewczynka nie umiała tego policzyć w głowie, ponieważ jeśli ktoś był smutny, to powinien mieć zmarszczone brwi, mokre oczy i milczeć, a nie śpiewać i uśmiechać się tak pięknie, jak jej Urd.
Z tegoż powodu malutka Brynka siedziała nieruchomo, wsłuchując się w znajomy głos. Lubiła ten dźwięk, mimo że smutek wyślizgiwał się pomiędzy nuty, a dziewczynka nie śmiała o niego zapytać. Wiedziała, że gdyby spytała, Urd tylko uniosłaby kąciki ust i cała prawda ponownie zamieniłaby się w uśmiech.
— Nie chcę… Nie chcę żebyś tęskniła — słowa niepewne uciekły z ust dziecka. Brynja dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że to nieprawda. Nikt nigdy nie wygrał z jego decyzją — ani ona, ani Urd. — Mogę nie jechać. Powiem tacie, że… że mnie boli brzuch, że… że się rozchorowałam. Mogę zostać, prawda? Ty powiesz, że to niebezpieczne.
Słodki śmiech wydobył się z dziewczynki na łaskotki, a na pytanie starszej kobiety o warkocz nagle ożywiła się i uniosła głowę z szerokim uśmiechem. — Najbardziej bardziej zaplątańszy! I taki z kokardką, to może mnie znajdziesz potem łatwiej, bo wszyscy będą wiedzieli, że to od Urd — wyrzuciła z siebie z dziecięcą radością, bo skoro mogła tego dnia wybierać, chciała, aby to było coś specjalnego. To miał być jej ostatni warkocz od Urd, więc musiał być najpiękniejszy.
Dziewczyna nie rozumiała do końca dlaczego wszyscy byli tacy… podekscytowani. Chciała się cieszyć, jak oni. Naprawdę! Hogwart, Hogwart, bo tak pięknie brzmiała ta nazwa w ustach Urd! Zamek jak z bajki, wypełniony magią i nowymi przyjaciółmi. Tego właśnie pragnęła, prawda?
— Nie chcę Hogwartu, jeśli tam ciebie nie będzie — wymamrotała ponownie po dłuższej chwili. Brynka przycisnęła pięści do kolan, żeby nie drżały, ponieważ nie mogła płakać. Księżniczki nie płaczą, tak mówiła Urd, a ona chciała być księżniczką. Dla niej.
Mama śpiewała zawsze, kiedy jej spojrzenie zatrzymywało się dłuższą chwilę na jedenastoletniej dziewczynce. Wtedy w młodziutkim umyśle Brynki powstawał prosty oraz bezlitosny w swojej logice rachunek. Jeśli mama śpiewała to znaczyło, że w jej sercu czaił się smutek, a skoro śpiewała, patrząc na nią, czy to oznaczało, że to właśnie Brynka była przyczyną tego smutku?
Czy Urd, jej Urd, była smutna, kiedy patrzyła na nią tak jak mama? Czy wolałaby, żeby jej wzrok mijał ją obojętnie, aby nie musieć śpiewać? Dziewczynka nie umiała tego policzyć w głowie, ponieważ jeśli ktoś był smutny, to powinien mieć zmarszczone brwi, mokre oczy i milczeć, a nie śpiewać i uśmiechać się tak pięknie, jak jej Urd.
Z tegoż powodu malutka Brynka siedziała nieruchomo, wsłuchując się w znajomy głos. Lubiła ten dźwięk, mimo że smutek wyślizgiwał się pomiędzy nuty, a dziewczynka nie śmiała o niego zapytać. Wiedziała, że gdyby spytała, Urd tylko uniosłaby kąciki ust i cała prawda ponownie zamieniłaby się w uśmiech.
— Nie chcę… Nie chcę żebyś tęskniła — słowa niepewne uciekły z ust dziecka. Brynja dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że to nieprawda. Nikt nigdy nie wygrał z jego decyzją — ani ona, ani Urd. — Mogę nie jechać. Powiem tacie, że… że mnie boli brzuch, że… że się rozchorowałam. Mogę zostać, prawda? Ty powiesz, że to niebezpieczne.
Słodki śmiech wydobył się z dziewczynki na łaskotki, a na pytanie starszej kobiety o warkocz nagle ożywiła się i uniosła głowę z szerokim uśmiechem. — Najbardziej bardziej zaplątańszy! I taki z kokardką, to może mnie znajdziesz potem łatwiej, bo wszyscy będą wiedzieli, że to od Urd — wyrzuciła z siebie z dziecięcą radością, bo skoro mogła tego dnia wybierać, chciała, aby to było coś specjalnego. To miał być jej ostatni warkocz od Urd, więc musiał być najpiękniejszy.
Dziewczyna nie rozumiała do końca dlaczego wszyscy byli tacy… podekscytowani. Chciała się cieszyć, jak oni. Naprawdę! Hogwart, Hogwart, bo tak pięknie brzmiała ta nazwa w ustach Urd! Zamek jak z bajki, wypełniony magią i nowymi przyjaciółmi. Tego właśnie pragnęła, prawda?
— Nie chcę Hogwartu, jeśli tam ciebie nie będzie — wymamrotała ponownie po dłuższej chwili. Brynka przycisnęła pięści do kolan, żeby nie drżały, ponieważ nie mogła płakać. Księżniczki nie płaczą, tak mówiła Urd, a ona chciała być księżniczką. Dla niej.
i wish you a kinder sea