24.09.2025, 15:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.09.2025, 15:38 przez Brenna Longbottom.)
– Kapłani palą je w świętym ogniu – odparła Brenna Dorze odruchowo, spuszczając na moment wzrok na wieniec, który przyniosła. Stworzyły go wprawne ręce, choć powstał z ziół, nie z jakichś wymyślnych kwiatów: biorąc pod uwagę, ile jej rzeczy i tak spłonęło, nie miała niczego lepszego, a i nie uważała, że może zawracać komuś głowę prośbami o bardziej wystawne dary. Wplotła w niego sama jedynie wstążkę, która, co zabawne, ocalała z pożogi, bo Brenna poprzedniego dnia zostawiła ją wraz z książką w sadzie. Drobna ofiara czegoś, co przetrwało, za to, że ogień nie zabrał jej bliskich. Drobny wkład własny, bo nie chciała dawać czegoś w całości zrobionego przez kogoś innego, ale nie miała dość zdolności manualnych i czasu – przede wszystkim czasu – aby zrobić coś od zera. Ofiara dla matki. Ofiara dla ognia.
I jakoś na myśl o tym świętym ogniu, i na widok świeczek, które niektórzy zapalali, gdy zostawiali podarki, robiło się jej dziwnie zimno, i ogarniał ją niepokój. Czuła się, jakby ktoś je obserwował, i musiała powstrzymać odruch nerwowego rozglądania się.
Za kim? Nie była pewna. Za Borginami? Za śmierciożercami? Za istotami utkanymi z dymu i strachu?
– Zostawmy tylko podarki i wracajmy, dobrze? – poprosiła cicho Dory, po drodze jeszcze podchodząc do jednego kapłana, który zbierał datki, by ukradkiem przekazać mu kilka monet. Rozsądny umysł gliny szepnął jej, że pewnie lepiej byłoby kupić ludziom za to jedzenie na Mabon niż oddawać je na coś, co ci będą mogli spalić, ale ta druga część jestestwa Brenny podpowiadała, że ludzie potrzebowali też pocieszenia. A niektórzy poszukiwali go właśnie tutaj i w wierze w Matkę.
Cofnęła się potem od kapłana dość szybko, zerkając na Dorę, a potem ułożyła dar na skraju ołtarza. Nie zapalała własnej świeczki, trochę zbyt napięta, gdy płonęło ich tutaj tak wiele, a jedynie wyszeptała cichą, krótką modlitwę o dobrobyt dla swojej rodziny, zanim zrobiła miejsce kolejnym wiernym.
!Trauma Ognia
Tu był rzut - potem sama dodała wstążki, ale nie wiem czy to doliczać, więc wynik to 85
I jakoś na myśl o tym świętym ogniu, i na widok świeczek, które niektórzy zapalali, gdy zostawiali podarki, robiło się jej dziwnie zimno, i ogarniał ją niepokój. Czuła się, jakby ktoś je obserwował, i musiała powstrzymać odruch nerwowego rozglądania się.
Za kim? Nie była pewna. Za Borginami? Za śmierciożercami? Za istotami utkanymi z dymu i strachu?
– Zostawmy tylko podarki i wracajmy, dobrze? – poprosiła cicho Dory, po drodze jeszcze podchodząc do jednego kapłana, który zbierał datki, by ukradkiem przekazać mu kilka monet. Rozsądny umysł gliny szepnął jej, że pewnie lepiej byłoby kupić ludziom za to jedzenie na Mabon niż oddawać je na coś, co ci będą mogli spalić, ale ta druga część jestestwa Brenny podpowiadała, że ludzie potrzebowali też pocieszenia. A niektórzy poszukiwali go właśnie tutaj i w wierze w Matkę.
Cofnęła się potem od kapłana dość szybko, zerkając na Dorę, a potem ułożyła dar na skraju ołtarza. Nie zapalała własnej świeczki, trochę zbyt napięta, gdy płonęło ich tutaj tak wiele, a jedynie wyszeptała cichą, krótką modlitwę o dobrobyt dla swojej rodziny, zanim zrobiła miejsce kolejnym wiernym.
!Trauma Ognia
Tu był rzut - potem sama dodała wstążki, ale nie wiem czy to doliczać, więc wynik to 85
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.