22.09.2025, 20:34 ✶
Roześmiał się dość głośno na stwierdzenie matki. to było tak surrealistyczne, że aż wywołało u niego napad śmiechu.
Kiedy się już uspokoił przysłuchiwał się opowieści matki na temat tego co wydarzyło się tej nocy. Brzmiało to jakby Vo... Co do gaci Merlina się działo? CZemu nie mógł wymówić tego imienia? Zupełnie jakby coś go powstrzymywało przed tym, jakby jakaś magiczna siła zmuszała go do strachu przed tym imieniem. Ale on? Miałby się bać imienia? Nigdy, dlaczego wiec nie mógł wymówić imienia Czarnego Pana? Nie miał pojęcia.
- Czyli zasiał chaos i panikę bez konieczności wysyłania wszędzie swoich ludzi... Brawo za udane knucie i napuszczanie na siebie ludzi, pięć punktów dla śmieciożerców - sarknął niezadowolony. Skoro ludzie skakali sobie do gardeł, oznaczało to, że cała magiczna społeczność zaczynała się sypać i wpadać po jego władanie. Nawet jeśli nie stał na czele Ministerstwa jak ludzie mają ufać władzom, które nie zapobiegły takim wydarzeniom, jakie działy się tej nocy? Westchnął i przetarł twarz dłonią. Zdecydowanie to pozostawi dość dogłębne blizny w społeczeństwie, a miał mocno niejasne przeczucie, że to był dopiero początek terroru i siania strachu.
- Tylko skrytka pod kamienicą nie jest do końca tak bezpieczna jak bank. - zagłębił się w swoich myślach po uwadze zarówno matki jak i brata. W jego głowie już formowały się zalążki tego jak rozwiązywać ten problem. Tylko im dalej w niego brnął tym więcej znajdował luk i tym bardziej złożony zdawał się być ten projekt.
- Największym problemem nie byłoby reklamowanie nowego banku, nie mówiąc już o tym, że nie byłby w golińskich rękach, co idealnie wpasowywałoby się w obecne narracje - westchnął - Największym problemem byłyby zabezpieczenia. Gringott jest znany ze swojego bezpieczeństwa, stworzenie czegoś podobnego wymagałoby chyba jeszcze większych nakładów gotówki, niż te jakimi operuje Anthony, szczególnie, że nie mamy gwarancji, że jakkolwiek ta inwestycja by mu się zwróciła - myślał już na głos, zupełnie niezrażony tym, że właśnie sam niszczy swój genialny pomysł. Ale cóż, bycie realistą nie polegało na bujaniu w chmurach.
- Nie wydaje mi się to dobrym pomysłem. Jakkolwiek nasze animozje do goblinów by nie miały swojego zalążka, to tworzenie czegoś takiego śmierdzi mocno jak popieranie tego szaleńca mówiącego o czystości krwi i nienawiści do nieczarodziejów - powiedział z głębokim westchnięciem. - Myślę, że tworzenie takiego banku to nie tylko niebezpieczna robota, dopóki wszelkie zabezpieczenia nie będą ogarnięte co do joty, ale też mierzenie się z łatką popleczników V... Ugh, no Sami-Wiecie-Kogo - gra chyba nie jest warta świeczki, bo to tylko mocniej by podzieliło społeczeństwo - zakończył patrząc to na matkę to na brata.
Kiedy się już uspokoił przysłuchiwał się opowieści matki na temat tego co wydarzyło się tej nocy. Brzmiało to jakby Vo... Co do gaci Merlina się działo? CZemu nie mógł wymówić tego imienia? Zupełnie jakby coś go powstrzymywało przed tym, jakby jakaś magiczna siła zmuszała go do strachu przed tym imieniem. Ale on? Miałby się bać imienia? Nigdy, dlaczego wiec nie mógł wymówić imienia Czarnego Pana? Nie miał pojęcia.
- Czyli zasiał chaos i panikę bez konieczności wysyłania wszędzie swoich ludzi... Brawo za udane knucie i napuszczanie na siebie ludzi, pięć punktów dla śmieciożerców - sarknął niezadowolony. Skoro ludzie skakali sobie do gardeł, oznaczało to, że cała magiczna społeczność zaczynała się sypać i wpadać po jego władanie. Nawet jeśli nie stał na czele Ministerstwa jak ludzie mają ufać władzom, które nie zapobiegły takim wydarzeniom, jakie działy się tej nocy? Westchnął i przetarł twarz dłonią. Zdecydowanie to pozostawi dość dogłębne blizny w społeczeństwie, a miał mocno niejasne przeczucie, że to był dopiero początek terroru i siania strachu.
- Tylko skrytka pod kamienicą nie jest do końca tak bezpieczna jak bank. - zagłębił się w swoich myślach po uwadze zarówno matki jak i brata. W jego głowie już formowały się zalążki tego jak rozwiązywać ten problem. Tylko im dalej w niego brnął tym więcej znajdował luk i tym bardziej złożony zdawał się być ten projekt.
- Największym problemem nie byłoby reklamowanie nowego banku, nie mówiąc już o tym, że nie byłby w golińskich rękach, co idealnie wpasowywałoby się w obecne narracje - westchnął - Największym problemem byłyby zabezpieczenia. Gringott jest znany ze swojego bezpieczeństwa, stworzenie czegoś podobnego wymagałoby chyba jeszcze większych nakładów gotówki, niż te jakimi operuje Anthony, szczególnie, że nie mamy gwarancji, że jakkolwiek ta inwestycja by mu się zwróciła - myślał już na głos, zupełnie niezrażony tym, że właśnie sam niszczy swój genialny pomysł. Ale cóż, bycie realistą nie polegało na bujaniu w chmurach.
- Nie wydaje mi się to dobrym pomysłem. Jakkolwiek nasze animozje do goblinów by nie miały swojego zalążka, to tworzenie czegoś takiego śmierdzi mocno jak popieranie tego szaleńca mówiącego o czystości krwi i nienawiści do nieczarodziejów - powiedział z głębokim westchnięciem. - Myślę, że tworzenie takiego banku to nie tylko niebezpieczna robota, dopóki wszelkie zabezpieczenia nie będą ogarnięte co do joty, ale też mierzenie się z łatką popleczników V... Ugh, no Sami-Wiecie-Kogo - gra chyba nie jest warta świeczki, bo to tylko mocniej by podzieliło społeczeństwo - zakończył patrząc to na matkę to na brata.