20.02.2023, 13:22 ✶
Wolfgang Johannes Marselis de Berekeley był w tym momencie tak bardzo pochłonięty swoją historią, że trochę jakby nie zwracał uwagi na to, co przy jego grobie kombinował Cathal.
- Wypraw bal i zaproś mnie na przyjęcie do mojego domu. Sama wezmę kwiat, o który cię proszę a potem obdaruję cię tym, co mam najcenniejsze – powtórzył w zamyśleniu duch. – Ale wyprawienie balu w moim domu i zaproszenie na niego Dolores nie było takie proste. Najpierw musiałem wymyślić sposób, w jaki nawet zaproszona przeze mnie na bal, mogła na niego przybyć. Babka dostałaby szału, gdyby ją tylko zobaczyła. Padło więc na bal maskowy. Miała się zjawić o północy, ona, moja najpiękniejsza, najsłodsza, najcudowniejsza Dolores. – Wolfgang Marselis de Bereley znowu poprawił monokl. Wcześniej tylko go przetarł półprzezroczystą chusteczką, jakby wspomnienie balu, wywoływało w nim pewien nieopisany żal. – Północ minęła a Dolores się nie zjawiła. Zacząłem jej szukać, obszedłem salę pełną gości i pokoje przygotowane dla tych, którzy pragnęli zaznać odrobiny prywatności. Nie wiedziałem, że gdy ja szukałem mojej królowej, na moją rodzinę spadał właśnie całun śmierci. Nie znalazłszy nigdzie Dolores, skierowałem swoje kroki do ogrodu. Myślałem, że być może znajdę ją tam, szukającą kwiatu o który mnie stale prosiła.
Zbliżył się do Cathala.
- Ale znalazłem tam tylko moją siostrę. Rosaline leżała pośród róż, jakaś bestia rozszarpała jej gardło. Chciałem ją ratować, rzucić się na pomoc, ale było za późno, a ja zawsze… zawsze w chwilach takich uniesień… ciemniało mi przed oczami. I tym razem mi pociemniało. Ocknąłem się w sypialni. Chyba wiele dni później, męczony chorobą nerwową. Ale nie dane było mi wyzdrowieć, bo babka, własna babka, stara wariatka, wbiła mi kołek osikowy w serce.
Oblicze Wolfganga Johannesa Marselisa de Berekeleya wykrzywiło się ze złości, gdy pojął, co właśnie zrobił Cathal.
- Jak śmiesz, młody człowieku! – krzyknął. – Nie pozwalam! Nie pozwalam, żeby ktokolwiek potraktował w ten sposób Wolfganga Johannesa Marselisa de Berekeleya, trzeciego ale ślubnego syna, lorda de Berekeleya! Musisz mi pomóc! Nie możesz się odwrócić i odejść! Nie możesz! Musisz zabić Dolores! Musisz ją znaleźć i zabić! – krzyczał, gdy Shafiq kierował się do wyjścia z cmentarza.
- Wypraw bal i zaproś mnie na przyjęcie do mojego domu. Sama wezmę kwiat, o który cię proszę a potem obdaruję cię tym, co mam najcenniejsze – powtórzył w zamyśleniu duch. – Ale wyprawienie balu w moim domu i zaproszenie na niego Dolores nie było takie proste. Najpierw musiałem wymyślić sposób, w jaki nawet zaproszona przeze mnie na bal, mogła na niego przybyć. Babka dostałaby szału, gdyby ją tylko zobaczyła. Padło więc na bal maskowy. Miała się zjawić o północy, ona, moja najpiękniejsza, najsłodsza, najcudowniejsza Dolores. – Wolfgang Marselis de Bereley znowu poprawił monokl. Wcześniej tylko go przetarł półprzezroczystą chusteczką, jakby wspomnienie balu, wywoływało w nim pewien nieopisany żal. – Północ minęła a Dolores się nie zjawiła. Zacząłem jej szukać, obszedłem salę pełną gości i pokoje przygotowane dla tych, którzy pragnęli zaznać odrobiny prywatności. Nie wiedziałem, że gdy ja szukałem mojej królowej, na moją rodzinę spadał właśnie całun śmierci. Nie znalazłszy nigdzie Dolores, skierowałem swoje kroki do ogrodu. Myślałem, że być może znajdę ją tam, szukającą kwiatu o który mnie stale prosiła.
Zbliżył się do Cathala.
- Ale znalazłem tam tylko moją siostrę. Rosaline leżała pośród róż, jakaś bestia rozszarpała jej gardło. Chciałem ją ratować, rzucić się na pomoc, ale było za późno, a ja zawsze… zawsze w chwilach takich uniesień… ciemniało mi przed oczami. I tym razem mi pociemniało. Ocknąłem się w sypialni. Chyba wiele dni później, męczony chorobą nerwową. Ale nie dane było mi wyzdrowieć, bo babka, własna babka, stara wariatka, wbiła mi kołek osikowy w serce.
Oblicze Wolfganga Johannesa Marselisa de Berekeleya wykrzywiło się ze złości, gdy pojął, co właśnie zrobił Cathal.
- Jak śmiesz, młody człowieku! – krzyknął. – Nie pozwalam! Nie pozwalam, żeby ktokolwiek potraktował w ten sposób Wolfganga Johannesa Marselisa de Berekeleya, trzeciego ale ślubnego syna, lorda de Berekeleya! Musisz mi pomóc! Nie możesz się odwrócić i odejść! Nie możesz! Musisz zabić Dolores! Musisz ją znaleźć i zabić! – krzyczał, gdy Shafiq kierował się do wyjścia z cmentarza.