21.09.2025, 19:37 ✶
Gdy tylko drzwi się otworzyły Basilius zatrzymał się w progu, próbując zrozumieć czemu coś nagle tak bardzo nie pasowało mu w tym pokoju. Ah no tak. Był tutaj porządek. Zapewne normalnie w jakiś sposób by to skomentował, ale... Gdyby ktoś się go o to spytał po prostu powiedziałby, że był zmęczony. Prawda jednak była taka, że poza zmęczeniem, był wciąxż zdecydowanie zbyt oszołomiony informacjami o własnych uczuciach, aby skupić się na innych rzeczach niż pomoc Thomasowi.
– Bo przebieranie się w spandeks jest głupie – odpowiedział, jednocześnie kładąc torbę ze swoimi rzeczami na podłodze, obok ściany. – A skoro jest głupie to będzie również tak samo głupie dla każdego potencjalnego klienta i skończy się tak, że nikt nie pozwoli nam nawet na złamanie klątwy płytek paznokciowych.
Wyszedł na chwile aby umyć ręce, a potem zaczął wystawiać wszystko co miało mu się przydać przy opatrywaniu Thomasa. Na chwilę tylko, gdy sięgnął po jeden z flakoników, aby ponownie przemyć ręce tym razem eliksirem, jego spojrzenie powędrowało to do Thomasa, to do Millie.
Przecież sama o to zadbałaś, żebym miał o czym myśleć.
W jakim kontekście to mówił? Na pewno nie... Bo przecież rozmawiali z Millie i z tego co zrozumiał nic nie łączyło jej poważniejszego z Thomasem poza przyjaźnią. Zresztą nie ważne. Może lepiej by było aby zeszła sie z Figgiem. Na pewno pomogłoby to... Zakończyć pewne myśli.
– Możliwe, że już jutro nie będziesz musiał jedynie myśleć ‐ oznajmił i przysiadł się do Thomasa. – Zdejmę ci teraz opatrunek, dobrze? Możliwe, że coś zaczniesz widzieć, więc nie zdziw się jeśli nagle stanie się bardzo jasno. Coś się jeszcze działo? Ból? Pieczenie? Zawroty głowy? Krew?
– Bo przebieranie się w spandeks jest głupie – odpowiedział, jednocześnie kładąc torbę ze swoimi rzeczami na podłodze, obok ściany. – A skoro jest głupie to będzie również tak samo głupie dla każdego potencjalnego klienta i skończy się tak, że nikt nie pozwoli nam nawet na złamanie klątwy płytek paznokciowych.
Wyszedł na chwile aby umyć ręce, a potem zaczął wystawiać wszystko co miało mu się przydać przy opatrywaniu Thomasa. Na chwilę tylko, gdy sięgnął po jeden z flakoników, aby ponownie przemyć ręce tym razem eliksirem, jego spojrzenie powędrowało to do Thomasa, to do Millie.
Przecież sama o to zadbałaś, żebym miał o czym myśleć.
W jakim kontekście to mówił? Na pewno nie... Bo przecież rozmawiali z Millie i z tego co zrozumiał nic nie łączyło jej poważniejszego z Thomasem poza przyjaźnią. Zresztą nie ważne. Może lepiej by było aby zeszła sie z Figgiem. Na pewno pomogłoby to... Zakończyć pewne myśli.
– Możliwe, że już jutro nie będziesz musiał jedynie myśleć ‐ oznajmił i przysiadł się do Thomasa. – Zdejmę ci teraz opatrunek, dobrze? Możliwe, że coś zaczniesz widzieć, więc nie zdziw się jeśli nagle stanie się bardzo jasno. Coś się jeszcze działo? Ból? Pieczenie? Zawroty głowy? Krew?