21.09.2025, 10:38 ✶
Zabierają się z imprezy
– Czasem mam wrażenie, że zastygło w czasie – przyznała Brenna, z pewnym zamyśleniem, bo przecież nie była to prawda, mimo tego, że Pod Trzema Miotłami wyglądało teraz tak samo jak w dniu, w którym świętowali ukończenie ostatnich egzaminów, a Pod Świńskim Łbem ściągało podejrzaną klientelę chyba od XVIII wieku. Hogsmeade pozostawało tym samym, niemalże bajkowym miasteczkiem, które zapamiętała, ale zmienili się ludzie i zmienił się świat, który je otaczał. – Możemy kiedyś się tam wybrać.
Dora nie mogła wrócić do Doliny Godryka. Nie dziś, nie jutro, nie w tym roku, może nigdy. Mieszkańcy musieli uznać, że zmarła lub najmniej zaginęła podczas Spalonej Nocy, zapomnieć ton głosu i drobne maniery… A jeżeli miała nie uschnąć, jak kwiat pozbawiony wody, to Hogsmead, gdzie nie bywała przez lata, i gdzie zdaje się nie mieszkał żaden z Borginów, a tuż pod okiem Dumbledore’a chyba nie plenili się czarnoksiężnicy (ach, naiwność Brenny), wydawało się całkiem dobrym miejscem.
– Dziękuję – odparła chwilę później sprzedawcy, kiedy paczki z owocami i świecami znalazły się już w torbie, a pieniądze w kieszeniach handlarza. Poprawiła potem kaptur na głowie, rozejrzała się jeszcze raz, zanim przeszły do stoiska z przyprawami. Na tych Brenna zbytnio się nie znała, bo gotować umiała tylko podstawowe potrawy, ale wysupłała listę i też poprosiła o odpowiednie mieszanki. Niektóre udało się kupić, jedna czy dwie za to już się skończyły: kolejny dowód na braki w zaopatrzeniu. – To co? Do kowenu? – spytała Dory, ruszając ku wyjściu i obejmując ją na moment ramieniem. W tym roku opuszczała tę namiastkę sabatu z pewną ulgą, i z myślą, że odetchnie dopiero, kiedy obie znajdą się już z powrotem w domu… chociaż i wtedy to będzie oddech z gatunku tych płytkich. Bo przecież złudzenie, że dom jest bezpiecznym miejscem, też zdążyło prysnąć wraz z odejściem lata, jak dotknięta palcem mydlana bańka.
– Czasem mam wrażenie, że zastygło w czasie – przyznała Brenna, z pewnym zamyśleniem, bo przecież nie była to prawda, mimo tego, że Pod Trzema Miotłami wyglądało teraz tak samo jak w dniu, w którym świętowali ukończenie ostatnich egzaminów, a Pod Świńskim Łbem ściągało podejrzaną klientelę chyba od XVIII wieku. Hogsmeade pozostawało tym samym, niemalże bajkowym miasteczkiem, które zapamiętała, ale zmienili się ludzie i zmienił się świat, który je otaczał. – Możemy kiedyś się tam wybrać.
Dora nie mogła wrócić do Doliny Godryka. Nie dziś, nie jutro, nie w tym roku, może nigdy. Mieszkańcy musieli uznać, że zmarła lub najmniej zaginęła podczas Spalonej Nocy, zapomnieć ton głosu i drobne maniery… A jeżeli miała nie uschnąć, jak kwiat pozbawiony wody, to Hogsmead, gdzie nie bywała przez lata, i gdzie zdaje się nie mieszkał żaden z Borginów, a tuż pod okiem Dumbledore’a chyba nie plenili się czarnoksiężnicy (ach, naiwność Brenny), wydawało się całkiem dobrym miejscem.
– Dziękuję – odparła chwilę później sprzedawcy, kiedy paczki z owocami i świecami znalazły się już w torbie, a pieniądze w kieszeniach handlarza. Poprawiła potem kaptur na głowie, rozejrzała się jeszcze raz, zanim przeszły do stoiska z przyprawami. Na tych Brenna zbytnio się nie znała, bo gotować umiała tylko podstawowe potrawy, ale wysupłała listę i też poprosiła o odpowiednie mieszanki. Niektóre udało się kupić, jedna czy dwie za to już się skończyły: kolejny dowód na braki w zaopatrzeniu. – To co? Do kowenu? – spytała Dory, ruszając ku wyjściu i obejmując ją na moment ramieniem. W tym roku opuszczała tę namiastkę sabatu z pewną ulgą, i z myślą, że odetchnie dopiero, kiedy obie znajdą się już z powrotem w domu… chociaż i wtedy to będzie oddech z gatunku tych płytkich. Bo przecież złudzenie, że dom jest bezpiecznym miejscem, też zdążyło prysnąć wraz z odejściem lata, jak dotknięta palcem mydlana bańka.
Postacie opuszczają sesję
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.