20.09.2025, 00:17 ✶
"Ktoś wreszcie postanowił zrobić z tym porządek... Gdybym była dziesięć lat młodsza..." Czy matka naprawdę miała na myśli to, co powiedziała? Lana zdawała sobie sprawę, że pomimo otoczki neutralności, Dolohovowie byli bardzo przywiązani do swojej pozycji. Brak opowiedzenia się za którąś ze stron stanowił raczej wyraz chęci utrzymania panującego status quo niż poglądów politycznych. Nigdy wcześniej nie spotkała się w rodzinie z tak bezpośrednią aprobatą przemocy, teraz jednak Tanaquil wprost deklarowała poparcie dla działań fanatyków Czarnego Pana.
Słowa rodzicielki zmroziły krew w żyłach Dolohovówny. Adrenalina, którą odczuwała jeszcze chwilę temu, zupełnie opuściła jej ciało. Rozluźniła uchwyt dłoni na różdżce i wbiła wzrok w ziemię. Przez moment naprawdę myślała, że będzie w stanie postawić się matce, lecz w głębi serca wciąż była uległym dzieckiem, które bało się konfrontacji. Sytuacja ta była doprawdy absurdalna; przez lata podróżowała samodzielnie po Europie, coraz częściej przekraczała własne granice, nie bała się sięgać po ukrytą wiedzę, ale w tej jednej kwestii nie mogła się przemóc.
Doprawdy fascynujące, jak bardzo lata dzieciństwa potrafiły wpłynąć na zachowanie osoby w dorosłym życiu. Gdyby matka i córka były postaciami w jakiejś powieści, Lana mogłaby od razu wskazać procesy prawdopodobnie zachodzące w głowach bohaterek. Motyw przymusowego wtłaczania nowego pokolenia w ustalony schemat był widoczny jak na dłoni. Czytając o podobnym zdarzeniu w książce zapewne sama zastanawiałby się, czemu córka nie próbowała siłą wyprowadzić matki z domu albo uciec. Jednak snucie teorii na temat danych wydarzeń po fakcie różniło się od podejmowania decyzji w danej chwili, czego jako historyczka była boleśnie świadoma. Pomimo całej swojej inteligencji oraz doświadczenia, Dolohovówna czuła się w tej sytuacji po prostu bezsilna.
"Nic nam nie grozi..." Czyżby kobieta szczerze w to wierzyła? Rzut oka na Horyzontalną wystarczył, by spostrzec także spanikowanych czarodziejów w drogich szatach. Poza tym, czy śmierciożercy rzeczywiście pilnowali by płomienie nie dosięgły sprzyjających im rodzin? A może uznawali czystokrwistych czarodziejów za ofiarę konieczną do osiągnięcia wyższego celu? Lana w swoich badaniach zawsze próbowała odnaleźć logiczne uzasadnienie dla działań innych, jednak w niektórych przypadkach nie było to możliwe. Dla radykałów nie liczyła się ani moralność ani obiektywny zysk, lecz jedynie misja. Dolohovówna obawiała się, że jej wyrachowana matka mogła w tej kwestii nie doceniać brutalności popleczników Czarnego Pana.
Bez słowa odwróciła się i posłusznie opuściła salonik. Nie spełniła jednak wcześniejszej prośby rodzicielki o whisky; Tanaquil będzie musiała sama się pofatygować albo czuć zapach spalenizny. Dobrze jej tak, dostanie to, czego chciała – przebiegło jej przez głowę, ale od razu odgoniła tę myśl. Żywiła szczerą nadzieję, że matka szybko da za wygraną i zdecyduje się na ucieczkę. Postępując inaczej ryzykowała życiem własnym oraz córki, a nie mogła być przecież aż tak zaślepiona własnym uprzywilejowaniem.
Wbrew nadziejom Lany, Tanaquil miała tej nocy zapłacić najwyższą cenę za swoje magirasistowskie poglądy.
Słowa rodzicielki zmroziły krew w żyłach Dolohovówny. Adrenalina, którą odczuwała jeszcze chwilę temu, zupełnie opuściła jej ciało. Rozluźniła uchwyt dłoni na różdżce i wbiła wzrok w ziemię. Przez moment naprawdę myślała, że będzie w stanie postawić się matce, lecz w głębi serca wciąż była uległym dzieckiem, które bało się konfrontacji. Sytuacja ta była doprawdy absurdalna; przez lata podróżowała samodzielnie po Europie, coraz częściej przekraczała własne granice, nie bała się sięgać po ukrytą wiedzę, ale w tej jednej kwestii nie mogła się przemóc.
Doprawdy fascynujące, jak bardzo lata dzieciństwa potrafiły wpłynąć na zachowanie osoby w dorosłym życiu. Gdyby matka i córka były postaciami w jakiejś powieści, Lana mogłaby od razu wskazać procesy prawdopodobnie zachodzące w głowach bohaterek. Motyw przymusowego wtłaczania nowego pokolenia w ustalony schemat był widoczny jak na dłoni. Czytając o podobnym zdarzeniu w książce zapewne sama zastanawiałby się, czemu córka nie próbowała siłą wyprowadzić matki z domu albo uciec. Jednak snucie teorii na temat danych wydarzeń po fakcie różniło się od podejmowania decyzji w danej chwili, czego jako historyczka była boleśnie świadoma. Pomimo całej swojej inteligencji oraz doświadczenia, Dolohovówna czuła się w tej sytuacji po prostu bezsilna.
"Nic nam nie grozi..." Czyżby kobieta szczerze w to wierzyła? Rzut oka na Horyzontalną wystarczył, by spostrzec także spanikowanych czarodziejów w drogich szatach. Poza tym, czy śmierciożercy rzeczywiście pilnowali by płomienie nie dosięgły sprzyjających im rodzin? A może uznawali czystokrwistych czarodziejów za ofiarę konieczną do osiągnięcia wyższego celu? Lana w swoich badaniach zawsze próbowała odnaleźć logiczne uzasadnienie dla działań innych, jednak w niektórych przypadkach nie było to możliwe. Dla radykałów nie liczyła się ani moralność ani obiektywny zysk, lecz jedynie misja. Dolohovówna obawiała się, że jej wyrachowana matka mogła w tej kwestii nie doceniać brutalności popleczników Czarnego Pana.
Bez słowa odwróciła się i posłusznie opuściła salonik. Nie spełniła jednak wcześniejszej prośby rodzicielki o whisky; Tanaquil będzie musiała sama się pofatygować albo czuć zapach spalenizny. Dobrze jej tak, dostanie to, czego chciała – przebiegło jej przez głowę, ale od razu odgoniła tę myśl. Żywiła szczerą nadzieję, że matka szybko da za wygraną i zdecyduje się na ucieczkę. Postępując inaczej ryzykowała życiem własnym oraz córki, a nie mogła być przecież aż tak zaślepiona własnym uprzywilejowaniem.
Wbrew nadziejom Lany, Tanaquil miała tej nocy zapłacić najwyższą cenę za swoje magirasistowskie poglądy.
Koniec sesji
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.