19.09.2025, 16:57 ✶
Jonathan jeszcze kilka godzin temu pełen adrenaliny próbował jak najszybciej dotrzeć do schroniska.
Kilka tygodni temu mógł spokojnie usiąść w swojej kuchni i myśleć o tym, że wszyscy przeżyli pożary.
Przeżywał artystyczną euforię, oglądając Ekstazę Merlina.
Śmiał się. Żartował. Tańczył. Wszędzie było go pełno.
A jednak dawno nie czuł się tak żywy, jak teraz gdy leżał w ciemności, obejmując ramionami płomień grzejący go bardziej niż kominek.
To wszystko wydawało się tak bardzo właściwe. Anthony tak blisko niego. Serce, które biło jak oszalałe w radosnym tańcu. Umysł zalewany kolejnymi falami ciepła. Ciało wreszcie się rozluźniło. Z umysłu ulotniły się wszystkie myśli, które nie dotyczyły tej chwili.
Chwili tak prostej, a tak idealnej w tej właśnie prostocie.
Bo chociaż lęków mogłoby być sporo, żaden z nich mógł dzisiaj wygrać z rodzącym się w Jonathanie poczuciu szczęścia.
Anthony go obejmował. Jego serce było tak blisko. On sam był tak blisko, a jeszcze chwilę temu obawiał się, że nadchodzi kres ich relacji.
To chyba właśnie było to barwne światło pośrodku śnieżnej burzy. Uśmiechnął się i wiedziony chwilą złożył pocałunek na czubku głowy Anthony'ego.
– Wszystko czego sobie życzysz mój drogi – wyszeptał, nie przestając gładzić jego pleców ani na sekundę, nawet gdy sam przymknął oczy, bo ciężar drugiego ciała dzisiaj działał niemal tak dobrze jak eliksir nasenny.
Kilka tygodni temu mógł spokojnie usiąść w swojej kuchni i myśleć o tym, że wszyscy przeżyli pożary.
Przeżywał artystyczną euforię, oglądając Ekstazę Merlina.
Śmiał się. Żartował. Tańczył. Wszędzie było go pełno.
A jednak dawno nie czuł się tak żywy, jak teraz gdy leżał w ciemności, obejmując ramionami płomień grzejący go bardziej niż kominek.
To wszystko wydawało się tak bardzo właściwe. Anthony tak blisko niego. Serce, które biło jak oszalałe w radosnym tańcu. Umysł zalewany kolejnymi falami ciepła. Ciało wreszcie się rozluźniło. Z umysłu ulotniły się wszystkie myśli, które nie dotyczyły tej chwili.
Chwili tak prostej, a tak idealnej w tej właśnie prostocie.
Bo chociaż lęków mogłoby być sporo, żaden z nich mógł dzisiaj wygrać z rodzącym się w Jonathanie poczuciu szczęścia.
Anthony go obejmował. Jego serce było tak blisko. On sam był tak blisko, a jeszcze chwilę temu obawiał się, że nadchodzi kres ich relacji.
To chyba właśnie było to barwne światło pośrodku śnieżnej burzy. Uśmiechnął się i wiedziony chwilą złożył pocałunek na czubku głowy Anthony'ego.
– Wszystko czego sobie życzysz mój drogi – wyszeptał, nie przestając gładzić jego pleców ani na sekundę, nawet gdy sam przymknął oczy, bo ciężar drugiego ciała dzisiaj działał niemal tak dobrze jak eliksir nasenny.