18.09.2025, 19:07 ✶
Skracał dystans, ale zbyt wolno. Choć dawał sygnały, przechodnie nie raczyli ryzykować swojego zdrowia dla nieznajomego. Leopold miał ochotę przekląć pod nosem, ale to by tylko sprawiło, że jeszcze bardziej straciłby tchu. Gdyby nic się nie zmieniło, to złodziej miałby szanse przedostać się do któreś z bocznych uliczek i tam zgubić pościg.
Na szczęście trafił się bohater, który nie był obojętny na zaistniałą sytuację. Barker od razu go rozpoznał. Znajomy aktor wyszedł przed szereg, pokazał na co go stać i zatrzymał typa, choć nie bez komplikacji. Sytuacja rozwinęła się tak, że znalazł się pod kieszonkowcem, ale dzięki temu Leopold miał czas by zniwelować dystans dzielący go do dwójki mężczyzn.
Miał prosty plan włączenia się do zamieszania. Wykonał manewr, jaki na boisku zarezerwowany jest tylko dla tłuczków. Chcąc zrobić jak najwięcej szkód jak najprostszymi środkami i zarazem zrzucić złodzieja z Hannibala nie zwolnił, po czym rozpędzony wpadł wysuniętym przed siebie barkiem prosto na wroga. Mówiąc w skrócie zrobił to, co przed chwilą tamten zrobił Selwynowi. Nie dał żadnego sygnału ostrzegawczego.
Hannibal mógł nagle poczuć jak jakaś tajemnicza siła porywa mu przeciwnika. Uderzenie było na tyle mocne, że zmiotło zarówno przestępcę jak i ofiarę kradzieży. Obaj rozbili się plecami o ziemię w bezpiecznej odległości od ciemnowłosego.
Leopold upadł boleśnie. Jego bark najbardziej odczuł zderzenie, ale był przyzwyczajony do tego typu nieprzyjemnych upadków. W sporcie zdarzały się bez przerwy. Podniósł się więc szybko i zwinnie, tak jakby nie wydarzyła mu się żadna krzywda. Złodziejaszek poszedł w jego ślady, choć dużo wolniej.
- Niech to szlag - warknął niskim tonem przestępca, wzrok kierując w stronę portfela, który gdzieś w trakcie tych wszystkich zderzeń i szarpanin wypadł mu z dłoni i znalazł się niedaleko nogi Hana. Typ nie miał ochoty na dalsze zapasy, ponieważ odwrócił się na pięcie i zaczął uciekać. Zaś Barker nie miał ochoty go dalej ścigać. Sławny szukający skierował spojrzenie w stronę Hannibala, skinął mu w podziękowaniu głową.
- Dzięki, wiszę ci kolejkę. Jesteś cały? - spytał się i z obolałą, zmęczoną, ale zadowoloną miną podszedł do znajomego i wyciągnął ku niemu rękę by pomóc mu się pozbierać.
Na szczęście trafił się bohater, który nie był obojętny na zaistniałą sytuację. Barker od razu go rozpoznał. Znajomy aktor wyszedł przed szereg, pokazał na co go stać i zatrzymał typa, choć nie bez komplikacji. Sytuacja rozwinęła się tak, że znalazł się pod kieszonkowcem, ale dzięki temu Leopold miał czas by zniwelować dystans dzielący go do dwójki mężczyzn.
Miał prosty plan włączenia się do zamieszania. Wykonał manewr, jaki na boisku zarezerwowany jest tylko dla tłuczków. Chcąc zrobić jak najwięcej szkód jak najprostszymi środkami i zarazem zrzucić złodzieja z Hannibala nie zwolnił, po czym rozpędzony wpadł wysuniętym przed siebie barkiem prosto na wroga. Mówiąc w skrócie zrobił to, co przed chwilą tamten zrobił Selwynowi. Nie dał żadnego sygnału ostrzegawczego.
Hannibal mógł nagle poczuć jak jakaś tajemnicza siła porywa mu przeciwnika. Uderzenie było na tyle mocne, że zmiotło zarówno przestępcę jak i ofiarę kradzieży. Obaj rozbili się plecami o ziemię w bezpiecznej odległości od ciemnowłosego.
Leopold upadł boleśnie. Jego bark najbardziej odczuł zderzenie, ale był przyzwyczajony do tego typu nieprzyjemnych upadków. W sporcie zdarzały się bez przerwy. Podniósł się więc szybko i zwinnie, tak jakby nie wydarzyła mu się żadna krzywda. Złodziejaszek poszedł w jego ślady, choć dużo wolniej.
- Niech to szlag - warknął niskim tonem przestępca, wzrok kierując w stronę portfela, który gdzieś w trakcie tych wszystkich zderzeń i szarpanin wypadł mu z dłoni i znalazł się niedaleko nogi Hana. Typ nie miał ochoty na dalsze zapasy, ponieważ odwrócił się na pięcie i zaczął uciekać. Zaś Barker nie miał ochoty go dalej ścigać. Sławny szukający skierował spojrzenie w stronę Hannibala, skinął mu w podziękowaniu głową.
- Dzięki, wiszę ci kolejkę. Jesteś cały? - spytał się i z obolałą, zmęczoną, ale zadowoloną miną podszedł do znajomego i wyciągnął ku niemu rękę by pomóc mu się pozbierać.