Yaxley od wielu lat nie mieszkała z kimś, no na pewno nie w tak wielkim gronie. Ledwie skończyła Hogwart, a dostała swoje mieszkanie przy Horyzontalnej, aby nie musiała fatygować się do ministerstwa ze swojej, rodzinnej Walii. To był ten śmieszny moment w jej życiu, gdy rodzice myśleli, że być może będzie w stanie siedzieć za biurkiem i mieć pracę o której marzyła większość czarodziejów, bardzo szybko jednak znudził ją ten staż, pewnego dnia zabrała swoje rzeczy i już więcej się tam nie pojawiła. Mieszkanie w Londynie jednak jej zostało, zresztą ceniła sobie tę lokalizację bo była to całkiem niezła baza wypadowa do innych miejsc.
W Exmoor jej się podobało, przypominało jej odrobinę Whitby, z racji na to, że morze znajdowało się bardzo niedaleko. Sama zaś pewnie nie potrafiłaby wybrać, co wolała bardziej, góry, czy morze, lasy? Opcji było wiele, wiedziała jednak, że w niedalekiej przyszłości powinni wynieść się z Londynu z racji na to, że ich stado robiło się coraz większe. Mieszkanie, które posiadała może nie należało do najmniejszych, jednak sporo się miało zmienić, wolałaby, aby w tej życiowej sytuacji znajdowali się z dala od centrum wszystkich wydarzeń. Najlepiej w jakimś miejscu, o którym nikt by nie pamiętał, gdzie nikt by nie zaglądał, a oni będą mogli zrobić tam swoją twierdzę. Jak przystało na całkiem świeżą matkę myślała o tym, by było to jak najbardziej bezpieczne miejsce, być może nie zakładała tak szybkiego powiększenia rodziny, jednak skoro już do tego doszło, to musieli zadbać o wszystko. Czasy były wątpliwe, ludzie umierali przypadkiem, musiała mieć pewność, że nie będzie ich to dotyczyło, stracili już przecież bliskich i zdecydowanie nie akceptowała podobnego scenariusza.
Póki co mogli zostać w Exmoor, nie mieli jeszcze szansy zorientować się zbytnio jak wyglądał aktualnie rynek nieruchomości, zdawała sobie jednak sprawę, że może być dość trudno znaleźć coś, co faktycznie będzie spełnieniem ich marzeń. Podczas pożarów wielu ludzi straciło domy, wielu musiało kupić nowe, a oni dołączyli do tego grona z nieco innych pobudek, cóż - na pewno nie będzie tak źle i znajdą coś, co im się spodoba. Musieli się tylko pozytywnie nastawić, czyż nie, jakby to miało cokolwiek zmienić. Mieli na to jeszcze chwilę, więc nie spieszyła się z poszukiwaniami, tak naprawdę to nieco odsuwała to w czasie, chociaż Ambroise wspominał o tym, że powinni się tym zająć, jednak mieli aktualnie na głowie sporo innych, palących spraw. Tak to już jest, gdy decyduje się na zorganizowanie ślubu w niecałe dwa tygodnie.
Tak właściwie to była całkiem zadowolona z tego, że wyszło to tak spontanicznie, bo ominie ich dość spora część przygotowań, nie podchodzili bowiem do tego tak skrupulatnie jak większość czystokrwistych, musieli ominąć niektóre, zwyczajowe standardy, tym lepiej dla nich, bo nie sądziła, aby ani ona ani Roise byli w stanie przetrwać takie zupełnie typowe przygotowania.
Aktualnie jednak miała chwilę spokoju, całkiem przyjemnie spędzała ten czas, cóż - gadała z psem, ale nie było to przecież nic dziwnego. Czasem zmieniała się w skunksa, niestety w Wielkiej Brytanii nie mogła znaleźć innych skunsów... więc nadrabiała rozmawiając ze zwierzętami w swojej ludzkiej postaci. Nie zauważyła nadchodzącego Greengrassa, bo zajęła się głaskaniem swojej psiej towarzyszki za uchem, to było zbyt absorbujące, chociaż czy na pewno? Może tylko udawała, że go nie widzi, bo przecież jej szósty zmysł informował ją o tym, kiedy zbliżały się do niej potwory.
Uniosła głowę słysząc słowa Ambroise'a, widziała jego minę. Znalazł się tutaj w idealnym momencie, nie wątpiła w to, że była szansa iż mógł zejść przez to na zawał... chociaż póki co całkiem dzielnie się trzymał, nie padł przed nią jak długi. Oczy jej błysnęły, a na twarzy pojawił się uśmiech. - Nie mów, że byś sobie nie poradził, całkiem niezła opcja, jedna ciąża, dwójka dzieci i problem rozwiązany, nigdy więcej nie musiałabym tego ponownie przechodzić. - Nie, żeby w ogóle zakładała, że potrzebowali więcej dzieciaków, niż to jedno, które już miało pojawić się na świecie, ale jednak... nie było to takim głupim rozwiązaniem, póki co nie wspomniała jeszcze, że chodzi o psie bombelki.