Yaxley siedziała na ganku, wpatrywała się w eter, właściwie to obserwowała psy, które wyśmienicie się bawiły. Miała nadzieję, że nie bawiły się jednak zbyt dobrze, bo wolała uniknąć komentarzy cioci o tym, że ogródek został zdewastowany, dlatego też więc co chwilę spoglądała w stronę zwierząt upewniając się, iż nie postanowiły wykopać jakiejś wielkiej dziury do Chin, czy coś. Nie było to szczególnie wyczerpującym zajęciem, mogła na spokojnie odpocząć po krótkim spacerze korzystając przy okazji z tego, jakże uroczego dnia.
Co dziwne, jeszcze żadna znajoma twarz nie wyłoniła się zza drzwi, czy jakiegoś drzewa, co było dość nietypowe jak na to miejsce, bo przecież od kilkunastu dni mieszkało tu dosyć sporo osób. Każdy najwyraźniej jednak był zajęty swoimi obowiązkami. Napawała się więc tą dziwną ciszą, którą zakłócał jedynie śpiewa ptaków dochodzący gdzieś z lasu.
Zabawne, kiedy się tutaj pojawili nie zakładała, że spędzą w tym miejscu, aż tyle czasu. Dotychczas pojawiała się tu raczej w weekendy, lub na kilka dni, aby złapać oddech. Nie była stałą bywalczynią tego miejsca, nie należała do grona dzieciaków Ursuli, które spędzały tutaj wakacje. Pewnie oni sami również nie zakładali, że przyjdzie im to powtórzyć po tych nastoletnich czasach, które już dawno minęły.
Nie odczuwała potrzeby, by szybko opuścić to miejsce, wręcz przeciwnie całkiem dobrze jej się tutaj pomieszkiwało, dom był pełen ludzi, więc zawsze można było znaleźć jakieś towarzystwo, co zaczęła doceniać, bo poza ostatnimi miesiącami prawie dwa lata spędziła w samotności, wracała do pustego mieszkania, gdzie nikt na nią nie czekał.
Tutaj było inaczej, chociaż mimo to, nie zamierzała nie docenić tej chwili, kiedy nikogo nie było w pobliżu, no poza psami. Najnowszy czowronóg, właściwie to czworonożka chyba nieco zmęczył się bieganiem i postanowił do niej podejść. Psina położyła się tuż przy nodze Yaxley, więc ta nachyliła się, by pogłaskać ją za uchem.
- Śmieszne, że trafiłaś właśnie na nas, jesteśmy w tej chwili do siebie trochę podobne, chociaż podejrzewam, że masz trochę gorzej i będziesz musiała wypluć z siebie więcej niż jednego dzieciaka. - Tak, zaczęła konwersację z psem, bo dlaczego by nie. Znajda okazała się być ciężarna, tak jak i ona, tyle, że psie potomstwo miało się pojawić na świecie w przeciągu dwóch, może trzech tygodni. Na szczęście u ludzi ten cały proces trwał zdecydowanie dłużej, niż u zwierząt. Geraldine miała czas, by przygotować się do tego wszystkiego mentalnie, chociaż może i ta psina to zrobiła? Chyba musiała. Na pewno wiedziała, że niedługo pojawią się szczenięta.