16.09.2025, 23:50 ✶
Łóżko znów skrzypnęło, pewnie uśmiechnąłby się widząc jak jego towarzysz nie może sobie znaleźć miejsca, zupełnie jakby pod materacem położono ziarnko grochu. Nie żeby to łóżko było jakkolwiek wygodne. Cóż, z perspektywy Anthony’ego było szalenie niewygodne.
Kolejne słowa, wypowiedziane w tonie tak odmiennym niż ten, który towarzyszył im konfrontacji sprzed miesiąca, powoli rozplątywały ten emocjonalny supeł zaciśnięty w jego żołądku. Domino jednak uderzało o siebie dalej, a kamienne prostokąty były coraz większe i większe. Czemu miałby zakładać, że tak nie było? Czemu z taką zapalczywością odsuwał go od siebie, rozpaczliwie deklarując przed światem, a potem już głównie przed sobą, że nic już nigdy nie będzie takie jak kiedyś?
Zapewne z resztą miał rację. Przekroczyli obaj punkt, z którego nie było powrotu. Zwłaszcza teraz. Zwłaszcza otuleni śnieżycą pośrodku niczego.
Westchnął cicho na wypomnienie tej symetrii tajemniczości, westchnął nerwowo, ale w żaden sposób nie odniósł się do tego. Znał bardzo dokładną listę powodów dla których się nie przyznał do swoich przygód na delegacjach, do swojego wzmagającego sentymentalizmu wobec młodzieńca, któremu bardzo nie chciał zepsuć przyszłości, łatwiej było więc traktować całą sytuację jako okazjonalny romans niż…
– Dlaczego mi nie powiedziałeś Jonathan? Dlaczego nie powiedziałeś, kiedy to się zaczęło, kiedy to było już pewne? Czemu nie powiedziałeś mi, że zakochałeś się w innym mężczyźnie, tak jak ja przyznałem Ci się w końcu, że ja i Alcuin… – Przeklęta Francja. Morpheus miał swoją teorię w tym temacie, ale Anthony nie chciał dawać w nią wiary, nie chciał za nią podążać, żeby nie zaprzepaścić tylu wspólnych lat, nie narazić się na ból skonfrontowania z prawdą. Nie chciał wystawiać dawno umarłej nadziei na ostatnią próbę. Ale już teraz cierpiał bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, a próba ukrycia się przed uczuciami, maskowania, udawania, że wszystko jest jak kiedyś, raniło po stokroć bardziej. – Byłbym… wiesz przecież, że wsparłbym Cie… wiesz że… – umilkł, gdy usłyszał swoje słowa, niespiesznie rozchylając w końcu powieki, by zawiesić wzrok na czerni sufitu. Dostrzegał obrysy belek, ciemniejsze sęki w deskach. Czuł drewno pod plecami, szorstkość białej pościeli tam gdzie skóry nie dotykał jedwab i kaszmir ubrania.
Nie byłby wsparciem. Byłby wściekły wobec prawdy o przyjacielu, wobec jego zdrady, byłby rozgoryczony, rozżalony, byłby szalenie i przeraźliwie…
… zazdrosny.
Ostatni klocek domina upadł na ziemię, a Anthony zapomniał jak się oddycha.
Jonathan mógłby chcieć uniknąć tej zazdrości. Domyślić się i zapobiec jej. Ale musiałby wcześniej wiedzieć o jego szkolnych uczuciach, wtedy to miałoby sens, aby nie mówił mu o tym co działo się w Hogwarcie. Ale raczej nie wiedział o tym co działo się w sercu młodego krukona za każdym razem gdy jowialnie wygłaszał swoje szumne monologi, zawsze obsadzając się w rolach najznamienitszych, najszlachetniejszych, naj… Nie mógł wiedzieć! Zdziwił się wtedy, gdy w końcu po latach Anthony odkrył przed nim fakty o swojej młodzieńczej słabości. Zdziwił się… czy możliwe, że była to tylko gra aktorska? Czy możliwe, że Morpheus rozmawiał z nim wcześniej, odkrywając tajemnice jednego przyjaciela przed drugim? Spirala myśli rozpędzała się coraz bardziej i bardziej, wobec nowych faktów, wobec prawdy o uczuciach, które skrywał nie tylko przed światem zewnętrznym ale też przed samym sobą. Uczuciach, które nawet teraz próbował zasłonić feerią słów, rozbryzgiem myśli, obaw, przypuszczeń i domysłów, zbyt przejęty, by pobyć z tą jedną myślą przez moment sam.
Kolejne słowa, wypowiedziane w tonie tak odmiennym niż ten, który towarzyszył im konfrontacji sprzed miesiąca, powoli rozplątywały ten emocjonalny supeł zaciśnięty w jego żołądku. Domino jednak uderzało o siebie dalej, a kamienne prostokąty były coraz większe i większe. Czemu miałby zakładać, że tak nie było? Czemu z taką zapalczywością odsuwał go od siebie, rozpaczliwie deklarując przed światem, a potem już głównie przed sobą, że nic już nigdy nie będzie takie jak kiedyś?
Zapewne z resztą miał rację. Przekroczyli obaj punkt, z którego nie było powrotu. Zwłaszcza teraz. Zwłaszcza otuleni śnieżycą pośrodku niczego.
Westchnął cicho na wypomnienie tej symetrii tajemniczości, westchnął nerwowo, ale w żaden sposób nie odniósł się do tego. Znał bardzo dokładną listę powodów dla których się nie przyznał do swoich przygód na delegacjach, do swojego wzmagającego sentymentalizmu wobec młodzieńca, któremu bardzo nie chciał zepsuć przyszłości, łatwiej było więc traktować całą sytuację jako okazjonalny romans niż…
– Dlaczego mi nie powiedziałeś Jonathan? Dlaczego nie powiedziałeś, kiedy to się zaczęło, kiedy to było już pewne? Czemu nie powiedziałeś mi, że zakochałeś się w innym mężczyźnie, tak jak ja przyznałem Ci się w końcu, że ja i Alcuin… – Przeklęta Francja. Morpheus miał swoją teorię w tym temacie, ale Anthony nie chciał dawać w nią wiary, nie chciał za nią podążać, żeby nie zaprzepaścić tylu wspólnych lat, nie narazić się na ból skonfrontowania z prawdą. Nie chciał wystawiać dawno umarłej nadziei na ostatnią próbę. Ale już teraz cierpiał bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, a próba ukrycia się przed uczuciami, maskowania, udawania, że wszystko jest jak kiedyś, raniło po stokroć bardziej. – Byłbym… wiesz przecież, że wsparłbym Cie… wiesz że… – umilkł, gdy usłyszał swoje słowa, niespiesznie rozchylając w końcu powieki, by zawiesić wzrok na czerni sufitu. Dostrzegał obrysy belek, ciemniejsze sęki w deskach. Czuł drewno pod plecami, szorstkość białej pościeli tam gdzie skóry nie dotykał jedwab i kaszmir ubrania.
Nie byłby wsparciem. Byłby wściekły wobec prawdy o przyjacielu, wobec jego zdrady, byłby rozgoryczony, rozżalony, byłby szalenie i przeraźliwie…
… zazdrosny.
Ostatni klocek domina upadł na ziemię, a Anthony zapomniał jak się oddycha.
Jonathan mógłby chcieć uniknąć tej zazdrości. Domyślić się i zapobiec jej. Ale musiałby wcześniej wiedzieć o jego szkolnych uczuciach, wtedy to miałoby sens, aby nie mówił mu o tym co działo się w Hogwarcie. Ale raczej nie wiedział o tym co działo się w sercu młodego krukona za każdym razem gdy jowialnie wygłaszał swoje szumne monologi, zawsze obsadzając się w rolach najznamienitszych, najszlachetniejszych, naj… Nie mógł wiedzieć! Zdziwił się wtedy, gdy w końcu po latach Anthony odkrył przed nim fakty o swojej młodzieńczej słabości. Zdziwił się… czy możliwe, że była to tylko gra aktorska? Czy możliwe, że Morpheus rozmawiał z nim wcześniej, odkrywając tajemnice jednego przyjaciela przed drugim? Spirala myśli rozpędzała się coraz bardziej i bardziej, wobec nowych faktów, wobec prawdy o uczuciach, które skrywał nie tylko przed światem zewnętrznym ale też przed samym sobą. Uczuciach, które nawet teraz próbował zasłonić feerią słów, rozbryzgiem myśli, obaw, przypuszczeń i domysłów, zbyt przejęty, by pobyć z tą jedną myślą przez moment sam.