16.09.2025, 15:12 ✶
–Wszystkim – mruknął, a potem uznał, że ta odpowiedź była zdecydowanie zbyt marudna i przesadzona, więc się szybko poprawił. – Najwyraźniej uznali, że koniecznie potrzebuję dziewczyny, więc postanowili mi jakąś znaleźć.
Basilius zerknął ze zmarszczonymi brwiami na etykietkę butelki piwa, ale nie powiedział ani słowa. Jedyne co to z krótkim dziękuję przyjął napój, a gdy temat zszedł na ogłoszenie w gazecie od razu upił łyka ze swojego kufla.
– Nie, nie. Oczywiście że nie. To znaczy nie oczywiście, ale... – Westchnął cicho, a potem zaczął ponownie. – Mój genialny brat i kuzym je zamieścili. W ramach tego ich genialnego planu. Potem dostawałem... Naprawdę dziwne listy. Ktoś napisał mi że od jej choroby mogą ochronić ją tylko moje usta. I podała swoje wymiary! Ludzie są naprawdę aż tak zdesperowani? A jeszcze moja ciotka uznała, że może mi pomóc kogoś znaleźć, a Millie myślała, że chcę ją w ten sposób przekonać, że nie jestem... – Zamilkł na chwilę. – No nie ważne. W każdym razie nie szukam nikogo, a tym bardziej nie w ten sposób.
– Byłem dzisiaj w pracy – zaprotestował, bo przecież dzisiaj zjawił się w Mungu. To że zdążył juz z niego wyjść, gdy otrzymał list od Peregrinusa, to zupełnie inna sprawa. Nie po to jednak miał przyjaciół, aby nie przyjmować ich poza godzinami pracy, zwłaszcza że on, w przeciwieństwie do przypadkowego uzdrowiciela, był już zaznajomiony ze stanem matki Peregrinusa. – W Egipcie byłem w sprawach zawodowych, a urlop? - Parsknął śmiechem. – Tak. Byłem. W Windermere. Wciagneło mnie pod ziemię. Musze dodawać coś jeszcze?
I to nawet nie tak, że Prewett nie potrafił odpoczywać. Próbował. Naprawdę próbował. Tylko no... Życie mu na to nie pozwalało.
Matka Peregrinusa zapewne poradziłaby sobie równie dobrze, gdyby siedziała dalej w domu, a lekarz przychodził jedynie na kontrolę, ale... Basilius widział, że Peregrinusu też potrzebował odrobiny spokoju i byl zdeterminowany aby mu ją zapewnić
– Tak. Zdecydowanie. Nie widzę innej opcji – skłamał. Kolejne słowa były juz jednak jak najbardziej szczerze. – Nie wiemy co wywołała atak, a poza tym była ranna. Powinno być wszystko w porządku, ale lepiej aby ktoś miał na nią oko, skoro sama może miec trudności z zakomunikowaniem gdyby sie gorzej poczuła Naprawdę. To kilka dni a mozliwe, że potem bedzie w lepszym nastroju.
Basilius zerknął ze zmarszczonymi brwiami na etykietkę butelki piwa, ale nie powiedział ani słowa. Jedyne co to z krótkim dziękuję przyjął napój, a gdy temat zszedł na ogłoszenie w gazecie od razu upił łyka ze swojego kufla.
– Nie, nie. Oczywiście że nie. To znaczy nie oczywiście, ale... – Westchnął cicho, a potem zaczął ponownie. – Mój genialny brat i kuzym je zamieścili. W ramach tego ich genialnego planu. Potem dostawałem... Naprawdę dziwne listy. Ktoś napisał mi że od jej choroby mogą ochronić ją tylko moje usta. I podała swoje wymiary! Ludzie są naprawdę aż tak zdesperowani? A jeszcze moja ciotka uznała, że może mi pomóc kogoś znaleźć, a Millie myślała, że chcę ją w ten sposób przekonać, że nie jestem... – Zamilkł na chwilę. – No nie ważne. W każdym razie nie szukam nikogo, a tym bardziej nie w ten sposób.
– Byłem dzisiaj w pracy – zaprotestował, bo przecież dzisiaj zjawił się w Mungu. To że zdążył juz z niego wyjść, gdy otrzymał list od Peregrinusa, to zupełnie inna sprawa. Nie po to jednak miał przyjaciół, aby nie przyjmować ich poza godzinami pracy, zwłaszcza że on, w przeciwieństwie do przypadkowego uzdrowiciela, był już zaznajomiony ze stanem matki Peregrinusa. – W Egipcie byłem w sprawach zawodowych, a urlop? - Parsknął śmiechem. – Tak. Byłem. W Windermere. Wciagneło mnie pod ziemię. Musze dodawać coś jeszcze?
I to nawet nie tak, że Prewett nie potrafił odpoczywać. Próbował. Naprawdę próbował. Tylko no... Życie mu na to nie pozwalało.
Matka Peregrinusa zapewne poradziłaby sobie równie dobrze, gdyby siedziała dalej w domu, a lekarz przychodził jedynie na kontrolę, ale... Basilius widział, że Peregrinusu też potrzebował odrobiny spokoju i byl zdeterminowany aby mu ją zapewnić
– Tak. Zdecydowanie. Nie widzę innej opcji – skłamał. Kolejne słowa były juz jednak jak najbardziej szczerze. – Nie wiemy co wywołała atak, a poza tym była ranna. Powinno być wszystko w porządku, ale lepiej aby ktoś miał na nią oko, skoro sama może miec trudności z zakomunikowaniem gdyby sie gorzej poczuła Naprawdę. To kilka dni a mozliwe, że potem bedzie w lepszym nastroju.