16.09.2025, 14:00 ✶
Brenna uśmiechnęła się lekko na słowa o zakładzie z Tomusiem i pomyślała, że Thomasowi należała się nie tylko pizza, ale i piwo. Nie powiedziała tego jednak, na wszelki wypadek, gdyby Millie uznała, że jednak jest gotowa przegrać ten zakład, w myśl na złość mamie odmrożę sobie uszy.
- W takim razie potraktuj to jako nagrodę za ten wcześniejszy posiłek. Z ciekawości, co dostaje wygrany? - spytała, zamykając pudełko. Podejrzewała zresztą, że ten „jakiś czas temu” to mogło mieć kilka godzin, bo Millie skupiona na malowaniu miewała tendencję do zapominania o całym świecie i tracenia poczucia czasu. – Wygląda pewnie lepiej niż za czasów świetności Juliusów – dorzuciła, spoglądając przez moment na sufit, zanim skierowała się do kuchni. Szła wolniej niż robiła to zazwyczaj, bo pilnowała się, żeby przypadkiem nie utykać. Jeszcze jeden ślad Spalonej Nocy: ten drobniejszy, jeden z tych, które miały szybko zniknąć, w porównaniu ze znacznie gorszymi. Ale próbowała odsunąć myśli o tych wszystkich innych, o zniszczeniach, ofiarach, szukaniu winnych, o rozpadającym się wokół niej świecie, i o skupieniu w tej chwili na małym kawałku tego świata: Millie i jej samopoczuciu.
Po kolei. Wszystko po kolei.
– Z oczami Thomasa już w porządku, mam nadzieję? – zapytała, kładąc pudełko na stole. – Teraz pewnie chwilowo nikt nie ma czasu cię wprowadzać w asystowanie Morpheusowi, co? Malowałaś cały dzień?
- W takim razie potraktuj to jako nagrodę za ten wcześniejszy posiłek. Z ciekawości, co dostaje wygrany? - spytała, zamykając pudełko. Podejrzewała zresztą, że ten „jakiś czas temu” to mogło mieć kilka godzin, bo Millie skupiona na malowaniu miewała tendencję do zapominania o całym świecie i tracenia poczucia czasu. – Wygląda pewnie lepiej niż za czasów świetności Juliusów – dorzuciła, spoglądając przez moment na sufit, zanim skierowała się do kuchni. Szła wolniej niż robiła to zazwyczaj, bo pilnowała się, żeby przypadkiem nie utykać. Jeszcze jeden ślad Spalonej Nocy: ten drobniejszy, jeden z tych, które miały szybko zniknąć, w porównaniu ze znacznie gorszymi. Ale próbowała odsunąć myśli o tych wszystkich innych, o zniszczeniach, ofiarach, szukaniu winnych, o rozpadającym się wokół niej świecie, i o skupieniu w tej chwili na małym kawałku tego świata: Millie i jej samopoczuciu.
Po kolei. Wszystko po kolei.
– Z oczami Thomasa już w porządku, mam nadzieję? – zapytała, kładąc pudełko na stole. – Teraz pewnie chwilowo nikt nie ma czasu cię wprowadzać w asystowanie Morpheusowi, co? Malowałaś cały dzień?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.