• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[09.09.1972] And this house just ain't no home

[09.09.1972] And this house just ain't no home
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#8
15.09.2025, 22:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2025, 22:14 przez Baldwin Malfoy.)  
Nic poza nami nie zostanie.
Jej słowa były niczym stary tren wyśpiewywany podczas obrządku zaślubin. Nadpalone ściany powtarzały milczącą przysięgę, obietnicę. Aby się dopełniły słowa spisane przez pierwszych kapłanów. I oto Matka, która niegdyś była Dziewicą o dłoniach skrępowanych sznurem zrękowin spocznie z Nim w jednym grobie, a Starucha zamknie nad nimi wieko ziemi. Bowiem grób był ich łożem, a łoże - grobem.
Pochylił w milczeniu głowę, z pokorą przyjmując pocałunek na czole. Trwali w tym cichym geście jakby mieli dla siebie cały czas we wszechświecie. Spalony zegar nigdy już miał nie poruszyć wskazówkami, ale przecież nawet one  dwukrotnie na dobę wskażą prawdę. Skóra piekła od ciężaru znaczenia, nie od samego dotyku.
Pocałunki kochanek smakowały inaczej niż ten.

Zignorował kompletnie jej słowa o liście do Marcusa. Zignorował, bo były bzdurą. Gdyby chciał, sam napisałby do swojego ojca. Zresztą pewnie nie oczekiwała na nie odpowiedzi, bo kontynuowała swoją opowieść jak gdyby nigdy nic.
Nie przerwał, choć kusiło, żeby chociaż unieść brew, gdy w narrację wplotła starą Malouelową i jej legendarną laskę. Cóż. Nie był święty, sam za dzieciaka dostał nią raz czy dwa po łbie aż mu zagwizdało w uszach. Ale było w tym coś groteskowego i uroczego - obraz krzepkiej staruszki, która zamiast uciekać wali łobuza po głowie. Tak. To brzmiało znajomo.
Lorraine mówiła szybko, a gdy mówiła szybko to robiła to po to, aby zagłuszyć swoje własne myśli. Powątpiewanie. Zmęczenie. Strach. Mówiła dalej, tonem, który powoli stawał się miększy - tym samym opowiadała córce bajki na dobranoc. Ostatnią z nich. Jeszcze jedną. I kolejną, bo mała poprosiła tak ładnie, że nie szło jej odmówić. Bajki bez początku czy końca, bo koniec zawsze oznaczał pożegnanie, a ona nie chciała już nigdy żegnać z kimkolwiek.
Każde imię, które padało z ust czarownicy, rysowało nowe oblicze Nokturnu. Dokładało kolejną linię do pejzażu ukochanego miejsca. Nie były to monumentalne historie - ot drobne anegdoty, błyski odwagi i ludzkiej głupoty. Czy gdyby jej powiedział o martwym brygadziście i absolutnie nieudanej próbie hipnozy pokręciłaby tylko głową? Pewnie tak. Nigdy nie przepadała za bajką o Popielu. Wolała historię Wandy co nie chciała męża. Historie stawały się tkanką życia. Ich życia. Życia Nokturnu.
Nadpalony, pokryty gruzem i kurzem Nokturn przetrwał tą okropną noc. Dlaczego z nimi miałoby być inaczej?
Podziemne Ścieżki przetrwały. Nie zastanawiał się czy to dlatego, że nawet Śmierciożercom nie uśmiechało się szarpać z Madame. A może nikt kurwa zwyczajnie nie dał im mapy Katakumb.

- Nie wiem czy odpowie.- Powiedział cicho. Nie wiem czy chciałabyś, żeby odpowiedział. Malfoyowie byli uczeni, że w życiu można mieć wszystko. Świat był na skinienie ich dłoni - przywykli do tego, od wieków karmieni historiami o znaczeniu swojego nazwiska; swojego srebra na głowie i złota w podziemiach Gringotta. Ale to nie było warte nawet dwóch nędznych knutów, gdy było się dzieckiem Poety Podziemi.
Mógł powiedzieć, że Armand też cierpi z powodu rozłąki. Mógł przyznać jak często ten stary pijak myli ich imiona. Mógł ją po prostu zabrać z powrotem na dół i postawić przed faktem dokonanym. Ale nie zrobił tego. Córa marnotrawna musiała powrócić sama, żeby nadać wszystkiemu jakikolwiek sens.

Zacisnął usta w wąską kreskę. Wesoła kompania. Wciąż miał przed oczami tą pieprzoną maskę tego pieprzonego karalucha. Co by powiedziała, gdyby jej teraz wyznał co zadziało się w nocy? Nie miał problemu, żeby powiedzieć. Mógłby przed jej obliczem wyspowiadać się ze wszystkich grzechów tego świata, a uratowanie życia śmierciożerczej gnidzie byłoby najmniejszym z nich.
Ale Lorraine nie pytała, a on nie mówił.
- Wiem czego ode mnie chcesz Lorraine. I jeśli takie jest twoje życzenie - wrócę. Na Nokturn. Na Ścieżki. Do domu.
Dotyk był w ich przypadku dziwną rzeczą. Czasami zdawali się o nim zapominać, czasami od niego stronili, zwykle jednak istniał. Tak naturalny jak wspólnie wymieniane oddechy czy szepty nad udającą sen Fridą. Przesunął dłońmi po szczupłych ramionach czarownicy, w dół na przedramiona, by na koniec ująć jej dłonie. Spuścił wzrok. Dłonie Lorraine Malfoy były jednymi z piękniejszych jakie kiedykolwiek widział w życiu. Nie ucałował ich. Po prostu trzymał w swoich dłoniach, przesuwając opuszką kciuka po jej gładkiej skórze.
- Wrócę. Ale pod jednym warunkiem.
Zacisnął palce wyżej, na nadgarstkach półwili; upewnił się, że czuje kość pod skórą. Uścisk nie był czułością; wślizgnął się w granicę, gdzie przyjemny nacisk przechodzi w ból. Chciał, by zapamiętała-  nie jego słowa, a gest. Bo gesty zawsze panna Malfoy pamiętała najlepiej. Nie czekał na odpowiedź. Obrócił ją. Brutalnie. Jednym szarpnięciem, precyzyjnie, bez namysłu. Nie upadła - na to by nigdy nie pozwolił.
Przycisnął dłonie dziewczyny do chłodnego drewna ramy tak, by poczuła drzazgi i węgiel. Wdech. Stare szkło nie istniało; została tylko szrama po szybie, otwór w ścianie, przez który dymił świat. Wydech.
- Nie odwracaj się. Patrz.

Oboje wiedzieli czyj dom jest widoczny w oddali. Choć czy godziło się to nazwać domem?  Rezydencja. Już lepiej. Posiadłość zbyt droga by była cokolwiek warta. Z jej brzydkimi beżowymi ścianami, pomnikami w wymuskanym ogrodzie. Miejsce, w którym spędził tak niewiele czasu, a wystarczyło by pojąć jak martwe jest w środku. Puste. Zimne. Z ich punktu ciężko było dostrzec czy bardzo ucierpiała w pożarach. A może ogień nie tykał bogaczy? Czy zaklęty fresk wytrzymał czy skruszał, a świętokradcza bogini straciła resztki twarzy i godności - to nie miało żadnego znaczenia. Każdy obraz, który nie nosił jej twarzy był tylko zmarnowanym płótnem.
- Warunek jest prosty, moja słodka siostro. - Dodał po chwili, przesuwając się za nią, tak, by móc ucałować jej przykurzone włosy. Siostra nie bogini. Nie dziewica, nie matka, nie starucha. Jego siostra. Wreszcie puścił jej nadgarstki. Nie upewniał się czy nie zostawił siniaków. Palce zacisnął na jej na ramionach. Po to by przypomnieć, ale nie sprawić więcej bólu.
- Wrócę jeśli i ty wrócisz. Teraz - na Nokturn. A kiedy przyjdzie czas - zejdziesz ze mną. - Głos Baldwina zawisł nad jej głową jak pętla, którą był gotowy zacisnąć mocniej i mocniej na szyi półwili. Milczenie katakumb wdarło się ponownie do ich rozmowy, choć jeszcze stali na górze, grzani tą nędzną namiastką słońca, która ośmieliła się przedzierać przez chmury. To nie była groźba. To nawet nie była już prośba. Raczej wyrok za grzechy, których się dopuścili. Za to, że śmiali urodzić się w tej przeklętej rodzinie.- Gdy dokończę nasz obraz, zejdziesz tam ze mną po raz ostatni. Ty i ja. Nie pochowają nas na cmentarzu rodzinnym. Nie będzie pogrzebu, kwiatów i stypy. Nie będzie nawet trumien. Nie będzie już Fridy. Nie będzie Maeve. Nie będzie Scarlett. Nic poza nami nie zostanie.
Katakumby nie były dla nich grobem. Były zwieńczeniem i pieczęcią. Tą samą, którą planował na końcu wymalować krwią na żeliwnych drzwiach podziemnej kaplicy pierwszych heretyków; ostatnich heretyków - niespełnionych dzieci Poety, którego głos pewnie nawet wtedy będzie szumiał po kamiennych korytarzach grobowca.
Nie wyobrażał sobie innego końca. Tak samo, jak nie wyobrażał sobie powrotu.
- Przysięgnij mi to, na grób swojego ojca, a wrócę z tobą do domu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (4466), Lorraine Malfoy (8957)




Wiadomości w tym wątku
[09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Lorraine Malfoy - 15.04.2025, 16:31
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Baldwin Malfoy - 16.04.2025, 13:23
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Lorraine Malfoy - 22.04.2025, 16:58
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Baldwin Malfoy - 29.05.2025, 14:24
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Lorraine Malfoy - 03.06.2025, 05:16
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Baldwin Malfoy - 24.06.2025, 19:52
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Lorraine Malfoy - 17.07.2025, 14:41
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Baldwin Malfoy - 15.09.2025, 22:11
RE: [09.09.1972] And this house just ain't no home - przez Lorraine Malfoy - 30.09.2025, 21:36

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa