14.09.2025, 22:40 ✶
Kiedy osiągnęła swoje trzecie co, zupełnie nieświadoma procesów myślowych swojego przyjaciela, zaśmiała się radośnie, a śmiech jej rozniósł się po całym na razie dość wyludnionym Księżycowym. Ludzie potracili domy. Rodzinę. Bliskich. Czekała ich mordercza praca, znajdowanie innym domów, zdejmowaniem klątw, oczyszczaniem z gruzowisk i budowaniem nowego życia. Księżycowy Staw, ich tajna baza były poza tym wszystkim, a rozmowy tutaj mogły spokojnie toczyć się na temat pary koni, które gdzieś przy okazji mówiły. Salami z tego nie będzie raczej.
Mina Basiliusa była bezcenna, a Miles nigdy nie była mistrzynią percepcji. Jedyne co widziała to swoją surrealistyczną radość, że wszystko co było dla niej ważne przetrwało, a oni mogli gadać o tym o czym gadali.
Momentalnie pochyliła się do Preweta i cmoknęła go w ramach podziękowania w policzek. Powinna się odsunąć, ale już i tak przystanęli, już i tak przed momentem opierała usta i wargi o jego skórę, dlaczego tak bardzo chciała zrobić to znowu.
– Jesteś najlepszy Liszek, masz doskonałą twarz kiedy śmigam po bandzie. Czego więcej chcieć? Uwielbiam z Tobą spędzać czas – komplement spłynął gładko, łaskocząc szorstki policzek, a ona przez moment zawahała się. Jakoś weszło jej to w nawyk widocznie. Czy rano przypadkiem nie pocałowała ich obu? A może to było wieczorem nim zasnęli? Zawahała się o sekundę za długo by wyglądało to naturalnie, zaraz po tem jednak zaśmiała się jeszcze raz, żywo, choć nieco za głośno.
– I kto teraz nie umie przyjmować komplementów co? W ogóle Tomuś się wypaplał o tym, że pisaliście do siebie listy miłosne kiedyś, to w ogóle jest zajebiste, że macie zbliżone specjalizacje. Pomyślałam, że moglibyśmy razem zrobić grupę antyklątwową i pomagać ludziom związanym z zakonem wiesz, hobbystycznie w weekendy. Ja się gówno znam na czymkolwiek, ale zostałabym Waszą sekretarką i taksówką, obiecuję, że nawet miałabym dla Was przekąski jakbyśmy skakali na fuszkę. Tommy nieco kręci nosem na spandeks, ale uznaliśmy że żółty i fioletowy to idealne kolory dla naszej ekipy co myślisz? Chyba, że wolisz mi opowiadać o tym jak Twoje konie się ruchają i co mówią w trakcie? – podjudzała go bardzo pospiesznie zmieniając temat za tematem. Zaraz potem umilkła w końcu zauważając, że trochę się skrzywił i pobladł. – Em… zmęczony jesteś co? Jeszcze moment Liszek, zdejmiesz temu marudzie opatrunek, napijesz się ciepłej herbatki i zaopiekujemy się Tobą. Obiecuję. – dodała o wiele łagodniej i ciszej, gdy stanęli już pod drzwiami ozdobionymi obrazem przedstawiającym tarotową kapłankę z twarzą Millie. Starszą, mądrzejszą, spokojniejszą. Świdrującą i prześwietlającą każdego kto chciał wejść do środka.
Mina Basiliusa była bezcenna, a Miles nigdy nie była mistrzynią percepcji. Jedyne co widziała to swoją surrealistyczną radość, że wszystko co było dla niej ważne przetrwało, a oni mogli gadać o tym o czym gadali.
Momentalnie pochyliła się do Preweta i cmoknęła go w ramach podziękowania w policzek. Powinna się odsunąć, ale już i tak przystanęli, już i tak przed momentem opierała usta i wargi o jego skórę, dlaczego tak bardzo chciała zrobić to znowu.
– Jesteś najlepszy Liszek, masz doskonałą twarz kiedy śmigam po bandzie. Czego więcej chcieć? Uwielbiam z Tobą spędzać czas – komplement spłynął gładko, łaskocząc szorstki policzek, a ona przez moment zawahała się. Jakoś weszło jej to w nawyk widocznie. Czy rano przypadkiem nie pocałowała ich obu? A może to było wieczorem nim zasnęli? Zawahała się o sekundę za długo by wyglądało to naturalnie, zaraz po tem jednak zaśmiała się jeszcze raz, żywo, choć nieco za głośno.
– I kto teraz nie umie przyjmować komplementów co? W ogóle Tomuś się wypaplał o tym, że pisaliście do siebie listy miłosne kiedyś, to w ogóle jest zajebiste, że macie zbliżone specjalizacje. Pomyślałam, że moglibyśmy razem zrobić grupę antyklątwową i pomagać ludziom związanym z zakonem wiesz, hobbystycznie w weekendy. Ja się gówno znam na czymkolwiek, ale zostałabym Waszą sekretarką i taksówką, obiecuję, że nawet miałabym dla Was przekąski jakbyśmy skakali na fuszkę. Tommy nieco kręci nosem na spandeks, ale uznaliśmy że żółty i fioletowy to idealne kolory dla naszej ekipy co myślisz? Chyba, że wolisz mi opowiadać o tym jak Twoje konie się ruchają i co mówią w trakcie? – podjudzała go bardzo pospiesznie zmieniając temat za tematem. Zaraz potem umilkła w końcu zauważając, że trochę się skrzywił i pobladł. – Em… zmęczony jesteś co? Jeszcze moment Liszek, zdejmiesz temu marudzie opatrunek, napijesz się ciepłej herbatki i zaopiekujemy się Tobą. Obiecuję. – dodała o wiele łagodniej i ciszej, gdy stanęli już pod drzwiami ozdobionymi obrazem przedstawiającym tarotową kapłankę z twarzą Millie. Starszą, mądrzejszą, spokojniejszą. Świdrującą i prześwietlającą każdego kto chciał wejść do środka.