12.09.2025, 19:49 ✶
Świat bywał pełen niespodzianek. Nie spodziewał się, że w ten spokojny dzień ześle mu tajemniczą, pełną wdzięku towarzyszkę podróży. Barker uśmiechnął się pod nosem szczęśliwy, że może się skupić na czymś innym niż na swoich myślach. Usiadł naprzeciwko, zachowując przy tym odpowiednie dostojeństwo dzięki wyprostowanej postawie ciała. Nie wychowywał się w wyższych sferach, więc całą swoją znajomość czarodziejskiego savoir vivre zachowywał na momenty go bezwzględnie wymagające, na inne okazje przyjmując zwyczajniejszy tryb bycia. Nie znając jej nie był jednak pewien czy może sobie pozwolić na swobodniejszą postawę.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Proszę czuć się jak u siebie. Czy życzyłaby sobie panienka coś do picia? – spytał, całkowicie już zapominając o swoich obowiązkach. Stos z listami leżał po jego lewej stronie i nic nie zanosiło się na to, by miał zostać ruszony.
Jej słowa, które wydawały się nie mieć adresata, wpierw go zaniepokoiły. Czyżby trafiła mu się jakaś wariatka? Pozbawiona rozumu psycholka, która nie wiadomo jak zareaguje, gdyby powiedział, że woli zostać sam.
Na szczęście tajemnica rozwiązała się. Artemis nie był duchem ani wytworem wyobraźni, tylko kimś, komu mógł się przyjrzeć. Leopold zaciekawiony pochylił się w stronę węża, wyłupiając w niego swoje spojrzenie. Nie czuł strachu przed nim, choć na pierwszy rzut oka nie sprawiał wrażenia przyjaznego. Zwierzęta rzadko kiedy chciały wyrządzić mu szkodę, czuł z nimi więź. Poza tym mało było rzeczy, które były w stanie go wystraszyć. Potrzebowałaby o wiele większego przyjaciela by poczuł obawę.
- To wyjątkowo ciekawy towarzysz podróży, panno Quirrell – Tym razem powiedział jej nazwisko bez zawahania. Przypomniał sobie skąd ją kojarzył: nie była ani malarką, ani aktorką. To tancerka występująca na scenie z wężami. Widział niedawno jej pokaz, ale dopiero Artemis pomógł mu wszystko sobie przypomnieć – Jak reaguje na nieznajomych? Czy mógłbym wziąć go na ręce? – spytał się póki co, nim otrzyma zgodę właścicielki, trzymając dłonie przy sobie. Gdy ich spojrzenia się spotkały, jego oczy wyrażały głównie spokój i zaciekawienie skupione na jej osobie.
Na jej nieszczęście był czujny przez cały czas. Usłyszał szept dziewczyny dostatecznie wyraźnie i nie do końca wiedział, o co mogło jej chodzić. Czyżby gdzieś w pomieszczeniu był kolejny zwierzak, do którego mówiła? Czyżby wchodząc sprowadziła ze sobą cały zwierzyniec? Wydawało mu się to mało prawdopodobne, więc zmrużył oczy, próbując sobie przypomnieć, czy nie mieli jakiś interakcji w Hogwarcie. Nic mu nie przychodziło do głowy.
- Czy my mieliśmy okazję się już poznać? – zadał pytanie całkowicie ignorując jej wypowiedź o pogodzie, poprawnie uznając ją za próbę odwrócenia jego uwagi - Myślę, że zapamiętałbym, gdybyśmy poznali się w szkole.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Proszę czuć się jak u siebie. Czy życzyłaby sobie panienka coś do picia? – spytał, całkowicie już zapominając o swoich obowiązkach. Stos z listami leżał po jego lewej stronie i nic nie zanosiło się na to, by miał zostać ruszony.
Jej słowa, które wydawały się nie mieć adresata, wpierw go zaniepokoiły. Czyżby trafiła mu się jakaś wariatka? Pozbawiona rozumu psycholka, która nie wiadomo jak zareaguje, gdyby powiedział, że woli zostać sam.
Na szczęście tajemnica rozwiązała się. Artemis nie był duchem ani wytworem wyobraźni, tylko kimś, komu mógł się przyjrzeć. Leopold zaciekawiony pochylił się w stronę węża, wyłupiając w niego swoje spojrzenie. Nie czuł strachu przed nim, choć na pierwszy rzut oka nie sprawiał wrażenia przyjaznego. Zwierzęta rzadko kiedy chciały wyrządzić mu szkodę, czuł z nimi więź. Poza tym mało było rzeczy, które były w stanie go wystraszyć. Potrzebowałaby o wiele większego przyjaciela by poczuł obawę.
- To wyjątkowo ciekawy towarzysz podróży, panno Quirrell – Tym razem powiedział jej nazwisko bez zawahania. Przypomniał sobie skąd ją kojarzył: nie była ani malarką, ani aktorką. To tancerka występująca na scenie z wężami. Widział niedawno jej pokaz, ale dopiero Artemis pomógł mu wszystko sobie przypomnieć – Jak reaguje na nieznajomych? Czy mógłbym wziąć go na ręce? – spytał się póki co, nim otrzyma zgodę właścicielki, trzymając dłonie przy sobie. Gdy ich spojrzenia się spotkały, jego oczy wyrażały głównie spokój i zaciekawienie skupione na jej osobie.
Na jej nieszczęście był czujny przez cały czas. Usłyszał szept dziewczyny dostatecznie wyraźnie i nie do końca wiedział, o co mogło jej chodzić. Czyżby gdzieś w pomieszczeniu był kolejny zwierzak, do którego mówiła? Czyżby wchodząc sprowadziła ze sobą cały zwierzyniec? Wydawało mu się to mało prawdopodobne, więc zmrużył oczy, próbując sobie przypomnieć, czy nie mieli jakiś interakcji w Hogwarcie. Nic mu nie przychodziło do głowy.
- Czy my mieliśmy okazję się już poznać? – zadał pytanie całkowicie ignorując jej wypowiedź o pogodzie, poprawnie uznając ją za próbę odwrócenia jego uwagi - Myślę, że zapamiętałbym, gdybyśmy poznali się w szkole.