10.09.2025, 18:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.09.2025, 19:01 przez Robert Albert Crouch.)
Nie miał pojęcia, czy słowa Gabriela były trucizną czy nektarem. Na pewno smakowały słodko, tak jak cała ta ich gra. Robert nie musiał się przedstawiać. Gdyby Montbel był czarodziejem, na pewno by go znał... a jeśli to mugol, wydawało się to jeszcze bardziej zakazane. Można było to łatwo sprawdzić, ale czy Robert chciał uprzedzać fakty? Czy kombinowanie nie zniszczyłoby tej chwili? Na szczęście Robert potrafił zdobyć się na odpowiednią subtelność.
– Niestety podlegam jedynie Ministrze... która jest mało wdzięczna za moje poświęcenie – westchnął. Przecież nie precyzował, czy była to mugolska czy magiczna ministra. Czarodziej jednak mógł połączyć kropki. W końcu ponoć mugolscy sędziowie nie byli w tym stopniu zależni od władzy wykonawczej.
Stanęli przy kolejnym dołku, słowa Gabriela znowu zaczęły go przyjemnie łaskotać, a kij golfowy pokierował się w górę nogi Roberta. Przez materiał spodni z domu mody Rosierów, poczuł on chłód metalu, przez który musiał wziąć głęboki oddech. Zaczynał czuć wzbierające się pożądanie, co ów tajemniczy nieznajomy zdawał się świadomie wykorzystywać. Kropelki potu spłynęły po czole sędziego, bo mimo chłodu jego towarzysza, zrobiło się mu dość gorąco. Miał nawet ochotę narzekać i zacząć się bezczelnie dopraszać. Wnioskować. Co za głupota... Szczególnie, że kusiła go wizja drugiej strony błagającej o coś od niego. Być może mógł nawet specjalnie popełnić jakiś błąd w ustawieniu nóg lub bioder. Wtedy Montbel mógłby uklęknąć i go skorygować.
Jeszcze rano nie przypuszczał, że mógłby kiedykolwiek o czymś takim pomyśleć.
– Cóż, wiesz, że jestem otwarty na doświadczenia... dwojakie. Jedno nie wyklucza drugiego – uśmiechnął się pod nosem. – Postaram się jednak teraz nie zawieść twoich nadziei.
Ustawił się tak dobrze, jak tylko potrafił, choć skoncentrować się było nawet ciężej niż zwykle. Jego dłonie zacisnęły się na kiju golfowym, cel został obrany. Potem oddech, zamach... I strzał.
Rzut AF na to, czy uda się Robertowi trafić do dołka.
Rady przydały się. Okazywało się, że dokładnie taki trening w jego przypadku się sprawdzał. Zadowolony odwrócił się do Gabriela i zahaczył palcem o jego krawat, łagodnie ciągnąc mężczyznę bliżej siebie. Potrzebował tego, choćby pocałunku. Ostatecznego testu, choć ten już dawno zdał na ocenę "wybitny".
– I co pan teraz sądzi, panie Montbel? Może zasłużyłem sobie na jakąś nagrodę – kijek golfowy opadł na ziemię, a druga dłoń sędziego znalazła się na pasku spodni Gabriela. Kolejny niby niedbały ruch, zahaczający palec, punkt zaczepienia. Być może nie wpaść w otchłań zwątpienia, która mimo wszystko wciąż gdzieś tam ziała pustką i chłodem oceniających spojrzeń. Jednak Robert chciał zachować swoją dumę. Tylko ona otwierała mu drogę do prawdy.
– Niestety podlegam jedynie Ministrze... która jest mało wdzięczna za moje poświęcenie – westchnął. Przecież nie precyzował, czy była to mugolska czy magiczna ministra. Czarodziej jednak mógł połączyć kropki. W końcu ponoć mugolscy sędziowie nie byli w tym stopniu zależni od władzy wykonawczej.
Stanęli przy kolejnym dołku, słowa Gabriela znowu zaczęły go przyjemnie łaskotać, a kij golfowy pokierował się w górę nogi Roberta. Przez materiał spodni z domu mody Rosierów, poczuł on chłód metalu, przez który musiał wziąć głęboki oddech. Zaczynał czuć wzbierające się pożądanie, co ów tajemniczy nieznajomy zdawał się świadomie wykorzystywać. Kropelki potu spłynęły po czole sędziego, bo mimo chłodu jego towarzysza, zrobiło się mu dość gorąco. Miał nawet ochotę narzekać i zacząć się bezczelnie dopraszać. Wnioskować. Co za głupota... Szczególnie, że kusiła go wizja drugiej strony błagającej o coś od niego. Być może mógł nawet specjalnie popełnić jakiś błąd w ustawieniu nóg lub bioder. Wtedy Montbel mógłby uklęknąć i go skorygować.
Jeszcze rano nie przypuszczał, że mógłby kiedykolwiek o czymś takim pomyśleć.
– Cóż, wiesz, że jestem otwarty na doświadczenia... dwojakie. Jedno nie wyklucza drugiego – uśmiechnął się pod nosem. – Postaram się jednak teraz nie zawieść twoich nadziei.
Ustawił się tak dobrze, jak tylko potrafił, choć skoncentrować się było nawet ciężej niż zwykle. Jego dłonie zacisnęły się na kiju golfowym, cel został obrany. Potem oddech, zamach... I strzał.
Rzut AF na to, czy uda się Robertowi trafić do dołka.
Rzut Z 1d100 - 73
Sukces!
Sukces!
Rady przydały się. Okazywało się, że dokładnie taki trening w jego przypadku się sprawdzał. Zadowolony odwrócił się do Gabriela i zahaczył palcem o jego krawat, łagodnie ciągnąc mężczyznę bliżej siebie. Potrzebował tego, choćby pocałunku. Ostatecznego testu, choć ten już dawno zdał na ocenę "wybitny".
– I co pan teraz sądzi, panie Montbel? Może zasłużyłem sobie na jakąś nagrodę – kijek golfowy opadł na ziemię, a druga dłoń sędziego znalazła się na pasku spodni Gabriela. Kolejny niby niedbały ruch, zahaczający palec, punkt zaczepienia. Być może nie wpaść w otchłań zwątpienia, która mimo wszystko wciąż gdzieś tam ziała pustką i chłodem oceniających spojrzeń. Jednak Robert chciał zachować swoją dumę. Tylko ona otwierała mu drogę do prawdy.