Dobrze było mieć to za sobą, wszystko - wyjątkowo łatwo zaczynało się spinać, nie, żeby Yaxley kiedykolwiek marzyła o wyszukanej, ślubnej ceremonii, ale wiedząc, że i tak ich to nie ominie wolała to zrobić na ich własnych zasadach, póki co to chyba działało, więc nie było wcale tak źle. Najważniejsze, że niedługo będą mieli to za sobą, załatwią te formalności i będą mogli rozpocząć nową drogę życia. Tyle. Faktycznie musieli zająć się innymi sprawami, które niosło to za sobą, ale nie musieli się nigdzie spieszyć, kiedy oficjalnie staną się małżeństwem na spokojnie będą mogli ułożyć swoją codzienność. Póki co bowiem zostali rzuceni w wir przygotowań i nie bardzo mieli czas na nic innego.
- Wydaje mi się, że to nie byłby problem. - Jeśli tego właśnie chciał, to pewnie jej ojciec był skłonny spełnić te życzenia. Jej rodzina była okropnie majętna, nigdy jakoś specjalnie się z tym nie kryła, ale też nie chwaliła. Ci, którzy byli z nią blisko wiedzieli, że mogła spełnić każdą swoją zachciankę, nie wydawało jej się jednak, aby to był powód dla którego Ambroise wybrał właśnie ją. Na pewno w ich świecie znaleźliby się tacy, którzy chętnie widzieliby ją u swojego boku z powodu majątku jej oraz jej rodziny, jednak to nie był on. Na szczęście nigdy nie musieli mierzyć się chociażby z pomysłem aranżowanego małżeństwa, ich rodzice bardzo dobrze zdawali sobie sprawę z tego, że nie byli osobami, którymi w jakikolwiek sposób można było manipulować. Nie kryli się ze swoim zdaniem, swoimi opiniami, nie dało się ich zmusić do czegokolwiek, wszystkie decyzje które podejmowali były faktycznie ich, robili tylko to, na co mieli ochotę.
- Staw jest trochę za mały, żadna kelpie nie będzie chciała tam zamieszkać. - Skoro już mieli mieć jakiś zbiornik wodny, to lepiej, aby byłoby to coś większego, bardzo chętnie zapoluje po raz kolejny na jakąś wodną bestię, niczego się nie nauczyła po tym jednym razie, kiedy omal nie umarła, nadal nie bała się wody, a ostatnio coraz częściej polowała w takich miejscach, jakoś tak się składało.
Wydawało jej się to jasne, że jest zadowolona. Geraldine tak naprawdę niewiele potrzebowała do szczęścia, musieli przebrnąć jeszcze przez te kilka dni, ale póki nie pojawiały się żadne problemy nie było się czym przejmować, jakoś sobie poradzą z całą ceremonią, mimo, że nie lubili być na świeczniku, w końcu będą mieli to za sobą w ten najbardziej oficjalny sposób, chociaż przecież wszyscy wiedzieli od lat, że to nie mogło się skończyć inaczej. Nie byli już najmłodsi, więc może to i dobrze, że zdecydowali się na ten krok, przynajmniej nie będą wzbudzać niepotrzebnych kontrowersji, będą mogli sobie żyć na swój sposób, to było dość sporo.
Znaleźli się bardzo blisko siebie, nie pierwszy raz w ten sposób, w tym miejscu. Poczuła oddech Ambroise'a na swojej szyi, zmrużyła na moment oczy, ale po chwili je otworzyła. Nie wydawało jej się, aby to był odpowiedni moment, by ulegać pokusie, naprawdę nie chciała dłużej tutaj zostać. Od samego początku ich wizyty w Snowdonii nie zakładała, że zostaną tutaj na noc, i byli całkiem blisko tego, by się wykręcić.
- To dobrze. - Wiedziała, że nie miał w zwyczaju zbyt wielkiej wylewności, ale to co powiedział było wystarczające, nie potrzebowała usłyszeć nic więcej. Najwyraźniej ogarnął ich podobny stan, w końcu wszystko zaczęło się układać, nie musieli przejmować się za bardzo tym, że coś pójdzie nie tak, bo właściwie co mogłoby się teraz takiego wydarzyć?
- Wiem, że moglibyśmy tutaj zostać, ale chyba wolę dzisiaj wrócić do Exmoor. - Wolała skonsultować z nim swoje zdanie, nie miała zamiaru decydować o tym, jaką podejmą decyzję, skoro byli w tym razem, to warto byłoby spytać go o zdanie.