08.09.2025, 17:45 ✶
– Tak! Resztki światła! Nie myślisz chyba, że twoje istnienie w moim życiu przez tyle lat nie dodawało mu żadnych barw!? – Barw, które były teraz przytłumione przez jego słowa we Francji i ciągnącą się za nim świadomość, że najwyraźniej nie rozumieli się w tak podstawowej zasadzie tego świata, jak to, że Jonathan Selwyn troszczył się o Anthony'ego Shafiqa.
To, w jaki sposób czarodziej wypowiedział jego imię, sprawiło, że “ogień świętego oburzenia” w Jonathanie nieco przygasł, a na jego miejscu pojawił się chłodny płomień niepokoju. Może przesadził? Co tak właściwie miał teraz powiedzieć, kiedy zaplanowany monolog przegrał z emocjonalną improwizacją, której sam do końca nie rozumiał?
Jaka radość?
Wpatrywał się w Anthony'ego w pełnej powadze, próbując znieść spojrzenie oczu jego… Szefa. Nie. Nie szefa. Przyjaciela. Szefa i przyjaciela. Jeśli będzie o nim myśleć jako o przyjacielu, to chyba łatwiej będzie i Tony'ego przekonać do tego, że dalej mogli się przyjaźnić.
Chyba że Tony tego nie chciał, a najlepszym sposobem, aby ochronić go po raz ostatni, było po prostu odejść? Albo dać mu odejść.
Wziął głęboki oddech, gdy usłyszał kolejne pytanie Anthony'ego.
Nie powiedział nie. Nie kazał mu wyjść.
– Myślę, że… – Zazwyczaj lepiej szły mu negocjacje. Zazwyczaj na tym etapie w głowie miał przynajmniej zarys punktów, które mógłbym poruszyć, a teraz? Nagle chwycił pióro, kartkę i zaczął coś rysować. Dwójka kreskowych ludzików stojących po przeciwnej stronie kartki. Następnie Jonathan narysował cieńkie półkole od jednego do drugiego, tak aby wyglądało to na bardzo prowizoryczny most. – No dobrze. Warunki brzegowe, hm, chyba powinienem był narysować jezioro, czy coś. Mniejsza o to. A więc tak. To tu… – Tu pokazał na półkole. – Myślę, że to jest ustalenie bazowego faktu, że nie chcę twojej krzywdy i podejrzewam, że ty w głębi serca nie chcesz mojej.
To, w jaki sposób czarodziej wypowiedział jego imię, sprawiło, że “ogień świętego oburzenia” w Jonathanie nieco przygasł, a na jego miejscu pojawił się chłodny płomień niepokoju. Może przesadził? Co tak właściwie miał teraz powiedzieć, kiedy zaplanowany monolog przegrał z emocjonalną improwizacją, której sam do końca nie rozumiał?
Jaka radość?
Wpatrywał się w Anthony'ego w pełnej powadze, próbując znieść spojrzenie oczu jego… Szefa. Nie. Nie szefa. Przyjaciela. Szefa i przyjaciela. Jeśli będzie o nim myśleć jako o przyjacielu, to chyba łatwiej będzie i Tony'ego przekonać do tego, że dalej mogli się przyjaźnić.
Chyba że Tony tego nie chciał, a najlepszym sposobem, aby ochronić go po raz ostatni, było po prostu odejść? Albo dać mu odejść.
Wziął głęboki oddech, gdy usłyszał kolejne pytanie Anthony'ego.
Nie powiedział nie. Nie kazał mu wyjść.
– Myślę, że… – Zazwyczaj lepiej szły mu negocjacje. Zazwyczaj na tym etapie w głowie miał przynajmniej zarys punktów, które mógłbym poruszyć, a teraz? Nagle chwycił pióro, kartkę i zaczął coś rysować. Dwójka kreskowych ludzików stojących po przeciwnej stronie kartki. Następnie Jonathan narysował cieńkie półkole od jednego do drugiego, tak aby wyglądało to na bardzo prowizoryczny most. – No dobrze. Warunki brzegowe, hm, chyba powinienem był narysować jezioro, czy coś. Mniejsza o to. A więc tak. To tu… – Tu pokazał na półkole. – Myślę, że to jest ustalenie bazowego faktu, że nie chcę twojej krzywdy i podejrzewam, że ty w głębi serca nie chcesz mojej.