Ominęła ją ta część z nieudaną próbą rzucenia na siebie zaklęcia. Może to i lepiej, bo na pewno odpowiednio by to skomentowała, zapewne będzie miała szansę jeszcze się tego dowiedzieć i nie omieszka wspomnieć co sądzi o takich metodach, zwłaszcza w domu pełnym medyków. Póki co to, co widziała wystarczyło jej aby uznać ich za okropnie nieodpowiedzialnych, jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, jakie może nieść to ze sobą konsekwencje, nawet jeśli była to tylko zabawa, że też przyszła panna młoda siedziała tam z nimi i się temu przyglądała.
Nie widziała również momentu w którym opuścili ogród, była zajęta spacerowaniem po sypialni, niepokoiła się, z daleka nie wyglądało to najlepiej, najchętniej od razu przyjrzałaby się Benjy'emu, jednak gdyby wybiegła stąd w podskokach to świadczyłoby samo za siebie, więc czekała - tak właściwie sama nie wiedziała na co czeka, bo przecież nie miała pewności, że postanowią skorzystać z jej pomocy, w końcu Greengrass też był lekarzem, nawet aktualnie nieco bardziej w formie od niej, bo Prue zajmowała się aktualnie głównie trupami, no może poza czasem wolnym, kiedy świadczyła różne usługi, różnym ludziom, w różnych miejscach.
Drzwi do sypialni się otworzyły, przez co Prue przystanęła w miejscu, przeczuwała kogo w nich zobaczy, bo niby kto inny miał się tu pojawić? Elias? No nie, jej brat nie był osobą, która chętnie się z nią tutaj spotykała, miała wręcz wrażenie, że ostatnio raczej unikał z nią kontaktu.
Odruchowo skrzyżowała ręce na piersiach, rzuciła, krótkie, szybkie spojrzenie na Benjy'ego, aby oszacować jak bardzo źle było. Z tej odległości nie wyglądało to najlepiej, ta krew nie wróżyła niczego dobrego, jednak zatrzymała wzrok na Greengrassie, w niego wpatrywała się dłuższą chwilę, nie mrugnęła przy tym ani razu. To spojrzenie nie było przyjemne, należało raczej do tych morderczych, na twarzy Prue również malował się grymas. Zdawała sobie sprawę z tego, kto był odpowiedzialny za to, że Benjy stał tu przed nią z zakrwawioną twarzą, no przynajmniej po części. Jasne, nikt go nie zmuszał do tego, aby się z nim napierdalał, ale to on skończył z zakrwawioną twarzą, a Ambroise stał sobie z boku, jakby nic wielkiego się nie wydarzyło.
Uniosła brwi i przeniosła spojrzenie na swojego chłopaka. Stwierdzenie, które padło z jego ust, było zaskakujące, być może trochę przesadzili, jakby ktokolwiek zamierzał to negować. Przesadzili, nie być może, dali się ponieść emocjom, albo jeszcze czemuś innemu, tak właściwie to trudno jej było stwierdzić czemu, bo nie wiedziała zbyt wiele o tych starciach fizycznych, czy ferworze walki, który musiał ich ogarnąć.
Powinni być rozsądniejsi, nie mieli po piętnaście lat, zastanawiała się, o czym myśleli, kiedy postanowili zacząć się tłuc, w sumie może lepiej, gdyby jednak tego nie wiedziała, nie sądziła bowiem, żeby jakikolwiek argument przemówił do niej w tej chwili.
- Nie no, gdzie tam, nic wielkiego się przecież nie stało. - Nie drgnęła jej nawet powieka, kiedy wypowiadała te słowa, chociaż wewnątrz naprawdę się gotowała, nie zamierzała jednak dać się ponieść emocjom.
- Masz tylko przeoraną całą twarz, to nic takiego. - Kontynuowała, bo czemu by nie. Była przy tym jednak całkiem opanowana, chociaż w jej oczach mogli dostrzec blask, a w sumie to może nawet i kurwiki.
- Do wesela się zagoi, prawda? Ups, wesele jest za cztery dni. - Rzuciła jeszcze bardzo lekko, powoli też zaczęła się zbliżać w stronę Fenwicka, aby przyjrzeć mu się z bliska, krok za krokiem, bardzo spokojnym tempem.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control