04.09.2025, 16:11 ✶
Uniósł brwi zdziwiony, lecz jego zdziwienie było teatralne, galanteryjne i pełne zabawnej psoty, gdy dalej udawał, że trwa ta dziwaczna rozprawa.
– Brak ogłady w moich morderstwach. Moja droga, nie spodziewałem się, że podczas naszej krótkiej interakcji wyrobiłaś sobie tak rozbudowaną opinię na temat mojej techniki pozbawiania obiadu życia. Zdawało mi się, że raczej dałem Ci odczuć w jak wysublimowany i elegancki sposób podchodzę do tej sztuki. – Ślizgali się niebezpiecznie obok sytuacji, która dla dwojga była przecież trudna i nieprzyjemna, ale to co wydarzyło się później… to mieli już omówione, o ile nie był to majak zaszczutego serca. Uśmiechnął się więc po tych słowach pojednawczo i ścisnął mocniej wiotkie palce w dłoni, którą - och tak, wcale jej nie wypuścił, gdy znalazł sobie to pod wieloma względami lepsze legowisko - cały czas trzymał. – Nie gniewam się. To miłe, że mnie odwiedziłaś. Masz moją wdzięczność za akt, nieważna już intencja. – Przesunął się nieco bliżej, przekrzywił głowę tylko po to, by przyciągnąć kobiece palce do warg, chyba wchodziło mu to niezdrowo w nawyk, cóż jednak zrobić gdy skóra jej gładka była jak płatki róży. Przyjemne doznanie. W końcu wyswobodził gałązkę i pogrążył się w rozmyślaniach o Londynie i potencjalnej Londyńskiej przygodzie.
– Wiesz, sądzę, że swoją pierwszą wizytą dołożyłem drew do pieca bezsenności. Widziałabyś jego minę na balu, przesiedzieliśmy obok siebie cały koncert i się nie zorientował… – Uśmiechnął się lekko, smutno, ale zaraz potem nabrał nowej werwy, gdy to jej smutek i jej zmartwienie przesłoniło cokolwiek innego. To było takie miłe, znów czuć się chcianym i potrzebnym. Nawet jeśli kłamała, to na bogów, jak słodkie było to kłamstwo… – Pojadę z Tobą Lucy. Nie będzie mi śmiertelny dyktował gdzie mogę, a gdzie nie mogę przebywać! A nie zdzierżę Francji ani dnia dłużej. Te wspomnienia muszą się w końcu zatrzeć i mała przeprowadzka to najlepsze co może mnie spotkać! – Nastroszył piórka, bo i nagle, w przeciwieństwie do rozmowy, która odbyła się kilka dni temu, chciał się lepiej zaprezentować, a nie jak rozmoczony papeć.
Zaraz potem zamyślił się znowu na moment dwa, milczeli chwilę w cichości zakurzonego popiołem salonu. Aż w końcu przekręcił ku niej głowę, by zapytać ją z niewinnością godną największego hultaja:
– Uważasz, że jestem ładny? – hamował uśmiech, ale zdradzały go oczy, gdy ewidentnie przestał ją dręczyć z powodu niesłusznych zarzutów, więc znalazł nowy obiekt do drwienia, łaskotania, dźgnięcia w oczekiwaniu reakcji. Jakiejś reakcji, och tak dobrze znał ten wyraz twarzy, jej twarzy, który mrowił mu na sklepieniu podniebienia.
– Brak ogłady w moich morderstwach. Moja droga, nie spodziewałem się, że podczas naszej krótkiej interakcji wyrobiłaś sobie tak rozbudowaną opinię na temat mojej techniki pozbawiania obiadu życia. Zdawało mi się, że raczej dałem Ci odczuć w jak wysublimowany i elegancki sposób podchodzę do tej sztuki. – Ślizgali się niebezpiecznie obok sytuacji, która dla dwojga była przecież trudna i nieprzyjemna, ale to co wydarzyło się później… to mieli już omówione, o ile nie był to majak zaszczutego serca. Uśmiechnął się więc po tych słowach pojednawczo i ścisnął mocniej wiotkie palce w dłoni, którą - och tak, wcale jej nie wypuścił, gdy znalazł sobie to pod wieloma względami lepsze legowisko - cały czas trzymał. – Nie gniewam się. To miłe, że mnie odwiedziłaś. Masz moją wdzięczność za akt, nieważna już intencja. – Przesunął się nieco bliżej, przekrzywił głowę tylko po to, by przyciągnąć kobiece palce do warg, chyba wchodziło mu to niezdrowo w nawyk, cóż jednak zrobić gdy skóra jej gładka była jak płatki róży. Przyjemne doznanie. W końcu wyswobodził gałązkę i pogrążył się w rozmyślaniach o Londynie i potencjalnej Londyńskiej przygodzie.
– Wiesz, sądzę, że swoją pierwszą wizytą dołożyłem drew do pieca bezsenności. Widziałabyś jego minę na balu, przesiedzieliśmy obok siebie cały koncert i się nie zorientował… – Uśmiechnął się lekko, smutno, ale zaraz potem nabrał nowej werwy, gdy to jej smutek i jej zmartwienie przesłoniło cokolwiek innego. To było takie miłe, znów czuć się chcianym i potrzebnym. Nawet jeśli kłamała, to na bogów, jak słodkie było to kłamstwo… – Pojadę z Tobą Lucy. Nie będzie mi śmiertelny dyktował gdzie mogę, a gdzie nie mogę przebywać! A nie zdzierżę Francji ani dnia dłużej. Te wspomnienia muszą się w końcu zatrzeć i mała przeprowadzka to najlepsze co może mnie spotkać! – Nastroszył piórka, bo i nagle, w przeciwieństwie do rozmowy, która odbyła się kilka dni temu, chciał się lepiej zaprezentować, a nie jak rozmoczony papeć.
Zaraz potem zamyślił się znowu na moment dwa, milczeli chwilę w cichości zakurzonego popiołem salonu. Aż w końcu przekręcił ku niej głowę, by zapytać ją z niewinnością godną największego hultaja:
– Uważasz, że jestem ładny? – hamował uśmiech, ale zdradzały go oczy, gdy ewidentnie przestał ją dręczyć z powodu niesłusznych zarzutów, więc znalazł nowy obiekt do drwienia, łaskotania, dźgnięcia w oczekiwaniu reakcji. Jakiejś reakcji, och tak dobrze znał ten wyraz twarzy, jej twarzy, który mrowił mu na sklepieniu podniebienia.