02.09.2025, 15:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.09.2025, 15:30 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)
Wargi Ambroisa rozchyliły się w niemym warknięciu, oczy zmrużyły się w koncentracji. Nie zamierzał pozwolić, by sprawy rozstrzygnęło losowe zachwianie. Ale równowaga chwiała się niebezpiecznie. Czuł to w napięciu własnych nóg, w gruncie ślizgającym się pod butami, w ciężarze przeciwnika, który zamiast paść na ziemię, podjął desperacką próbę wbicia się w niego i powalenia ich wspólnie na trawnik.
Czegóż innego mógł zresztą spodziewać się po Benjym? Fenwick był wprawiony w walce, robił to od lat, znacznie dłużej i częściej niż sam Greengrass. Nie dało się poddać tego wątpliwościom. Był także ewidentnie wyjątkowo zmotywowany, aby nie dać się własnej słabości, wykorzystując ją za to do przeniesienia ich walki na zupełnie inny poziom. Chciał ich sprowadzić do gruntu.
Jeśli zaś Greengrass wiedział co nieco o podobnych technikach, to właśnie to, że w tej bliskości bitka stawała się najbardziej nagła, zdecydowanie dużo bardziej zwierzęca. Żaden z nich nie miał już mieć miejsca na jakąkolwiek finezję. Geraldine miała dostać swoje przedstawienie i to z pewnością znacznie szybciej niż mogła to zakładać.
Pikuś w tym, że on także nie zamierzał tak łatwo ulegać. Nie, gdy przecież sam moment wcześniej wygłosił tamte słowa. Do samego końca zamierzał być tym, który prowadzi. Widział, że Benjy parł do przodu mimo bólu, że próbował udowodnić, iż bliskość może być jego przewagą.
Poczuł impet barku przyjaciela, który próbował wbić mu się w pierś, lecz zamiast przyjąć zderzenie frontalnie, jego ciało poszło instynktownie w bok. Biodra skręciły się o pół kroku, tors przechylił się w bok. Ramiona wyciągnął natomiast do przodu, usiłując złapać przeciwnika za barki w chwili, gdy ten rzucał się naprzód pełnym ciężarem. Palce Roisa wbiły się w materiał koszulki Fenwicka, próbując przytrzymać go tak, by wykorzystać jego własną dynamikę, jednocześnie samemu nie wywracając się na ziemię.
AF (◉◉◉○○) - unik, chwyt
Siła uderzenia barku Benjy'ego rozeszła się po jego klatce piersiowej, ale Ambroise nie pozwolił, by to nim zachwiało. Każdy mięsień napiął jak strunę, w oczach miał czystą determinację, a pod powierzchnią skóry: chłodną, zimną satysfakcję. Nie musiał nic mówić, sam ruch mówił wszystko.
Prawa noga Roisa uniosła się błyskawicznie, kolano wystrzeliło w górę w stronę splotu słonecznego przeciwnika. Mierzył precyzyjnie. Nie chodziło o przypadkowe uderzenie, lecz o cios, który miał wyrwać oponentowi powietrze z płuc, złamać ten półuśmiech, który jeszcze chwilę temu igrał na ustach Fenwicka. Czuł pieczenie mięśni własnych przedramion, które pracowały, by utrzymać go wystarczająco blisko i jednocześnie nie pozwolić Benjy'emu tak łatwo go wywrócić. Jeśli jednak uderzenie się powiodło, zamierzał puścić przeciwnika. Oczywiście, że musiał to zrobić.
AF (◉◉◉○○) - uderzenie w splot słoneczny
Czegóż innego mógł zresztą spodziewać się po Benjym? Fenwick był wprawiony w walce, robił to od lat, znacznie dłużej i częściej niż sam Greengrass. Nie dało się poddać tego wątpliwościom. Był także ewidentnie wyjątkowo zmotywowany, aby nie dać się własnej słabości, wykorzystując ją za to do przeniesienia ich walki na zupełnie inny poziom. Chciał ich sprowadzić do gruntu.
Jeśli zaś Greengrass wiedział co nieco o podobnych technikach, to właśnie to, że w tej bliskości bitka stawała się najbardziej nagła, zdecydowanie dużo bardziej zwierzęca. Żaden z nich nie miał już mieć miejsca na jakąkolwiek finezję. Geraldine miała dostać swoje przedstawienie i to z pewnością znacznie szybciej niż mogła to zakładać.
Pikuś w tym, że on także nie zamierzał tak łatwo ulegać. Nie, gdy przecież sam moment wcześniej wygłosił tamte słowa. Do samego końca zamierzał być tym, który prowadzi. Widział, że Benjy parł do przodu mimo bólu, że próbował udowodnić, iż bliskość może być jego przewagą.
Poczuł impet barku przyjaciela, który próbował wbić mu się w pierś, lecz zamiast przyjąć zderzenie frontalnie, jego ciało poszło instynktownie w bok. Biodra skręciły się o pół kroku, tors przechylił się w bok. Ramiona wyciągnął natomiast do przodu, usiłując złapać przeciwnika za barki w chwili, gdy ten rzucał się naprzód pełnym ciężarem. Palce Roisa wbiły się w materiał koszulki Fenwicka, próbując przytrzymać go tak, by wykorzystać jego własną dynamikę, jednocześnie samemu nie wywracając się na ziemię.
AF (◉◉◉○○) - unik, chwyt
Rzut Z 1d100 - 67
Sukces!
Sukces!
Siła uderzenia barku Benjy'ego rozeszła się po jego klatce piersiowej, ale Ambroise nie pozwolił, by to nim zachwiało. Każdy mięsień napiął jak strunę, w oczach miał czystą determinację, a pod powierzchnią skóry: chłodną, zimną satysfakcję. Nie musiał nic mówić, sam ruch mówił wszystko.
Prawa noga Roisa uniosła się błyskawicznie, kolano wystrzeliło w górę w stronę splotu słonecznego przeciwnika. Mierzył precyzyjnie. Nie chodziło o przypadkowe uderzenie, lecz o cios, który miał wyrwać oponentowi powietrze z płuc, złamać ten półuśmiech, który jeszcze chwilę temu igrał na ustach Fenwicka. Czuł pieczenie mięśni własnych przedramion, które pracowały, by utrzymać go wystarczająco blisko i jednocześnie nie pozwolić Benjy'emu tak łatwo go wywrócić. Jeśli jednak uderzenie się powiodło, zamierzał puścić przeciwnika. Oczywiście, że musiał to zrobić.
AF (◉◉◉○○) - uderzenie w splot słoneczny
Rzut Z 1d100 - 41
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down