- Tjaaa. - Miała świadomość, że to było dziwne, bo nie darzyli się z Fenwickiem nawet jakąś szczególną sympatią, ale jakoś tak wyszło, że to właśnie on był przy tym, kiedy dowiedziała się tego, co im się przytrafiło. Sama zapewne nie wybrałaby go na osobę, która miała dowiedzieć się pierwsza, ale jakoś tak wyszło, zresztą nie przeszedł obojętnie wokół niej, gdy poczuła się źle, a w domu nie było prawie nikogo kto mógłby jej pomóc. Ostatnio coraz mniej przeszkadzała jej jego obecność, może nie darzyli się sympatią, ale zaczęła go akceptować, a to było całkiem sporo jak na Yaxley.
- Na pewno. - To powinno być przecież całkiem jasne. Niedowierzała w to, że Roise faktycznie o to pytał, z drugiej strony był to całkiem dobry sposób na rozluźnienie atmosfery, która jeszcze chwilę wcześniej była dość mocno gęsta.
Lubili kontrolować swoje życie, a w tym przypadku zupełnie nie mieli takiej możliwości, bo ciąża okazała się być niespodzianką, czy jednak faktycznie było to aż taką tragedią? No nie do końca, musieli jeszcze jakoś ułożyć sobie to wszystko w głowach, przygotować jakiś plan, ale mieli na to nieco czasu. Nie wątpiła w to, że gdy oswoją się z sytuacją będzie prościej, na szczęście mieli czas, jakieś pół roku, to wcale nie było tak mało.
Ten dzień był dosyć interesujący, także Geraldine miała do przekazania dosyć sporo informacji swojemu narzeczonemu, właściwie gdy się zaczął nie zakładała, iż tak wiele się może wydarzyć. Musiała jednak jakoś wszystko, po kolei mu opowiedzieć, bo było tego sporo. Zaczęła od tej niecierpiącej zwłoki rewelacji, ale kolejne wcale nie miały być jakoś mniej istotne.
- Coś w ten deseń, powiedzmy, że zdążyła się ze mną spotkać dwa razy, z czego jedno z tych spotkań wiązało się z mierzeniem sukni ślubnej. - To powinno mówić samo za siebie. Ursula dość szybko zaczęła wszystko planować, nie ma się jej co dziwić, czekała w końcu na to, aż jej wszyscy wychowankowie ułożą sobie życia, jak należy.
- Stanęło na tym, że najlepiej będzie, jeśli zrobimy to jak najszybciej, dzień po Mabon, to za jakiś tydzień z hakiem. - Uśmiechnęła się dość niezręcznie, bo sama nie spodziewała się, iż dojdzie do tego w tak krótkim czasie, zważając jednak na to, jak klarowała się aktualnie sytuacja, to chyba nie był najgorszy pomysł.
- Wydaje mi się, że to wcale nie jest taki głupim pomysłem. - Ludzie nie będą mieli szansy, aby zbyt wiele gadać na ten temat, bo aktualnie większość z nich jeszcze mierzyła się z konsekwencjami związanymi z pożarami, nie mógł im się trafić lepszy moment na to, aby zorganizować ślub, bez większych kontrowersji. Zresztą było to przecież całkiem typowym rozwiązaniem, zważając na to, że sytuacja robiła się coraz bardziej napięta, to często niosło ze sobą podobne zachowania. Nikt nie powinien zastanawiać się nad powodem dla którego akurat teraz mogli chcieć zmienić swój stan cywilny.
- Właściwie to sukę. - Wolała to nieco sprostować, ale tak, zupełnie przypadkiem przyprowadziła dzisiaj ze sobą psa, który stanął na drodze jej i Fenwicka. - Był wychudzony, Benjy powiedział, że nie może go wziąć, więc padło na mnie. - Nie mogła przecież zostawić biednego, smutnego pieska samego sobie, czyż nie? Musiała go zabrać do domu, to było całkiem prostym rozwiązaniem.