28.08.2025, 08:26 ✶
– Ale byłoby to doskonałą szansą do eksperymentów – odparła Charlotte synom, marszcząc lekko czoło. Przy całej swojej dyskryminacji wobec wszystkich istot w jakimś stopniu nieludzkich, w tym nieumarłych, śmiercią była w pewien sposób zafascynowana.
Nie żeby naprawdę chciała zrobić z Jonathana ghula. Bogowie, aż wzdrygnęła się na samą myśl o tym, jak by wtedy wyglądał i jaki zapach zapewne by go otaczał.
– Nie widziałam żadnych śmierciożerców, ale ludzie poszaleli. Sąsiedzi atakowali sąsiadów, czystokrwiści mugolaków, mugolaki czystokrwistych… aż trudno mi uwierzyć, że czegoś nie było w tym popiele, bo to normalne, że ktoś chciał wykorzystać sytuację, skala jednak jest porażająca.
Mimo wszystko zwykle ci, którzy mieli coś do stracenia, zwykle rzucali się w pierwszej kolejności do ratowania siebie, rodziny i dobytku, a nie do atakowania przypadkowych przechodniów, więc ilość chaosu, jaki wybuchał i bez zamaskowanych panów i pań (nie dyskryminujmy, Charlotte była pewna, że gdyby nie problemy z sercem, jej matka chętnie podpaliłaby parę domów mugolaków), zaskakiwała panią Kelly.
– Być może jakiś czas będziesz musiał wypłacać za mnie pieniądze. Nie chcę więcej oglądać tych pokurczy – powiedziała do syna, gdy wyraził obawę o swoją pracę. Z pewną zapalczywością, ani myśląc przyznać, że zapewne ta niechęć była dwustronna i gobliny po tej nocy nie będą skłonne oglądać jej, a przynajmniej nie te dwa, z którymi się pokłóciła… Powinny być wdzięczne, że w ogóle z nimi rozmawiała! – Istnieją mugolskie banki – stwierdziła, z pewnymi oporami, bo mugole i gobliny, sama nie wiedziała, co gorsze. - Doskonały plan, Theo, ale niestety żaden z was nie chciał zostać stolarzem.
Wolałaby stolarza niż pracownika goblińskiego banku, ale Charlotte, mimo teatralnych westchnień i narzekania przyjaciołom, wykazywała bardzo dużą tolerancję wobec wyborów dzieci, i nie próbowała na siłę popychać ich na inne drogi. Może dlatego, że pamiętała, jaki efekt wywarło to w przypadku jej i jej rodziców.
– Własny bank… hm… trochę by mnie przerosło, ale może Anthony zainteresowałby się tym pomysłem… – mruknęła jeszcze do chłopców, jakby z pewnym zastanowieniem. Może tylko przydusił ją dym. A może naprawdę zastanawiała się nad zachęcaniem Shafiqa do założenia banku, tylko po to, żeby nie musiała powierzać oszczędności goblinom.
Nie żeby naprawdę chciała zrobić z Jonathana ghula. Bogowie, aż wzdrygnęła się na samą myśl o tym, jak by wtedy wyglądał i jaki zapach zapewne by go otaczał.
– Nie widziałam żadnych śmierciożerców, ale ludzie poszaleli. Sąsiedzi atakowali sąsiadów, czystokrwiści mugolaków, mugolaki czystokrwistych… aż trudno mi uwierzyć, że czegoś nie było w tym popiele, bo to normalne, że ktoś chciał wykorzystać sytuację, skala jednak jest porażająca.
Mimo wszystko zwykle ci, którzy mieli coś do stracenia, zwykle rzucali się w pierwszej kolejności do ratowania siebie, rodziny i dobytku, a nie do atakowania przypadkowych przechodniów, więc ilość chaosu, jaki wybuchał i bez zamaskowanych panów i pań (nie dyskryminujmy, Charlotte była pewna, że gdyby nie problemy z sercem, jej matka chętnie podpaliłaby parę domów mugolaków), zaskakiwała panią Kelly.
– Być może jakiś czas będziesz musiał wypłacać za mnie pieniądze. Nie chcę więcej oglądać tych pokurczy – powiedziała do syna, gdy wyraził obawę o swoją pracę. Z pewną zapalczywością, ani myśląc przyznać, że zapewne ta niechęć była dwustronna i gobliny po tej nocy nie będą skłonne oglądać jej, a przynajmniej nie te dwa, z którymi się pokłóciła… Powinny być wdzięczne, że w ogóle z nimi rozmawiała! – Istnieją mugolskie banki – stwierdziła, z pewnymi oporami, bo mugole i gobliny, sama nie wiedziała, co gorsze. - Doskonały plan, Theo, ale niestety żaden z was nie chciał zostać stolarzem.
Wolałaby stolarza niż pracownika goblińskiego banku, ale Charlotte, mimo teatralnych westchnień i narzekania przyjaciołom, wykazywała bardzo dużą tolerancję wobec wyborów dzieci, i nie próbowała na siłę popychać ich na inne drogi. Może dlatego, że pamiętała, jaki efekt wywarło to w przypadku jej i jej rodziców.
– Własny bank… hm… trochę by mnie przerosło, ale może Anthony zainteresowałby się tym pomysłem… – mruknęła jeszcze do chłopców, jakby z pewnym zastanowieniem. Może tylko przydusił ją dym. A może naprawdę zastanawiała się nad zachęcaniem Shafiqa do założenia banku, tylko po to, żeby nie musiała powierzać oszczędności goblinom.