Powiedziała Ursuli, że pozwoli Greengrassowi się przebadać, to zawsze było lepszą opcją, niżeli Lestrange, która na pewno bardzo szybko połączyłaby kropki, nie do końca jeszcze wiedziała, jak spojrzy jej w oczy po tym, jak rano mówiła, że nie planują powiększenia rodziny. Nie chciała jej okłamać, ale wtedy jeszcze nie była świadoma swojego stanu, Ursula musiała skorzystać ze swojego szóstego zmysłu, być może i wiedziała wcześniej o tym, czego oni nie byli zupełnie świadomi. Tak, czy siak, chyba w tym wypadku jednak wolała skorzystać z pomocy swojego narzeczonego.
- Chyba nie mam innego wyjścia, Ursula już mi to proponowała, ale wolałam tego uniknąć. - Miała nadzieję, że zrozumie dlaczego, to było chyba całkiem jasne.
Z dwojga złego wolała, aby to Ambroise spojrzał na nią swoim fachowym okiem, chociaż jasne było jakie miała podejście do swoich problemów zdrowotnych, w tym wypadku było jednak nieco inaczej, bo nie chodziło tylko o nią, wypadałoby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku ze względu na dziecko, nie mogła myśleć tylko o sobie, to już nie mogło mieć miejsca. Stała się odpowiedzialna za inne życie, to było sporą odpowiedzialnością, w tym wypadku nie mogła niczego bagatelizować.
- Przecież nic mi nie jest, mogę chodzić. - Nie była obłożnie chora, czy coś, przewróciła jeszcze oczami, po czym podniosła się z fotela po to, aby za chwilę znaleźć się w końcu na kolanach Greengrassa.
Być może nie planowali tego, co się stało, jednak nie czuła jakiegoś wielkiego ciężaru związanego z takim obrotem sprawy, miała wrażenie, że ze wszystkim jakoś sobie poradzą, że przyjdzie im to raczej łatwo, niż trudno. Raczej towarzyszył jej dziwny, wewnętrzny spokój, no i kamień spadł jej z serca, bo podzieliła się z nim tym wszystkim, już nie musiała obawiać się jego reakcji, która nie okazała się zresztą też jakaś przytłaczająca. Był zaskoczony, ale kto by nie był? To było nieplanowane, nie zakładali, że ich życie, aż tak się zmieni w przeciągu kilku miesięcy.
- Mam też jeszcze jedną sprawę. - Powiedziała, kiedy oparła w końcu głowę na jego ramieniu. Wypadało chyba wspomnieć o psie? Cóż, nie było to jedyną rzeczą, o które miała mu jeszcze powiedzieć. Tak wiele wydarzyło się tego dnia, że miała wrażenie, że przez ostatnie kilka tygodni nie stało się tak dużo. W końcu też ustaliła z Ursulą, że warto byłoby pomyśleć o ślubie po Mabon, a miało to być za kilka dni, chyba zainteresowany też powinien o tym wiedzieć, bardzo wiele go ominęło podczas tej jednej, krótkiej wycieczki do Londynu, na szczęście mieli całą noc, aby nadrobić te zaległości.
Postanowiła jednak zacząć od psa, bo w tej chwili wydawał się być najmniejszym ze wszystkich problemów, tak będzie prościej, nie wydawało jej się, aby Ambroise był zachwycony tym faktem, ale teraz było za późno, żeby się nad tym zastanawiać, zresztą ciągle powtarzała sobie w głowie, że jeden pies w tę, czy w drugą stronę to nie była zbyt wielka różnica, powoli zaczynali mieć naprawdę wielką rodzinę.