Przekaz był jasny. Zachowała się odruchowo, naturalnie dla siebie, bo przecież nie było to nic takiego, nic wielkiego, ot kupno sukienki, ale wraz z jego kolejnym komentarzem, ze zmianą tonu głosu, intensywnością spojrzenia nie mogła nie skapitulować, bo przecież nie chodziło tylko o ten głupi zakup. To było dużo więcej, chociaż mogło wydawać się tylko błahą sprawą.
Przyzwyczajenia, które były dla niej typowe od lat, nie widziała potrzeby, aby je zmieniać, zresztą jak dotąd nikt nie chciał tego robić, bo nie dopuszczała do siebie wystarczająco blisko zupełnie nikogo. Musiała nauczyć się nie być, aż tak bardzo samowystarczalną. Rozumiała, że jako jej facet miał chęć od czasu do czasu w czymś jej pomóc, czy coś jej kupić. Toczyła wewnętrzną walkę ze sobą, ale odpuściła. To było przecież całkiem normalne w związkach. Ludzie o siebie dbali, okazywali to w różny sposób, myśleli o sobie podczas rozmaitych sytuacji.
Przy nim łatwo przychodziło jej zmienianie swoich nawyków, uczyła się jak to jest żyć z kimś obok, co wcale nie było takie proste po latach spędzonych w pojedynkę, w swojej własnej bańce, w której nie musiała brać pod uwagę nikogo innego. Nie było to łatwe, ale chciała spasować, chciała dać mu szansę na to, by mógł okazywać swoje zaangażowanie, w taki sposób w jaki miał ochotę. Dopuszczała go do siebie naprawdę blisko, to pewnie nie miało się zmienić, bo jej na nim zależało, była gotowa więc wprowadzić pewne zmiany w swoim sposobie myślenia. Na tym chyba też polegały związki, na dostosowywaniu się do siebie.
Przewróciła oczami, kiedy usłyszała jego kolejny komentarz, chociaż kącik ust drgnął jej w uśmiechu. Zmiana tematu wydawała się całkiem logiczna, spędzili dzisiaj dużo czasu na rozmawianiu o nie do końca przyjemnych rzeczach, pierwszy raz się poważnie ścieli, więc warto było odpuścić kolejny, który mógł przynieść drobną sprzeczkę. W sumie to już nie, bo przecież spasowała, kolejna cegła z tego dość grubego muru, który wokół siebie budowała została wyciągnięta. Tak właściwie nie pozostawało ich już zbyt wiele, nie przy nim.
- Jasne, od tego powinieneś zacząć. - Gdy wrócił do rezydencji od tego powinien zacząć, a nie od tej rozmowy, której ciężar powoli zaczął znikać. To nie powinno wyglądać w ten sposób, ale stało się, już się nie odstanie, mieli to za sobą, wyjaśnili wszystkie wątpliwości, to na pewno było sporym plusem.
- Tak, zaliczyliśmy z Greengrassem nalot na kuchnię podczas naszego dzisiejszego wróżenia. - Spędzili razem całe popołudnie, wieczór, więc mieli szansę zgłodnieć, szczególnie, że wyjarali sporo, co również powodowało jeszcze większy apetyt. Teraz chyba jednak nie była już głodna, chociaż kto wie, środek nocy to idealny czas na zjedzenie kawałka czekolady, albo czegoś innego równie atrakcyjnego.
- Ale chętnie Ci potowarzyszę. - Nie musiała przecież jeść, mogła patrzeć, jak on to robi. Grunt, że mogli spędzić razem trochę czasu, lubiła te momenty, zupełnie zwyczajne, kiedy mogli rozmawiać o wszystkim i o niczym. Najważniejsze, że ciężar niedopowiedzeń, wątpliwości, który się między nimi pojawił już przepadł, zniknął. Wyjaśnili sobie wszystko i mogli wrócić do tego, co było przyjemniejszą częścią, do tej codzienności i zwyczajności, w którą udało im się już wejść.
Benjy jednak nie ruszył się z miejsca, zamiast tego przyciągnął ją do siebie zupełnie niespodziewane, tym jednym zdecydowanym ruchem i nim zdążyła ogarnąć co się dzieje zbliżył swoje usta do jej. Oczywiście, że mu się nie opierała, jakże mogłaby to zrobić. Poddała się tym pocałunkom, które podkreślały to, że wszystko między nimi wróciło do normy. W zapomnienie już całkowicie odeszła ta sprzeczka, w której się poróżnili. Ponownie ogarniał ją spokój.
Oparła swoje dłonie na jego piersi, zatracała się w pocałunkach, każdy z nich smakował zupełnie inaczej, jakby niósł za sobą inny przekaz. Wyrażały więcej niż słowa. Odetchnęła głęboko, kiedy na moment się odsunął, oczy jej błyszczały, a twarz nabrała koloru. - Miałeś coś zjeść. - Powiedziała cicho, nie, żeby chciała, aby przerywał, jednak z tyłu głowy ciągle miała to, że wrócił tu po całym dniu nieobecności, wypadało, aby najpierw zajął się swoimi podstawowymi potrzebami, później będą mogli się zająć tymi mniej palącymi, które mogły nieco zaczekać.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control