24.08.2025, 00:21 ✶
Spojrzałem na Prudence spokojnie, chociaż czułem, że nie byłem do końca zadowolony z kierunku, w jakim szła ta rozmowa. Westchnąłem, marszcząc brwi - prawda była taka, że chciałem po prostu zrobić coś dla niej, być facetem, który potrafi zadbać o kobietę, z którą zdecydował się być - nawet, jeśli tylko na pewien czas, teraz już nieokreślony. Nie musiała prostować się, ani patrzeć na mnie z tą miną, której nietrudno było nie rozszyfrować.
- Chcę zlobiś swojej dziewczynie plezent. - Odezwałem się w końcu, świadomie akcentując każde słowo. Nie po to, by ją przycisnąć, ale żeby dać jej jasno do zrozumienia, że to nie była dyskusja o jakimś kaprysie. Nie miałem na myśli żadnej jałmużny, nie zamierzałem wpychać jej w ręce czegokolwiek, co miałoby jej umniejszyć albo sprawić, że poczuje się mniej samodzielna. Owszem, radziła sobie, zawsze, może nawet zbyt dobrze, ale to właśnie o to chodziło - że teraz nie musiała tego robić na siłę - takie podejście za cholerę mi się nie podobało, jakbyśmy z powrotem cofnęli się o krok i musieli znów ratować ten kawałek bliskości, który dopiero co udało nam się wywalczyć.
Wypuściłem z siebie powietrze trochę głośniej, niż zamierzałem. Czy to naprawdę było takie straszne, że chciałem zrobić coś dla niej, bez kalkulacji, bez ukrytej intencji? Byłem facetem i chciałem, żeby poczuła, że ktoś się o nią troszczy, że ma przy sobie kogoś, kto nie patrzy na rachunek, tylko na nią. Jeśli miałem być z sobą szczery, nie wydawało mi się, żeby naprawdę gustowała w takich wydatkach, a jednak to nie miało dla mnie znaczenia. Zawyżona cena, przesadne luksusy - to wszystko było tylko tłem dla ślubu, na który mieliśmy się wspólnie udać. Skoro zachowywaliśmy się niekonwencjonalnie, jak na siebie, mogła mi pozwolić zrobić dla niej coś miłego, bez kwestionowania sensu tej propozycji. Westchnąłem ciężej, niż bym chciał, bo takie podejście zwyczajnie mi się nie podobało. Prudence była silna, niezależna, umiała walczyć o swoje i to mnie w niej pociągało, ale prawdę mówiąc, spodziewałem się, że sama nie zdecydowałaby się na takie wydatki, zwłaszcza że mowa była o rzeczach, które miały absurdalnie zawyżone ceny, ktoś specjalnie doliczał dodatkowe zera, żeby tylko podnieść prestiż. Nie widziałem w tym nic, co miałoby sprawić jej przyjemność, przynajmniej na co dzień, za to od święta - od święta mogła dać coś sobie zaoferować. To właśnie było sedno, którego chyba nie umiała dostrzec. Nie chciałem jej niczego odbierać, chciałem mieć prawo zrobić coś tak prostego, jak kupić swojej dziewczynie prezent, i nie tłumaczyć się z tego tak, jakbym popełniał zbrodnię. Uniosłem brew, odwzajemniając spojrzenie Prue - no, to chyba mieliśmy nasz chwilowy dołek w bajerowaniu, bo ona zdecydowanie nie kupowała mojej oferty, a ja - jej potrzeby odmowy.
- Chcę zlobiś swojej dziewczynie plezent. - Odezwałem się w końcu, świadomie akcentując każde słowo. Nie po to, by ją przycisnąć, ale żeby dać jej jasno do zrozumienia, że to nie była dyskusja o jakimś kaprysie. Nie miałem na myśli żadnej jałmużny, nie zamierzałem wpychać jej w ręce czegokolwiek, co miałoby jej umniejszyć albo sprawić, że poczuje się mniej samodzielna. Owszem, radziła sobie, zawsze, może nawet zbyt dobrze, ale to właśnie o to chodziło - że teraz nie musiała tego robić na siłę - takie podejście za cholerę mi się nie podobało, jakbyśmy z powrotem cofnęli się o krok i musieli znów ratować ten kawałek bliskości, który dopiero co udało nam się wywalczyć.
Wypuściłem z siebie powietrze trochę głośniej, niż zamierzałem. Czy to naprawdę było takie straszne, że chciałem zrobić coś dla niej, bez kalkulacji, bez ukrytej intencji? Byłem facetem i chciałem, żeby poczuła, że ktoś się o nią troszczy, że ma przy sobie kogoś, kto nie patrzy na rachunek, tylko na nią. Jeśli miałem być z sobą szczery, nie wydawało mi się, żeby naprawdę gustowała w takich wydatkach, a jednak to nie miało dla mnie znaczenia. Zawyżona cena, przesadne luksusy - to wszystko było tylko tłem dla ślubu, na który mieliśmy się wspólnie udać. Skoro zachowywaliśmy się niekonwencjonalnie, jak na siebie, mogła mi pozwolić zrobić dla niej coś miłego, bez kwestionowania sensu tej propozycji. Westchnąłem ciężej, niż bym chciał, bo takie podejście zwyczajnie mi się nie podobało. Prudence była silna, niezależna, umiała walczyć o swoje i to mnie w niej pociągało, ale prawdę mówiąc, spodziewałem się, że sama nie zdecydowałaby się na takie wydatki, zwłaszcza że mowa była o rzeczach, które miały absurdalnie zawyżone ceny, ktoś specjalnie doliczał dodatkowe zera, żeby tylko podnieść prestiż. Nie widziałem w tym nic, co miałoby sprawić jej przyjemność, przynajmniej na co dzień, za to od święta - od święta mogła dać coś sobie zaoferować. To właśnie było sedno, którego chyba nie umiała dostrzec. Nie chciałem jej niczego odbierać, chciałem mieć prawo zrobić coś tak prostego, jak kupić swojej dziewczynie prezent, i nie tłumaczyć się z tego tak, jakbym popełniał zbrodnię. Uniosłem brew, odwzajemniając spojrzenie Prue - no, to chyba mieliśmy nasz chwilowy dołek w bajerowaniu, bo ona zdecydowanie nie kupowała mojej oferty, a ja - jej potrzeby odmowy.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)