• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[05.09.1972] Baldwin & Scarlett | From my rotten body, flowers shall grow

[05.09.1972] Baldwin & Scarlett | From my rotten body, flowers shall grow
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#6
23.08.2025, 09:52  ✶  
W każdym z nich tkwiło ziarno egoizmu. W każdym jednym człowieku. Podlewane, pielęgnowane kwitło i wydawało plon. Czasem były to krwistoczerwone kwiaty, w których pąkach zamknięto ludzki krzyk i nieszczęście; wołanie o pomoc, choć ta nigdy nie mogła nadejść. Czasem były to listki - po których jak rosa spływały wspomnienia zbyt cenne by je sprzedać w jakimś zatęchłym sklepiku Nikitienki.
Czy Baldwin Malfoy był egoistą? Oczywiście. Jak każdy Malfoy! Jego pożądanie tkwiła głęboko pod skórą, truło pojedyncze żyły, przeżerało się przez żywą tkankę mięśni. Moje. Moje. Moje. Nienasycony głód istnienia, podsycany przez megalomanię.
Chwalcie mnie. Kochajcie mnie. Wyznawajcie we mnie swego Boga jednego jedynego. Bluźnierstwo wyssane z mlekiem matki. Pragnienie, którego nie dało się zaspokoić. Uczucie znane zapewne każdemu z nich. Wyniszczające aż po sam grób.

Frida nie była jego siostrą, bo w jej ślicznych oczach nie dostrzegał nienawiści z jaką wpatrywała się w świat Visenya. Nie miała rysów tej pieprzonej wiedźmy, która go zrodziła. W uśmiechu dziewczynki nie widział drżenia warg tak charakterystycznego dla Calanthe. Nie było jego siostry w jasnych lokach, w drobnych palcach, które aktualnie czule otuliły jego policzki. Zawsze ją to niezmiernie bawiło, kiedy zapomniał się ogolić. Może czekała aż będzie miał długą brodę i wąsy i pozwoli je zapleć w krzywe warkoczyki? Ale co najważniejsze - w milczeniu Fridy nie było Marcusa. Milczenie dziecka była pełne miłości tak przerażająco czystej, że wykręcała spaczoną duszę.

Frida nie była jego córką. Bogowie wiedzieli, że rozdarłby żyły i tętnice własnego ciała, by oddać jej krew. Zastąpić tą, która toczyła się przez martwe ciało jak trucizna. Może wtedy mógłby nałożyć na palec dziewczynki sygnet i uczynić ją dziedziczką Oxfordshire. Ale nie mógł tego zrobić. Nie chciał. Największego wroga nie skazałby na życie wśród martwych murów domu pozbawionego czułości, co dopiero własne dziecko.Nie było w Fridzie jego genów, krwi czy nazwiska. Ale została wybrana.Przez Bogów i Baldwina Malfoya.
Zabranie jej z ulicy tamtej zimowej nocy było jego świadomą decyzją. Nie była owocem jakiegoś nieprzemyślanego romansu, nie zrodziła jej żadna dziwka, która nakłamała, że łyka odpowiednie eliksiry. Nie była bękartem. I to czyniło Fridę jego największym skarbem.

- Hmm. Kim jest ta panienka?- Odpowiedział, odsuwając głowę, żeby przyjrzeć się ghoulce z szalenie przerysowaną wręcz uwagą. Dziewczynka zachichotała bezgłośnie dociskając do usteczek obie dłonie. Jest gwiazdką, która spadła z nieba, ale nigdy nie przestała świecić.- A potem wielki znak ukazał się na niebie. Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami. A na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu.- Wyrecytował na jednym wydechu, podnosząc dziewczynkę na wyciągniętych ramionach do góry, nad swoją głowę. Pewnie by ją podrzucił, ale nie chciał denerwować Lorraine. Nie lubiła kiedy tak robił, więc robił to często. Trzymał tak przez chwilę śmiejącą się bezgłośnie ghoulkę.- No nie wiem. Mi dzisiaj bardziej przypomina małą ptaszynę.
Wypadła z gniazda. Wypchnięto ją. Zabito, bo nie potrafiła rozłożyć zbyt słabych skrzydeł.
Przekręcił głowę, słuchając półwili nieco bardziej uważnie, ale i tak jego pełnia uwagi skupiona była na córce.
- Och na strychu?- Zapytał, udając jakże głęboki szok.- Byłaś na strychu? I nie bałaś się? Tak nic, a nic?
Frida (która w między czasie z powrotem znalazła się w jego bezpiecznych objęciach) uniosła dumnie nos, wydęła usteczka i pokręciła stanowczo głową. Oczywiście, że się nie bała! Może przez moment, kiedy jakieś stare krzesło zaczęło rzucać cień na ścianę i wyglądało zupełnie jak straszny potwór, ale wtedy mama przesunęła świeczkę i zrobiła jej mały teatrzyk cieni. I w ogóle już się nie bała.

Skinął z uznaniem głową, po czym spojrzał na Scarlett i przez ułamek sekundy w jego oczach pojawił się cień niepewności. Nie rozumiesz, jak będą na nią patrzeć. Pamiętał te słowa. Dlatego z taką uwagą szukał teraz odpowiedzi w spojrzeniu Mulciberówny. Ale nie znalazł w nim pogardy. I to wystarczyło, przynajmniej na razie. Miłość mogła przyjść później. Wraz z odpowiedzią na wiele niezadanych pytań.
- Widziałaś kiedyś odważniejszą panienkę? Bo ja nie.- Zaśmiał się, a ghoulka nieśmiało spojrzała na nieznajomą. Ale nieznajoma była nawet całkiem podobna do mamy, a wszyscy wiedzieli, że mama jest najwspanialsza na świecie, więc ta nie-mama nie mogła być zła, prawda? Więc posłała Scarlett nieco przestraszony, ale prześliczny uśmiech i przez moment wyglądała jak skóra zdjęta z Lorraine.

Oczywiście, że się bał.
Ale strach Baldwina przyjmował inną formę niż ten Lorraine. Nie rozumiesz, jak to będzie ją boleć. Rozumiał. Ale od samego początku rozumiał też inną rzecz - Frida była dzieckiem Nokturnu. Była dzieckiem Podziemnych Ścieżek. Tam ludzie wiedzieli to czego nie wiedziała cała pierdolona śmietanka towarzyska Londynu. Wiedzieli, że wszystko ma swoją cenę - a Baldwin Malfoy był gotowy za pierwsze pełne pogardy i politowania spojrzenie wydłubać oczy i wręczyć je ghoulce do zabawy jak nowy zestaw gargulków. Więzy rodzinne na Ścieżkach były wyryte w kamieniu i pamięci. Tu nikt nie czytał opasłych tomów, nie studiował drzewa genealogicznego.
Dziewczynka?
Ach tak, dziecko Baldwina i Lorraine.
Dzieci Orfeusza?
Obrzydliwe. Bluźniercze. Ale wiesz jakie są te czystokrwiste rody - ruchają się między sobą.

Po tym następowało pełne zrozumienia kiwnięcie głową i człowiek wracał do swoich zajęć. Bo już raz się nauczył, że nie wtyka się nosa w nieswoje sprawy - dokładnie tego samego dnia, gdy mu nos upierdolono przy samej twarzy.
Nie mógł jej ochronić przed wszystkim. Mógł jej powiedzieć, że ma śliczne uszka i żeby się nie przejmowała, bo chłopcy już tacy są. “Ja też ciągnąłem za warkocze w szkole dziewczynkę, która mi się podobała, wiesz?” Oświadczył, a Frida zrobiła minę jakby nie dowierzała w męską głupotę. Musiała się tej miny nauczyć od Lorraine. Ona też tak często na niego patrzyła.A następnego dnia Frida złapała największą i najbardziej obrzydliwą ropuchę na całej ulicy. Oglądali z progu Necronomiconu jak maszeruje z wyjątkowo zaskoczonym płazem pod pachą i ostentacyjnie wpycha go w ręce młodego Finnigana.
“Daleko zajdzie. Po złamanych sercach podlotków, ale daleko.” stwierdził wtedy. Dziecięcy topór wojenny został zażegnany, ropucha pokoju przyjęta w podarku, a komentarze o uszach się skończyły raz na zawsze.

Spojrzał  na album, spychając w odległe zakamarki umysłu, całą niechęć wobec tego co w nim zobaczy. Wiedział dokładnie na której stronie są zdjęcia jego matki. Jego ojca. Odchrząknął cicho.
- Ty też jesteś na jego kartach.
Dlatego właśnie milczał. Dlatego nie kazał Lorraine zabrać albumu i małej z powrotem na górę, żeby nie musieć patrzeć na twarze swoich przodków. Bo Scarlett była na jakichś zdjęciach. A jeśli nie ona, to z pewnością jej matka. Była częścią tej rodziny, mogąc o tym niewiele wiedzieć. Więc zamiast buntu… zwyczajnie skinął głową.
Posadził ghoulkę na wolnym stole prosektoryjnym, odwracając się do Mulciberówny.
- Lorraine wykorzysta każdą okazję, żeby mnie publicznie poniżyć zdjęciami z dzieciństwa.- Stwierdził z tą nutą wręcz komediowego cierpienia. Och tak. Wielki pan Malfoy - rodzinny męczennik i ofiara rodzinnych pamiątek.- Poczekaj aż znajdzie to jedno, gdzie zamieniliśmy się z moją siostrą ubraniami w jedno Mabon i przez pół kolacji nikt się nie zorientował.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (2372), Lorraine Malfoy (2726), Scarlett Mulciber (2164)




Wiadomości w tym wątku
[05.09.1972] Baldwin & Scarlett | From my rotten body, flowers shall grow - przez Baldwin Malfoy - 28.02.2025, 10:32
RE: [05.09.1972] Baldwin & Scarlett | From my rotten body, flowers shall grow - przez Scarlett Mulciber - 03.03.2025, 21:42
RE: [05.09.1972] Baldwin & Scarlett | From my rotten body, flowers shall grow - przez Baldwin Malfoy - 05.03.2025, 20:02
RE: [05.09.1972] Baldwin & Scarlett | From my rotten body, flowers shall grow - przez Scarlett Mulciber - 08.03.2025, 20:12
RE: [05.09.1972] Baldwin & Scarlett | From my rotten body, flowers shall grow - przez Lorraine Malfoy - 29.06.2025, 12:45
RE: [05.09.1972] Baldwin & Scarlett | From my rotten body, flowers shall grow - przez Baldwin Malfoy - 23.08.2025, 09:52
RE: [05.09.1972] Baldwin & Scarlett | From my rotten body, flowers shall grow - przez Scarlett Mulciber - 24.08.2025, 10:21
RE: [05.09.1972] Baldwin & Scarlett | From my rotten body, flowers shall grow - przez Lorraine Malfoy - 19.10.2025, 14:27

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa