W przypadku wyjścia na coś na kształt zakrapianej imprezy w opinii Yaxley powrót w okolicach północy był naprawdę wczesny. Szczególnie, że wypadało jeszcze doliczyć czas transportu z Londynu do Exmoor, który również zajmował odrobinę, nie wątpiła bowiem w to, że ani Corio, ani Roise nie byli na tyle lekkomyślni, że postanowiliby się teleportować po kilku głębszych. Musieli więc dosyć szybko skończyć tę swoją posiadówkę.
Ambroise nie wyglądał jakby wlał w siebie szczególnie dużo alkoholu, Geraldine wiedziała, że miał mocną głowę, aczkolwiek spodziewała się, że wróci w nieco innym stanie po wizycie u swojej przyjaciółki, prezentował się jednak jakby był praktycznie trzeźwy i nie była to tylko opinia spowodowana tym, że znajdowali się praktycznie w zaciemnionym pomieszczeniu. Jego ruchy były całkiem naturalne, nie opóźnione, mówił zupełnie składnie. Cóż, najwyraźniej Ursula przeszkodziła im w tej drobnej schadzce. Przypomniała sobie bowiem o tym, że wspomniała jej, że napisze do niego. Zdaniem Geraldine - zupełnie niepotrzebnie. Jasne, sporo się wydarzyło, ten dzień był dla niej wyjątkowo długi, ale to, co miała mu do powiedzenia mogło poczekać, chociaż, czy na pewno? Była nieco poddenerwowana, nie do końca wiedziała, jak ma ubrać w słowa to, czego się dowiedziała, bo to było wiele, dla niej, nie wątpiła, że również dla niego tak będzie.
- O, to ciekawe, wszystko u niego w porządku? - Widzieli się wprawdzie kilka dni temu podczas małego sparingu, wiedziała, że dość mocno uderzyło w Longbottoma to, co wydarzyło się podczas spalonej nocy. Nie ukrywał przed nią tego. Szczerze mu współczuła tego, że ich dom został zaatakowany, praktycznie cały spłonął, to na pewno niosło ze sobą konsekwencje, odcisnęło na nich piętno.
Rozmowa zaczęła się całkiem gładko, jednak dość szybko Ambroise uświadomił ją dlaczego musieli przerwać spotkanie. Ursula uprzedziła ją, że to zrobi, mogła się spodziewać, że dotrzyma słowa. Kto jak kto, ale ona należała do osób, które nie rzucały słów na wiatr.
- Lepiej. - Nie sądziła, żeby było o czym mówić. Zaliczyła moment słabości, trochę ją zemdliło, zresztą cały ten dzień był pełny podobnych sytuacji, aktualnie wiedziała już, czym były spowodowane, to nie było nic wielkiego.
Zdawała sobie sprawę z tego, że nie mogła ukrywać tego przed Ambroisem, był w końcu uzdrowicielem, wpatrywał się w nią zresztą tak badawczo, jakby próbował ustalić, co mogło jej dolegać. Wiedziała, że nieuchronnie zbliżał się moment, w którym powinna mu powiedzieć wszystko, czego się dzisiaj dowiedziała. To nie miała być prosta rozmowa, a ona nie mogła sięgnąć po alkohol, który zazwyczaj rozplątywał jej język. Musiała to zrobić na trzeźwo, a nie była przecież wspaniałym mówcą, nie wiedziała też od czego zacząć, jak do tego podejść.
Wyprostowała się na fotelu w którym siedziała, przeniosła wzrok na mężczyznę, odetchnęła głęboko. - Musimy porozmawiać. - To nie tak, że już tego nie robili, jednak wolała go uprzedzić, że był to dopiero początek.
Myślała o tym, w jaki sposób powinna to zrobić, może najlepiej jak najszybciej, jakby odrywała plaster, dzięki temu prościej będzie jej wyrzucić to z siebie. Nie mogła jednak przewidzieć jego reakcji, obawiała się jej, bo miała świadomość, że nie wyglądało to najlepiej. Nadal jednak wierzyła w to, że to, co sobie zwizualizowała było prawdą. Nie prowadzała się najlepiej, zresztą nie ona jedna, w ten sposób próbowali sobie radzić z rzeczywistością bez siebie, nie sądziła jednak, że nosiła dziecko kogoś innego, niż on. To nie mogło być możliwe.
Wydawało jej się, że najlepiej będzie, jak zacznie dawkować mu informacje, miała zamiar zacząć od psa, którego zupełnie przypadkowo przyprowadziła dzisiaj do domu, później przejdzie do faktycznego problemu.