21.08.2025, 18:54 ✶
Parsknęła na jego absurdalne tłumaczenie, czując po nieco zbyt intensywnym przedpołudniu przyjemne odprężenie. Jakby można było w trakcie wojny teleportować sie w sam środek raju, żeby wylizać rany, odpocząć, przeformuować szyki. Potrzebowała tego. Oni potrzebowali, wszyscy.
Mieszkanie tutaj to był dobry pomysł, przynajmniej jej obrazy nie poszły z dymem.
Nie żeby zamierzała je kończyć.
- Tak właśnie, możemy się tepać ile wlezie, bo Liszek będzie pod ręką, żeby nas składać toż to układ doskonały! - uśmiechnęła się do Thomasa, choć to nie była świeża myśl, a jedna z głównych stojących za pomysłem, aby go zabrać prosto od Nory tutaj właśnie do Stawu. Lekarz na miejscu i to w dodatku klątwołamacz - to dawało im niezłą bazę na późniejsze desanty i odczynianie klątw w domach rodzin, które były włączone w zakonną sieć.
Dlatego też nie czekając dłożej, złapała Thomasa mocniej w pas i siup...
... przeniosła ich do pokoju. Usadziła mężczyznę na zmiędrolonym łóżku w którym spędził noc. Pościel była do wymiany - byli przecież zbyt zmęczeni, żeby ogarnąć się przed spaniem więc wszystko było w sadzy.
- Dobra dobra, masz kanapki, w ryj se trafisz, ja tu muszę trochę ogarnąć jak ma tu Basil z nami mieszkać do czasu znalezienia sposobu na te gówna co macie w mieszkaniach. Bo Nora też coś złapała słyszałam jo, mówiłesz? Ręce na szyi widmowe? W każdym razie... uh.. - wsparła się w obliczu kataklizmu jakim był jej pokój. Figg wchodził tu na własną odpowiedzialność, ale przed Prewettem troche siara mimo wszystko.
- Nie żeby wiesz, Liszek widział gorsze rzeczy jak z bratem mieszkaliśmy jeszcze na Pokątnej. Jednego razu tak pochlaliśmy, że jak się obudził to nie poznał, że to nadal mój pokój. Teraz jednak jakoś musimy się... Ej myślisz, że moglibyśmy złączyć łóżka? Mam wrażenie, że byłoby wygodniej. - zamyśliła się na moment przestając zbierać brudne ciuchy z podłogi, które jeszcze przedwczoraj wydawaly jej się "jeszcze można było założyć" a teraz miała wrażenie, że każda skarpetka smierdziała na kilometr francuskim serem z najgorszej półki.
-Pomyślałam, że moglibyśmy pograć w karty jak wróci z pracy. To go zawsze odprężało. To i debilne zakłady. Jestem przekonana, że znajdziecie wspólny język w mniej niż trzydzieści sekund. - zmarszczyła brwi - Mieliście już szansę wcześniej ze sobą pracować? Robiłeś mu jakąś... nie wiem... miesję rekrutacyjną na zlecenie Brenki? - kontynuowała rozmowę totalnie zapominając w tym wszystkim, że miała gadać o charłakach. Nienawidziła tego okresu w swoim życiu i nie lubiła do niego wracać, ale nawet nie zrobiła tego świadomie. Ot po prostu... były ważniejsze rzeczy, którymi można było zająć ręce.
Mieszkanie tutaj to był dobry pomysł, przynajmniej jej obrazy nie poszły z dymem.
Nie żeby zamierzała je kończyć.
- Tak właśnie, możemy się tepać ile wlezie, bo Liszek będzie pod ręką, żeby nas składać toż to układ doskonały! - uśmiechnęła się do Thomasa, choć to nie była świeża myśl, a jedna z głównych stojących za pomysłem, aby go zabrać prosto od Nory tutaj właśnie do Stawu. Lekarz na miejscu i to w dodatku klątwołamacz - to dawało im niezłą bazę na późniejsze desanty i odczynianie klątw w domach rodzin, które były włączone w zakonną sieć.
Dlatego też nie czekając dłożej, złapała Thomasa mocniej w pas i siup...
... przeniosła ich do pokoju. Usadziła mężczyznę na zmiędrolonym łóżku w którym spędził noc. Pościel była do wymiany - byli przecież zbyt zmęczeni, żeby ogarnąć się przed spaniem więc wszystko było w sadzy.
- Dobra dobra, masz kanapki, w ryj se trafisz, ja tu muszę trochę ogarnąć jak ma tu Basil z nami mieszkać do czasu znalezienia sposobu na te gówna co macie w mieszkaniach. Bo Nora też coś złapała słyszałam jo, mówiłesz? Ręce na szyi widmowe? W każdym razie... uh.. - wsparła się w obliczu kataklizmu jakim był jej pokój. Figg wchodził tu na własną odpowiedzialność, ale przed Prewettem troche siara mimo wszystko.
- Nie żeby wiesz, Liszek widział gorsze rzeczy jak z bratem mieszkaliśmy jeszcze na Pokątnej. Jednego razu tak pochlaliśmy, że jak się obudził to nie poznał, że to nadal mój pokój. Teraz jednak jakoś musimy się... Ej myślisz, że moglibyśmy złączyć łóżka? Mam wrażenie, że byłoby wygodniej. - zamyśliła się na moment przestając zbierać brudne ciuchy z podłogi, które jeszcze przedwczoraj wydawaly jej się "jeszcze można było założyć" a teraz miała wrażenie, że każda skarpetka smierdziała na kilometr francuskim serem z najgorszej półki.
-Pomyślałam, że moglibyśmy pograć w karty jak wróci z pracy. To go zawsze odprężało. To i debilne zakłady. Jestem przekonana, że znajdziecie wspólny język w mniej niż trzydzieści sekund. - zmarszczyła brwi - Mieliście już szansę wcześniej ze sobą pracować? Robiłeś mu jakąś... nie wiem... miesję rekrutacyjną na zlecenie Brenki? - kontynuowała rozmowę totalnie zapominając w tym wszystkim, że miała gadać o charłakach. Nienawidziła tego okresu w swoim życiu i nie lubiła do niego wracać, ale nawet nie zrobiła tego świadomie. Ot po prostu... były ważniejsze rzeczy, którymi można było zająć ręce.