21.08.2025, 18:23 ✶
- Na to już za późno, byłem zanim tu przyszedłem - odpowiedział całkowicie spokojnie cały czas próbując zwracać się przodem do Millie, ale to było równie łatwe co szukanie igły w stogu siana. Dlatego najczęściej był zwrócony przodem do jakiejś ściany, omijając ją o dobre dwa metry.
- Zjebanie się z łóżka też przecież już zaliczyłem i nic złego się nie stało. Basi... Liszek, przecie mnie potem sprawdził i mówił tylko, żebym uważał. I uważałem! Nie byłem głupi nie schodziłem po schodach, bo poręcz na nich jest średnio wzbudzająca zaufanie... - urwał bo czy teleportowanie się w tym stanie było odpowiedzialne? No chyba kurwa nie. Dlatego gorączkowo chciał znaleźć inny temat. - Ten cały galimatias charłaczy, jak to było? Bo wiem o nim tylko tyle co mi opowiedziano i z gazet - czasami miał wrażenie, że całe te narodziny mroku przespał, ale cóż nie mógł być w dwóch miejscach na raz.
Byłeś zbyt zajęty pielęgnowaniem własnego mroku, c'nie?
Usłyszał szyderczy głos, który postanowił zignorować, wystarczyło, że praktycznie co noc odwiedzał te jaskinie, w której widział umierającą Millie.
- Sraty pierdaty, możesz se mówić co chcesz ja swoje wiem. Ale wiesz, byłaś wtedy damą w opresji, więc nie mogłem stać z boku - wzruszył ramionami, chociaż po ustach błąkał mu się ten szelmowski uśmiech, jakby chciał się prężyć niczym kogut. Dobrze że tego nie zrobił, w sumie nie pytał jej dlaczego tak wtedy skamieniała, raczej nikt jej petrificusem nie trafił.
- Sen jest dla słabych, kochana, wyśpię się po śmierci - to już mu weszło w krew, kiedy ktoś pytał go o to czy się wysypia i sugerował, że powinien trochę odespać. Pamięć mięśniowa niemal odpowiadała za to, chociaż zazwyczaj było to po kolejnej nieprzespanej nocy, kiedy z kubkiem parującej kawy w ręce i jajkiem w gębie kontynuował pracę.
- Ale słowo się rzekło, tak zaopiekowany obiecuje być posłuszny i grzeczny - tym razem to bardzo szeroko się uśmiechnął, zadowolony z siebie? Bardziej z tego co mu obiecano.
Kiedy się podsunęła najpierw poczuł jej zapach niż w jakikolwiek inny sposób wyczuł obecność. Dlatego po sekundzie łapania powietrza złapał wreszcie za ramię Millie. Niby wiedział jaka jest drobna, ale teraz nie widząc tego, a jedynie czując, to było zupełnie inne doznanie. Dlatego zgrabnie zamiast tak trzymać się na odległość przesunął dłoń na drugie jej ramię, obejmując ją w uścisku, przyciągając do siebie.
- Czy ja wiem, dostałem się tu telepo... - urwał bo właśnie zdał sobie, że się wygadał. - Nie odmówię wędrówki, ale jak chcesz szybciej się znaleźć w pokoju to warto zaryzykować... Mam jeszcze te siedem żyć - wyszczerzył się przy tym jakby właśnie powiedział niesamowicie śmieszny kawał.
- Zjebanie się z łóżka też przecież już zaliczyłem i nic złego się nie stało. Basi... Liszek, przecie mnie potem sprawdził i mówił tylko, żebym uważał. I uważałem! Nie byłem głupi nie schodziłem po schodach, bo poręcz na nich jest średnio wzbudzająca zaufanie... - urwał bo czy teleportowanie się w tym stanie było odpowiedzialne? No chyba kurwa nie. Dlatego gorączkowo chciał znaleźć inny temat. - Ten cały galimatias charłaczy, jak to było? Bo wiem o nim tylko tyle co mi opowiedziano i z gazet - czasami miał wrażenie, że całe te narodziny mroku przespał, ale cóż nie mógł być w dwóch miejscach na raz.
Byłeś zbyt zajęty pielęgnowaniem własnego mroku, c'nie?
Usłyszał szyderczy głos, który postanowił zignorować, wystarczyło, że praktycznie co noc odwiedzał te jaskinie, w której widział umierającą Millie.
- Sraty pierdaty, możesz se mówić co chcesz ja swoje wiem. Ale wiesz, byłaś wtedy damą w opresji, więc nie mogłem stać z boku - wzruszył ramionami, chociaż po ustach błąkał mu się ten szelmowski uśmiech, jakby chciał się prężyć niczym kogut. Dobrze że tego nie zrobił, w sumie nie pytał jej dlaczego tak wtedy skamieniała, raczej nikt jej petrificusem nie trafił.
- Sen jest dla słabych, kochana, wyśpię się po śmierci - to już mu weszło w krew, kiedy ktoś pytał go o to czy się wysypia i sugerował, że powinien trochę odespać. Pamięć mięśniowa niemal odpowiadała za to, chociaż zazwyczaj było to po kolejnej nieprzespanej nocy, kiedy z kubkiem parującej kawy w ręce i jajkiem w gębie kontynuował pracę.
- Ale słowo się rzekło, tak zaopiekowany obiecuje być posłuszny i grzeczny - tym razem to bardzo szeroko się uśmiechnął, zadowolony z siebie? Bardziej z tego co mu obiecano.
Kiedy się podsunęła najpierw poczuł jej zapach niż w jakikolwiek inny sposób wyczuł obecność. Dlatego po sekundzie łapania powietrza złapał wreszcie za ramię Millie. Niby wiedział jaka jest drobna, ale teraz nie widząc tego, a jedynie czując, to było zupełnie inne doznanie. Dlatego zgrabnie zamiast tak trzymać się na odległość przesunął dłoń na drugie jej ramię, obejmując ją w uścisku, przyciągając do siebie.
- Czy ja wiem, dostałem się tu telepo... - urwał bo właśnie zdał sobie, że się wygadał. - Nie odmówię wędrówki, ale jak chcesz szybciej się znaleźć w pokoju to warto zaryzykować... Mam jeszcze te siedem żyć - wyszczerzył się przy tym jakby właśnie powiedział niesamowicie śmieszny kawał.