Kucie metalu było dla Hjalmara niemal całym światem i życiem. Robił to zawodowo, czerpał z tego garściami - zarówno satysfakcji, spełnienia i dumy. Pieniądze, chociaż ważne, nie stanowiły dla niego wielkiej rzeczy. Nigdy nie zależało mu na zbieraniu jakiś gór ze złota, drogich błyskotek czy miliona drogich przedmiotów, co tylko wskazywało na jedno - daleko mu było do tego przysłowiowego smoka z legend. Nordgersim preferował proste życie blisko natury - domek przy lesie, mały warsztat, zagroda ze zwierzętami, a do tego rodzina i przyjaciele. Nic więcej, nic mniej.
Był pewien minus tego fachu, który wynikał z podejścia Islandczyka. Hjalmar wpadał po prostu w trans, który trwał i nic nie było go w stanie wyrwać. Tak też było tym razem. Nic więc dziwnego, że Lorraine miała wystarczająco dużo czasu na to, aby przyjrzeć się całemu zakładowi czy pracy Nordgersima. Prawdę mówiąc, mogłaby nawet dokonać kradzieży, próby zasztyletowania rzemieślnika czy kręcenia się po zakładzie, ponieważ nie zwróciłby na nią uwagi. Z drugiej strony może i lepiej, że jej nie zauważył, wszak mógłby się tylko rozproszyć i zrobić sobie krzywdę. I to też nie było tak, że ignorował Malfoyównę. O nie, nic z tych rzeczy!
- Rycerza...? - powtórzył pod nosem, a jego twarzy zagościło zdziwienie. Hjalmar nie widział rycerzy od dobrych lat. Nie był pewien czy nawet jego ojciec pamiętał takie czasy. Skąd mieliby wziąć takiego bohatera, który pomógłby ich sprawie? Było parę zleceń na miecze, czy inne ozdobne ostrza, ale kiedy to było - lata temu.
Kiedy Lorraine się przedstawiła, Nordgersim zaśmiał się nerwowo, całkowicie zmieniając swoją postawę na lekko spiętą. Trochę jakby zrobił coś złego lub jakby coś go zaskoczyło... bo w sumie tak było.
- No tak! - uniósł dłonie do góry, zupełnie jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie. To przecież musiała być Lorraine Malfoy, a nie ktokolwiek inny - Jak mogłem panienki nie rozpoznać - opuścił dłonie, śmiejąc się nerwowo. Jak mógł jej nie rozpoznać? A pewnie dlatego, że widział ją raz w życiu i nie pamiętał jak wygląda. Pech, a może los chciał, że Hjalmar już tak miał, więc sprawiło mu to niemałe zakłopotanie. Nie chciał w żadnym stopniu urazić panienki Lorraine, a wszystko wskazywało, że to właśnie niechcący zrobił.
Słysząc kolejne słowa, pokiwał głową na potwierdzenie. Jak mógłby zapomnieć o tym, że korespondował z ów damą? W życiu by to nie przeszło jego uwadze.
- Oczywiście, że tak. Pamiętam. Czekałem - zapewniał, brzmiąc już odrobinę pewniej - Nie, nie. Spokojnie. Musiał gdzieś tutaj ten list być... Może gdzieś go schowałem? - podrapał się po głowie w zastanowieniu - Proszę chwilę poczekać. Już no zerkam tutaj... - ruszył czym prędzej w kierunku sterty dokumentów i listów, które leżały na stoliku nieopodal. Nie czekając zbyt długo, przystąpił do poszukiwań. Sprawnie sortował kartki papieru na te mniej i bardziej ważne.
- Zamówienie numer 314... Zestawienie opłat miesięcznych... - wertował, czytając pod nosem - List od Lorrindy... - podniósł głowę, aby przyjrzeć się Lorraine - Nie. To nie to - odłożył go na bok do stosu z mniej ważnymi rzeczami - Lorraine Malfoy. Mam! - uniósł wiadomość w dumie ku górze. Zupełnie jakby odkryli wszelkie sekrety odnośnie Matki, a może wręcz samego Merlina.
Nordgersim otworzył go czym prędzej i mina mu zrzedła. Ciężko westchnął, wszak był to jeden z poprzednich listów, a nie ten, który miałby mówić o dacie przybycia damy do jego skromnych włości.
- Przepraszam. Fałszywa wiadomość - przyznał z lekkim smutkiem w głosie, odkładając go na stertę ważnych rzeczy - No nic, chyba go dzisiaj nie znajdziemy - dodał, kładąc dłoń na blacie - Nie ma co się jednak martwić. Bardzo się cieszę, że jesteś... - umilkł na chwilę, zastanawiając nad formą zwrotu, którym powinien się zwrócić do Malfoyówny. Z jednej strony sama mówiła do niego na "Ty", a z drugiej strony czuł nieodpartą chęć, aby zwracać się do niej na "pani" czy innym, tego typu zwrotem grzecznościowym.
- P-p-pa... Pani... - przetarł dłonie w stresie - W sensie... Lorraine. Tak, tak. Lorraine. Właśnie tak. Lorraine - mówił szybko, pokonując samego siebie w tym całym stresie, który nie miał żadnego źródła, niż sam Hjalmar.
Nordgersim podstawił zaraz stołek dla swojej towarzyszki, wskazując go dłonią, a sam przestawił kilka rzeczy co by zrobić miejsca dla ich dwójki.
- Proszę mi powiedzieć - zwrócił się do Lorraine - Czy życzysz sobie coś do picia? Herbaty, kawy, a może czegoś mocniejszego? - wyliczał na palcach, nie chcąc niczego zapomnieć - A może maślanki? Bardzo dobra, chłodna - zachęcał, zupełnie jakby był jakimś kelnerem w restauracji - A może panienka chce coś zjeść? - przymknął oczy, ciężko wzdychając - W sensie... Czy Ty chcesz coś zjeść, Lorraine... - poprawił się szybko, chociaż twarz mu się odrobinę zaczerwieniła od tej pomyłki.
- Nie mniej jednak, powiedz mi proszę, jak Ty to wszystko widzisz? Od czego powinniśmy zacząć? - zapytał, oddając jej pełnię swojej uwagi.