W salonie rzeczywiście nie było tłumów - zapewne z powodu lokalizacji - jednak to nawet lepiej. Był przecież ekskluzywny, dostępny jedynie dla czarodziei, najlepiej dla tych z wyższych sfer (choć bywali tu i zwykli ludzie - czyli czarodzieje, bo przecież mugole to nie do końca ludzie, tylko gatunek jakby niższy). Dacre wolał nie umieszczać swojego zakładu w czarodziejskich dzielnicach ze względu na tłok, gwar i... ceny. Był bogaty, to prawda, jednak wolał nie wydawać całych worków galeonów, jeśli nie musiał. Poza tym wolał, żeby za oknami nie latały mu dzieciaki na miotełkach i żeby cudze sowy i nietoperze nie przyklejały mu się do szyb.
Zwykle jednak klienci, którzy go odwiedzili, wracali, zadowoleni z obsługi, polecali innym. Jakoś przecierpieli obecność mugoli na ulicy.
Black zauważył, że na zewnątrz stoi piękna dama, wahająca się, czy wejść i ewidentnie spięta obecnością mugoli. Uśmiechnął się i wyszedł na zewnątrz, nieznacznie rozkładając ręce w zapraszającym geście.
- Witam, witam - powiedział pogodnie, ze wszystkich sił starając się sprawiać wrażenie serdeczności i ciepła. Po chwili ją rozpoznał: to przecież była Anastazja Dolohov: wysoka urzędniczka w Departamencie Skarbu! Wysokie progi! - Zapraszam do środka, proszę czuć się swobodnie, ta przestrzeń jest jedynie dla nas, tutaj jest bezpiecznie i spokojnie. Nazywam się Corvus Dacre Black i jestem właścicielem tego skromnego zakładu. Proszę spocząć, zaraz przygotuję dla pani herbatę. A może kawę? Jeśli szanowna pani życzy sobie czegoś na ukojenie nerwów, to nie ma problemu, żebym dodał odpowiednie kropelki do napoju.
Otworzył drzwi i skłonił się nieznacznie, zapraszając do środka i jednocześnie stojąc cały czas w taki sposób, żeby mugole musieli omijać jego i panią Dolohov możliwie szerokim łukiem, bez potrącania Anastazji i bez zbędnego zbliżania się do niej.
@Anastazja Dolohov Burke