19.08.2025, 03:30 ✶
- Odważna - odpowiedziała niemal natychmiast i z pewną natarczywością. Za dużo napatrzyła się na tego typu zachowanie, by jednoznacznie określić je jakimś pejoratywnym określeniem, nawet jeśli czasem zwyczajnie się o takich ludzi bała. Zero instynktu samozachowawczego, owszem, ale w jakiś przedziwny sposób takie osoby niemal zawsze spadały na cztery łapy; może trochę poobijane, podrapane i poturbowane, ale... no... całe. Faye przypominała trochę Brennę, nawet jeśli Dora nie znała jej bardziej niż może z przelotnego widzenia na końcu ulicy, kiedy szła do sklepu.
Dziewczyna przyjrzała się kobiecie nieco uważniej, kiedy ta przysiadła na ziemi i zaczęła kaszleć. Jakieś jej lekarskie instynkty krzyczały, że to nie był normalny kaszel i nawet po wbiegnięciu w ogień nie wyduszało się z siebie kłębów dymu, ale... może jej się zdawało? W końcu nie skończyła całej nauki w akademii Munga więc nie wiedziała tylu rzeczy... Przysiadła więc koło Traversówny, na moment jeszcze oglądając się na sąsiadów zajmujących babcią.
- Powinnaś się czegoś napić - powiedziała delikatnie, ale sama nie miała przy sobie wody. - Wbieganie w ogień i jego temperatura mogły cię odwonić, a to nic dobrego - nie chodziło o zdrowie. No, nie o samo, bo to absolutnie Crawley martwiło, ale nie zamierzała prawić jej teraz morałów. Jeśli zrobi sobie w ten sposób krzywdę to nie da rady pomóc komuś jeszcze i w jakiś sposób tę sugestię dało się usłyszeć w jej głosie. - Niestety, nie palę - uśmiechnęła się do niej przepraszająco.
- Budynki powoli zajmują się płomieniami. To co pada z nieba... łatwo zapala i krzesi iskry. A jeśli coś nie pali się od tego, to zajmuje od już objętych ogniem budynków - mimowolnie jej głos zadrżał, kiedy rozejrzała się dookoła. - Ale... ale byłam tylko na rynku, a potem chciałam wrócić do domu i nie wiem... może na obrzeżach jest inaczej?
Dziewczyna przyjrzała się kobiecie nieco uważniej, kiedy ta przysiadła na ziemi i zaczęła kaszleć. Jakieś jej lekarskie instynkty krzyczały, że to nie był normalny kaszel i nawet po wbiegnięciu w ogień nie wyduszało się z siebie kłębów dymu, ale... może jej się zdawało? W końcu nie skończyła całej nauki w akademii Munga więc nie wiedziała tylu rzeczy... Przysiadła więc koło Traversówny, na moment jeszcze oglądając się na sąsiadów zajmujących babcią.
- Powinnaś się czegoś napić - powiedziała delikatnie, ale sama nie miała przy sobie wody. - Wbieganie w ogień i jego temperatura mogły cię odwonić, a to nic dobrego - nie chodziło o zdrowie. No, nie o samo, bo to absolutnie Crawley martwiło, ale nie zamierzała prawić jej teraz morałów. Jeśli zrobi sobie w ten sposób krzywdę to nie da rady pomóc komuś jeszcze i w jakiś sposób tę sugestię dało się usłyszeć w jej głosie. - Niestety, nie palę - uśmiechnęła się do niej przepraszająco.
- Budynki powoli zajmują się płomieniami. To co pada z nieba... łatwo zapala i krzesi iskry. A jeśli coś nie pali się od tego, to zajmuje od już objętych ogniem budynków - mimowolnie jej głos zadrżał, kiedy rozejrzała się dookoła. - Ale... ale byłam tylko na rynku, a potem chciałam wrócić do domu i nie wiem... może na obrzeżach jest inaczej?
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.