18.08.2025, 20:01 ✶
- To prawda - poparł brata, co można było odebrać jako cud tej nocy, męscy potomkowie Charlotte się zgadzają, może to dlatego Londyn płonie? - Po pierwszej śmierci, druga już by mu na nim nie robiła takiego wrażenia, mogłaby mu wręcz spowszednieć - zakończył teatralnie zakrywając sobie usta dłonią, zupełnie jakby właśnie zdradził jakąś wielką tajemnicę. Czarny humor może nie był teraz najbardziej pożądanym, ale za to często jak nic innego poprawiało humor i sprawiało, ze ktoś się uśmiechnął - no a poza tym co im innego pozostało.
"Dlaczego o tym nie wiedziałam" - ta część wypowiedzi sprawiał, że poczuł się jak małe dziecko, które zostało przyłapane na podjadaniu ciastek przed obiadem. No nic, przecież nie zrobił nic strasznego, jakoż przeżyje. Gdyby po pijaku wszedł w związek małżeński z goblinem czy skrzatem to byłby w wielkich tarapatach, nie mówiąc już o tym co zrobiłaby z nim Charlotte.
Podrapał się po skroni - czy to był początek końca? Wielki pożar zwiastował początek końca magicznej społeczności? Wielka magikopalipsa czy jak się to nazywało. Odetchnął.
- Wszystko płonie, nic tylko zakładać magiczną firmę budowlano-remontową i można się obłowić, skończyć bogatszym niż Malfoy'e i żyć niczym pączek w maśle do końca życia - popatrzył uważnie na matkę wypowiadając te słowa. Czyżby właśnie planował porzucać swój staż i zaprzepaszczać opcję na pracę w Departamencie Tajemnic jak ona i jego chrzestny, żeby zostać budowlańcem? Zdecydowanie nie rozważał tego na poważnie, ale fakt faktem było, że teraz zapewne wielu spróbuje żerować na nieszczęściu innych.
- Ale gdzie z drugiej strony chcesz trzymać pieniądze, żeby były bezpieczne? Ciągle przy sobie? W materacu łóżka czy w szafie w skarpecie? - zapytał matki i w sumie teraz uderzył go fakt, że poza Gringottem to czarodzieje nie mieli żadnej alternatywy. Jeden wielki monopol goblinów, których przecież czarodzieje nie darzyli wielkim zaufaniem (i vice-versa). Dlaczego więc nigdy nie powstał czysto czarodziejski bank, który naruszyłby ten wielki monopol tych pokurczów?
- Nie sugerujesz chyba, żeby założyć własny bank? - zapytał nieco oszołomiony tym do jakiego wniosku doszedł.
"Dlaczego o tym nie wiedziałam" - ta część wypowiedzi sprawiał, że poczuł się jak małe dziecko, które zostało przyłapane na podjadaniu ciastek przed obiadem. No nic, przecież nie zrobił nic strasznego, jakoż przeżyje. Gdyby po pijaku wszedł w związek małżeński z goblinem czy skrzatem to byłby w wielkich tarapatach, nie mówiąc już o tym co zrobiłaby z nim Charlotte.
Podrapał się po skroni - czy to był początek końca? Wielki pożar zwiastował początek końca magicznej społeczności? Wielka magikopalipsa czy jak się to nazywało. Odetchnął.
- Wszystko płonie, nic tylko zakładać magiczną firmę budowlano-remontową i można się obłowić, skończyć bogatszym niż Malfoy'e i żyć niczym pączek w maśle do końca życia - popatrzył uważnie na matkę wypowiadając te słowa. Czyżby właśnie planował porzucać swój staż i zaprzepaszczać opcję na pracę w Departamencie Tajemnic jak ona i jego chrzestny, żeby zostać budowlańcem? Zdecydowanie nie rozważał tego na poważnie, ale fakt faktem było, że teraz zapewne wielu spróbuje żerować na nieszczęściu innych.
- Ale gdzie z drugiej strony chcesz trzymać pieniądze, żeby były bezpieczne? Ciągle przy sobie? W materacu łóżka czy w szafie w skarpecie? - zapytał matki i w sumie teraz uderzył go fakt, że poza Gringottem to czarodzieje nie mieli żadnej alternatywy. Jeden wielki monopol goblinów, których przecież czarodzieje nie darzyli wielkim zaufaniem (i vice-versa). Dlaczego więc nigdy nie powstał czysto czarodziejski bank, który naruszyłby ten wielki monopol tych pokurczów?
- Nie sugerujesz chyba, żeby założyć własny bank? - zapytał nieco oszołomiony tym do jakiego wniosku doszedł.