12.08.2025, 20:45 ✶
To tylko samochód.
Jonathan nie zgadzał sie z tym stwierdzeniem i podejrzewał, że tak naprawdę Jessie również, ale postanowił nie ciągnąć tego tematu dalej. Za kilka dni, kiedy emocje opadną, ponowni propozycję, a w międzyczasie popyta czy nikt nie znał kogoś, kto mógłby pomóc im naprawić pojazd.
– Po prostu jeszcze go nie skreślaj – powiedział tylko, klepiąc swojego chrześniaka po ramieniu.
Zaraz potem jednak zmarszczył brwi.
– Mnie też? – spytał, próbując odgadnąć o kogo jeszcze mogło mu chodzić. Wiedział, że Anthony został oblany farbą, a Morpheus zaatakowany, ale czy ktoś jeszcze ucierpiał? Czy Charlotte spotkała jednak jakaś przykrość, o której z jakiegoś powodu mu nie powiedziała? Co to musiałoby być, aby Lottie, ze wszystkich osób to przemilczała?
Odwzajemnił uśmiech, nieco mocniejszy po jego stronie niż ten młodego czarodzieja i zaraz ruszyli do środka.
Mieszkanie wyglądało... No cóż. Nie zapowiadało się na to że rodzina Kellych za szybko wróci do swojego domu.
I niby wiedział, że straty były ogromne, ale jednak dopiero gdy zobaczył to na własne oczy zawrzała w nim wściekłość.
– Dranie. Podłe szumowiny. Niszczyć domy niewinnym czarodziejom. Naprawdę. Jessie posłuchaj mnie uważnie. Jeśli Ministerstwo niczego z tym nie zrobi, to wyjeżdżał z tego kraju bo chyba nie ma sensu oferować cokolwiek władzy, która nie oferuje nic w zamian. Spróbuję znaleźć ci nawet jakąś pracę z granicę. Twój wujek Anthony może też pomoże, jeśli go o to poprosisz – mówił, gdy przechodzili przez kolejne pokoje, aż w końcu zawędrowali do sypialni Jessiego, a tam było...
Krzesło.
Jonathan uniósł wysoko brwi i rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu śladów złodzieja.
– Widzisz, aby ktoś tutaj chodził? Jakieś ślady butów w sadzy? Może... Może pamiętasz, że zachowało się coś cennego, czego teraz nie ma? Boję się, że ktoś tutaj grasował. Bo przecież chyba nie przeklnęli krzesła na Merlina to by było już niepoważne.
Jonathan nie zgadzał sie z tym stwierdzeniem i podejrzewał, że tak naprawdę Jessie również, ale postanowił nie ciągnąć tego tematu dalej. Za kilka dni, kiedy emocje opadną, ponowni propozycję, a w międzyczasie popyta czy nikt nie znał kogoś, kto mógłby pomóc im naprawić pojazd.
– Po prostu jeszcze go nie skreślaj – powiedział tylko, klepiąc swojego chrześniaka po ramieniu.
Zaraz potem jednak zmarszczył brwi.
– Mnie też? – spytał, próbując odgadnąć o kogo jeszcze mogło mu chodzić. Wiedział, że Anthony został oblany farbą, a Morpheus zaatakowany, ale czy ktoś jeszcze ucierpiał? Czy Charlotte spotkała jednak jakaś przykrość, o której z jakiegoś powodu mu nie powiedziała? Co to musiałoby być, aby Lottie, ze wszystkich osób to przemilczała?
Odwzajemnił uśmiech, nieco mocniejszy po jego stronie niż ten młodego czarodzieja i zaraz ruszyli do środka.
Mieszkanie wyglądało... No cóż. Nie zapowiadało się na to że rodzina Kellych za szybko wróci do swojego domu.
I niby wiedział, że straty były ogromne, ale jednak dopiero gdy zobaczył to na własne oczy zawrzała w nim wściekłość.
– Dranie. Podłe szumowiny. Niszczyć domy niewinnym czarodziejom. Naprawdę. Jessie posłuchaj mnie uważnie. Jeśli Ministerstwo niczego z tym nie zrobi, to wyjeżdżał z tego kraju bo chyba nie ma sensu oferować cokolwiek władzy, która nie oferuje nic w zamian. Spróbuję znaleźć ci nawet jakąś pracę z granicę. Twój wujek Anthony może też pomoże, jeśli go o to poprosisz – mówił, gdy przechodzili przez kolejne pokoje, aż w końcu zawędrowali do sypialni Jessiego, a tam było...
Krzesło.
Jonathan uniósł wysoko brwi i rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu śladów złodzieja.
– Widzisz, aby ktoś tutaj chodził? Jakieś ślady butów w sadzy? Może... Może pamiętasz, że zachowało się coś cennego, czego teraz nie ma? Boję się, że ktoś tutaj grasował. Bo przecież chyba nie przeklnęli krzesła na Merlina to by było już niepoważne.