Nie do końca była pewna, co się z nią działo. To nie był pierwszy raz. W głowie zaczęła analizować, kiedy właściwie zaczęło jej się to dziać. Podczas pożarów miała jakiś epizod - to na pewno, ale już wtedy zwalała to na dym, który chłonęły jej płuca, tyle, że nie była taka pewna, czy nie trwało to dłużej. Miała w zwyczaju machać ręką na wszelkie dolegliwości, które ją męczyły. Poboli i przestanie, w większości, chyba że chodziło o nadgryziony palec, czy coś podobnego.
- Powinien, nie wiem kto pieprzy takie farmazony. Zresztą poranne mdłości, to nie może być to. - Kojarzyły się raczej jednoznacznie, a jej przecież nie mogło to dolegać. Nie wiedziała, jak to wytłumaczyć, ani dlaczego męczyło ją to tak długo. Gdyby był to kac, to powinien już dawno jej przejść, zresztą rzadko kiedy faktycznie miewała kaca, wychowana w towarzystwie, w którym alkoholu za kołnierz się nie wylewało miała na niego bardzo dużą tolerancję. To musiało być coś innego.
Kiwnęła jedynie głową, zrozumiała co miał na myśli. Postanowiła przy tym usiąść sobie po turecku na trawie, bo wydawało jej się, że w tej chwili to było dla niej zdecydowanie bezpieczniejszą opcją. Wolałaby nie zbełtać się znowu na Benjy'ego, bo podejrzewała, że dwa razy tego samego dnia to mogłoby być dla niego zbyt wiele, każdy miał swoją cierpliwość. Obserwowała go, kiedy postanowił wejść w krzaki. Nie miała pojęcia, co tam zobaczył i co zasługiwało na wejście w te wysokie pokrzywy.
Wrócił całkiem szybko, nie wydawało się, aby ruszyły go te paskudne krzaki, chociaż wiedziała, że potrafiły przy bliższym spotkaniu nie być do końca przyjemne. - Jasne. - Podała mu noże, a w zamian w jej dłoni znalazły się liście. Zmrużyła oczy, nie do końca wiedząc z czym ma do czynienia. Zioła nigdy nie były jej głównym tematem zainteresowań, rozróżniała podstawowe gatunki, i to by było na tyle. Być może powinna zapytać, co to jest, zanim wsadzi je do paszczy, nie sądziła jednak, aby to miało coś zmienić w jej życiu, tak, czy siak pewnie nie wiedziałaby z czym ma do czynienia.
- Nie zdechnę od tego? - Uniosła wzrok w jego kierunku, nie, żeby sądziła, że miał zamiar zrobić jej krzywdę, ale nie zakładała również, że Benjy jest specjalistą od roślin, z drugiej strony bywał pewnie w takich miejscach, w których mogło to być ostatnią deską ratunku. Jakoś musiał sobie radzić, kiedy był sam na końcu świata.
Zaczęła od zaciągnięcia się zapachem. Uderzył w nią mentolowy aromat, zrobiła to kilka razy, naprawdę głęboko oddychała. Pachniało całkiem ładnie i świeżo. Później zerknęła na zawartość dłoni, została jej około połowa niepewnie wsadziła ją sobie w usta i żuła, i żuła, pewnie będzie trochę ją żuła, nim liści stracą swój smak. Wyjątkowo była całkiem potulna i nie negowała jego pomysłu. Najwyraźniej była dość mocno zdesperowana i zależało jej na tym, aby te mdłości ustały, chociaż na chwilę.